Czarownice rządzą! Musicalowy hit na deskach Syreny

Michał Litorowicz
Fot. Bartek Warzecha, mat.pres.
Marzec upłynął tu pod znakiem czarów i kobiecości. Najnowsza premiera, „Czarownice z Eastwick”, to duża dawka dobrej rozrywki.

Musical na podstawie głośnej powieści Johna Updike’a, przebój West Endu, został wystawiony na deskach warszawskiego teatru muzycznego. Bez wątpienia pod względem inscenizacyjnej energii jest to jedna z ważniejszych propozycji tegorocznego repertuaru Syreny.

Witajcie w Eastwick

Lata 60. ubiegłego wieku. W Eastwick wieje nudą. To amerykańskie, prowincjonalne miasteczko żyje swoim powolnym, ułożonym rytmem. Wszyscy się tu znają, plotkują o sobie, a czasem wytykają palcami. W tym skostniałym środowisku na główny plan wysuwa się historia trzech kobiet: Alexandry (Ewa Lorska), Sukie (Magdalena Placek-Boryń) i Jane (Barbara Melzer).

Gdzie ci mężczyźni?

Przyjaciółki zawiodły się na mężczyznach, a swoje niezadowolenie przekuwają w marzenia o idealnym partnerze, który mógłby wprowadzić nieco ożywienia w ich życie. Jak się okazuje, fantazje mogą spełnić się w najmniej oczekiwanym momencie - na ratunek kobietom, znudzonym zatęchłą atmosferą Eastwick, przybywa Darryl van Horn - tajemniczy nowojorczyk o szarmanckim usposobieniu. To właśnie pojawienie się demonicznego mężczyzny, w doskonałej kreacji Przemysława Glapińskiego, wprowadza fabułę spektaklu na nowe tory. Jego manipulatorskie zdolności sprawiają, że bohaterki niemal jednocześnie się w nim zakochują, co oczywiście mocno poruszy pruderyjną, lokalną społecznością. Dojdzie też do kilku przerażających zdarzeń... Reżyser spektaklu, a jednocześnie autor przekładu i dyrektor Teatru Syrena - Jacek Mikołajczyk – umiejętnie przeplata w sztuce spektakularne sceny zbiorowe z intymnymi spotkaniami bohaterów w cztery oczy, gdy w pełni mogą wybrzmieć wokalne umiejętności głównych wykonawców. Zaproszeni zostajemy zarówno na ulice Eastwick, by przywołać otwierającą spektakl scenę, w której bierze udział kilkanaście osób (tu uwagę zwraca misternie ułożona choreografia Jarosława Stańka), ale również do małego baru czy prywatnych mieszkań.

Z dużym rozmachem

Scenografia i efekty sceniczne „Czarownic...” robią duże wrażenie - dość powiedzieć, że w spektaklu zobaczymy główne bohaterki unoszące się kilka metrów nad sceną czy tancerzy wirujących w pralkach. Być może sam literacki oryginał nie jest najbardziej odkrywczą intrygą, zwłaszcza, że możemy już ją znać choćby z filmowej adaptacji, w której główną rolę świetnie zagrał Jack Nicholson. Realizatorzy spektaklu wiedząc o tym, skupili się na zbudowaniu atmosfery i inscenizacyjnym rozmachu. Na scenie wciąż pojawiają się nowe postacie w całej gamie kostiumów (wykorzystano ponad sto kreacji), obserwujemy gwałtownie zmieniający się ruch świateł, a muzyka jest odgrywana na żywo przez orkiestrę. Jeśli dodamy do tego pełne humoru i gier słownych dialogi, otrzymujemy rozrywkę na wysokim poziomie. „Czarownice z Eastwick” nie odkrywają może musicalu na nowo, ale jako spektakularne widowisko, w którym nawet najmniejsze szczegóły muszą się ze sobą zgrać, spełniają swoje zadanie z nawiązką. Polecam!


Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie