Autor: Marcin Śpiewakowski

2017-09-14, Aktualizacja: 2017-09-14 15:31

Fink: "Nie czuję się odpowiedzialny za The Chainsmokers" [WYWIAD]

Fink zagra 17 września w Stodole, a bilety na to wydarzenie możecie kupić od 79 zł. Oprócz warszawskiego występu, artysta zagra jeszcze w Gdańsku (16 września), Krakowie (18 września) i Poznaniu (19 września). Przed koncertem porozmawialiśmy z Finkiem na temat jego muzyki, specyficznej metody rzucania nałogów i tego, czy czuje się odpowiedzialny za sukces The Chainsmokers.

Jakiś czas temu mówiłeś o muzyce, że to zabawa, nie sztuka, generuje w tym biznesie pieniądze. Innymi słowy, równie dobrze można po prostu czerpać z robienia muzyki przyjemność i nie martwić się resztą?
Robię muzykę, nie pieniądze. I to jest chyba dobre podejście. Jeśli chcesz zarabiać pieniądze na muzyce, musisz mieć pewność, że robisz muzykę, która będzie zarabiać pieniądze. Nie interesuje mnie coś takiego, bo oznacza to, że musiałbym grać to, co grają na przykład The Chainsmokers – a to zupełnie nie moja działka i nie po to zająłem się muzyką. Kocham gitarę, mój zespół i koncertowanie z tym, co nagrałem. Im mniej martwisz się o pieniądze, tym więcej zarabiasz. O dziwo. Jeśli robisz muzykę dla siebie, taką, która ci się podoba, nigdy nie będziesz zawiedziony. Jeśli jeszcze zarobisz na tym pieniądze – tym lepiej dla ciebie, stary. Im lepszy nagrasz album, tym więcej zarobisz.



Wspomniałeś o The Chainsmokers i chyba jest w tym jakaś ironia losu, bo są przecież końcowym produktem elektronicznej rewolucji w muzyce, którą kiedyś pomagałeś tworzyć jako DJ.
Niby tak, ale proszę mnie nie winić za takie rzeczy, nie czuję się bezpośrednio odpowiedzialny za The Chainsmokers (śmiech) Fajnie, że elektronika stała się częścią mainstreamu, ale chyba po drodze zgubiliśmy trochę w tym wszystkim dobrą piosenkę. Ale nie chcę marudzić, koniec końców liczy się to, czego chce publika – w latach 80. chcieli długich włosów i ballad z patosem, w latach 90. chcieli brit-popu, teraz chcą muzyki z dropem i mocnym basem. Nie można się na to wkurzać. Ludzie nie zawsze chcą ambitnych kompozycji, czasami chcą się po prostu pobawić – i to też jest ok.

Wydaje mi się też, że muzyka elektroniczna powstała jako coś, co poszerzało muzykom pole do popisu, a w efekcie trochę wyeliminowała ich z całego procesu. Po co muzycy i instrumenty, skoro każdy może nagrać coś w domu?
To jak z każdą nowością – ludzie ekscytują się nowościami i popadają na krótko w pewnego rodzaju obsesję. Myślę, że powoli wracamy już do analogowości, do winyli, muzyków, piosenek, żywych instrumentów. Czuję, że taka zmiana już się dzieje. Z drugiej strony, kiedy jesteś DJ-em i nagrywasz muzykę na laptopie w domu, nawet jeśli stworzysz wielki hit, to nie bardzo masz jak podzielić się nim z innymi ludźmi. Nie ma zespołu, nie ma tłumów, nie ma trasy, nie ma rock’n’rolla. Zobacz, nawet raperzy zaczynają nagrywać kawałki, w których grają na gitarze, bo też chcą mieć trochę rock’n’rolla w życiu. To wróci. Zawsze kiedy pojawia się coś nowego, na chwilę narusza się równowaga, ale koniec końców wszystko zawsze wraca do ładu.

Intrygujący obrazek, samotność twórcy wielkiego przeboju.
Ale tak jest! Nagrywasz hit, zarabiasz trochę pieniędzy, liźniesz trochę sławy, ale to tylko połowa sukcesu. To jakby pojechać na świetne wakacje samemu – wszystko jest jakby piękniejsze, kiedy można dzielić z kimś szczęście, wiesz? Właśnie dlatego kiedyś, wiele lat temu, przestałem być DJ-em i założyłem zespół.

© Maciej Stanik


Przejdźmy w takim razie do nowego albumu. Jak to się stało, że wydajesz już drugą płytę w tym roku?
Cóż, nie jestem pewien. Chyba głównie dlatego, że po prostu mieliśmy nagrane dwie płyty (śmiech). To dość niekonwencjonalne, ale żyjemy w takich czasach, że można sobie na to pozwolić. Poprzedni album z bluesowym materiałem był projektem pobocznym, który trochę niechcący rozrósł się do rozmiarów poważnej płyty. Wydaliśmy „Fink’s Sunday Night Blues Club” i od razu zabraliśmy się za kolejny album.

Opowiedz o nowej płycie. Dużo bardziej niż dwie poprzednie brzmi ona jak następca „Hard Believer”.
Bo tak jest, „Resurgam” to zupełnie co innego niż poprzednie albumy. „Horisontalism” to właściwie głównie remiksy, „Fink’s Sunday Night Blues Club” to – jak mówiłem – raczej poboczny projekt. „Resurgam” to tak naprawdę moja pierwsza „prawdziwa” płyta od 2014 r., od czasu „Hard Believer”. Te dwa albumy nagrane w międzyczasie nie były do końca oficjalnymi albumami grupy. Mam nadzieję, że nikt nie słuchał ich z przekonaniem, że powoli tracę rozum (śmiech). „Resurgam” to bardzo ważny krążek dla całego zespołu. Brzmimy inaczej i chyba od pierwszych minut słychać, że jesteśmy dużo pewniejsi siebie i mamy naprawdę dobre brzmienie i fajne melodie.

„Fink’s Sunday Night Blues Club” to fajna płyta, ale nie brzmiała jak Fink. Tak naprawdę chyba wszyscy oczekiwali brzmienia takiego, jak to z “Resurgam”.
Tak, wiele osób mówiło nam takie rzeczy. Staraliśmy się ich uprzedzić, że nagraliśmy album z bluesem, więc jeśli nie lubią takiej muzyki, niech poczekają na kolejną płytę. Początkowo to miało być coś dla zabawy – jedna bluesowa piosenka wypuszczana w każdą niedzielę i niewielka trasa po małych klubach. Koniec końców wyszła z tego coś większego, pełnowymiarowa płyta. Trochę też dlatego zabraliśmy się od razu za „Resurgam” i wydaliśmy ją pół roku później. Wiesz, na zasadzie: „no dobra, fajnie się grało, ale pora wracać do poważnej roboty”. (śmiech)



Jakie tematy poruszasz na „Resurgam”?
Jest wiele tematów - powrót znad krawędzi, odrodzenie, dojrzewanie, takie rzeczy. W ogóle, to chyba najbardziej pozytywny album, jaki kiedykolwiek nagrałem.

Naprawdę? Dużo piosenek sprawia wrażenie dość… ciężkich.
Jasne, są tu ciężkie piosenki, ale ciężki jest głównie groove, nie teksty. Ale to akurat dobrze. Lubimy takie brzmienia, hipnotyczne zagrywki, muzyczne pandemonium. Pod koniec „Day 22” jest naprawdę ciężki motyw, który zamyka tę piosenkę jak uderzenie młotkiem. Muszę powiedzieć, że to świetne uczucie móc nagrywać muzykę nie przejmując się przesadnie tym, jak zostanie odebrana, a tym, co się podoba tobie, jako muzykowi.

„Day 22” opowiada ewidentnie o walce z nałogiem – co rzucasz?
(śmiech) To raczej ogólna piosenka – chodzi po prostu o niedobre rzeczy, które dają sporo przyjemności. Na tym polega cały problem z nałogami, że musisz zrezygnować nie tylko ze złych aspektów, ale też z wielu rzeczy, które są ekstra. „Day 22” to próba wymyślenia, jak poradzić sobie z takimi rzeczami. W moim przypadku słowo „nigdy” nie do końca się sprawdza, nie chcę niczego odrzucać stanowczo i na stałe, stąd właśnie „dwudziesty drugi dzień”. Przez trzy tygodnie unikam pokusy, ale dwudziestego drugiego dnia mogę robić wszystko, na co mam tylko ochotę. To mój system. I to działa! Ta metoda pomogła mi pozbyć się kilku złych nawyków, które zaczynały przeszkadzać mi w życiu.

Nie koncertowałeś ostatnio dużo, teraz zaczynacie dużą trasę czterema koncertami w Polsce. Jest stres?
Nie, dlatego zdecydowaliśmy się zacząć trasę w Polsce, bo po pierwsze naprawdę dobrze nam się tutaj gra – naprawdę, bez kurtuazji! – jest tu świetna energia, optymistyczne podejście, dużo uśmiechu od fanów. Po drugie, Polska daje nam okazję, żeby sprawdzić się w każdych warunkach. Mamy duży koncert w Warszawie, trochę mniejszy w Poznaniu i tak dalej. Mały, duży, średni – po trochu wszystkiego. Wszystko ładnie skompresowane w jeden tydzień. Mniej więcej tydzień po rozpoczęciu trasy gramy wielki koncert w Hamburgu, a gdzie lepiej się przygotować na coś takiego, niż w Polsce? Szczerze, nie mogę się doczekać!

Czytaj też nasz wywiad z artystą z 2014 r.: Fink: "Nieważne, jaki gatunek muzyki grasz. Liczy się intensywność" [WYWIAD]


Zobaczcie też: Serwis Koncerty w Polsce: zapowiedzi, fotorelacje, wywiady z artystami, bilety na koncerty

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w Polityce Prywatności. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!