Doda opowiada o roli w Pitbullu. „Film jest najważniejszy” [WYWIAD, ZDJĘCIA]

red.
Doda opowiada o roli w Pitbullu. „Film jest najważniejszy” [WYWIAD, ZDJĘCIA]
Doda opowiada o roli w Pitbullu. „Film jest najważniejszy” [WYWIAD, ZDJĘCIA] mat. promocyjne filmu
Z Dorotą Rabczewską rozmawiamy o roli w najnowszej części „Pitbulla”, w której gra Czarną Wdowę, szefową mafii, ale też o innych kinowych planach na przyszłość, w tym planowanej trylogii o jednostce wojskowej GROM.

Pitbull: Ostatni pies
Kolejną część sagi wyreżyserował twórca „Psów”, Władysław Pasikowski. Kiedy ginie Soczek, partner Majamiego, policjanci z wydziału terroru rozpoczynają dochodzenie. Za śledztwo zabierają się rozproszeni po prowincji doświadczeni policjanci. W stolicy pojawiają się Despero, Metyl oraz - prosto z Waszyngtonu - Nielat, zwany obecnie Quantico. W filmie wystąpił m.in. Marcin Dorociński i Doda.

Czytaj też: Kultowy Despero powraca! Mamy dla was zaproszenia na film „Pitbull. Ostatni pies” [KONKURS]


Skąd decyzja o zagraniu w filmie?
Byłam równie zaskoczona, co - podejrzewam - Ty, kiedy zaproponowano mi rolę w filmie „Pitbull”, którego jestem fanką. Stało się to po premierze „Słownika ptaszków polskich”, w którym gram w Teatrze IMKA. Kiedy jako młoda dziewczynka wyobrażałam sobie - jak każda nastolatka - że miałabym zagrać w filmie, to zawsze myślałam o dwóch rolach: czarodziejki z Księżyca i szefowej gangu. Dlatego kiedy dostałam propozycję roli w kolejnej części „Pitbulla” i zapytano mnie, po której stronie barykady chcę stanąć, parsknęłam śmiechem. Cieszę się, że udało mi się zagrać tę postać, bo jest bardzo bliska mojemu gustowi kinowemu.

Co Ci się podoba w kinie?
Męskie kino. Nie lubię kobiecych filmów. Lubię, kiedy coś się dzieje, autentycznie i z pazurem, kiedy jest mowa o honorze i wartościach. Nie lubię ckliwych historyjek.

To mogłoby wyjaśniać, że film, który będziesz produkować, opowiadać będzie o formacji GROM.
Zanim podjęłam decyzję, że chcę zostać producentką, przyglądałam się pracy Emila Stępnia, który jest moim zdaniem jednym z lepszych producentów w Polsce. Nie stoi za nim żadna instytucja państwowa, żadne telewizje czy korporacje, które pomagałyby mu w finansowaniu projektów, a mimo to jego produkcje mają fantastyczną oglądalność. Lubię takich pionierów, którzy pasją i brawurą potrafią osiągnąć szczyty - dzięki niemu złapałam tego bakcyla, bo jego historia przypomina mi moją karierę muzyczną. Wszystko co mam, osiągnęłam dzięki swojej pracy i konsekwencji. Pomyślałam, że fajnie byłoby połączyć siły i zrobić wspólnie coś wartościowego.

Historie GROM-u zawsze były mi bliskie. Moim celem jest zrobienie filmu, na który sama chciałabym pójść do kina, bo jestem kinomanką, chodzę do kina dwa-trzy razy w tygodniu i w połowie przypadków wychodzę zniesmaczona. Uważam, że dobry film - obojętne, w jakim gatunku, czy o jakiej tematyce - powinien sprawić, że chcesz coś zmienić w swoim życiu, jesteś tym poruszony. Takie filmy chcę robić. Mam dużo młodych fanów, którzy są otoczeni tymi wszystkimi impulsami, internetowym gó***m, potrzebują takiego czystego kręgosłupa moralnego, który broni się takimi wartościami, jak honor czy duma.

Patriotyzm?
Nie będę ukrywać, że jestem dużą patriotką. Byłam wychowana w takim duchu, mój ojciec pochodzi z Wilna, moi dziadkowie są piłsudczykami. Nie wstydzę się tego. Dlatego w tym filmie na pewno będzie bohater, który będzie idolem dla młodzieży - ale nie dlatego, że jest pakerem i strzela do lamusów, tylko z innego powodu.

W tym momencie patriotyzm jest o tyle trudnym tematem, że każdy próbuje ukuć własną definicję. Czym jest dla Ciebie patriotyzm i czym chciałabyś, żeby był dla tych młodych ludzi, o których wspominałaś?
Chciałabym, żeby samodzielnie myśleli. Nie ulegali żadnym modom ani presji z zewnątrz. Mam tu na myśli głównie różne telewizje, które forsują swoje opinie na różne tematy. Wystarczy poczytać parę książek, posłuchać się starszych i przeanalizować historię Polski, żeby mieć wyrobioną opinię na różne tematy. Dla mnie patriotyzm przede wszystkim to sztywne trwanie przy swoich rodakach i stawianie dobra kraju na pierwszym miejscu, dbanie o historię, nie zatracanie jej i nie powtarzanie błędów. Pamięć o poległych, to dzięki nim teraz siedzimy przy kawie na wywiadzie. Nie zapominajmy o tym. Polska jest tylko jedna.

Dla kogoś, kto - jak mówisz - jest kinomanem i zna ten świat dobrze, ale z zewnątrz, jakie to uczucie znaleźć się nagle po drugiej stronie? Zaskoczyło Cię coś?
Nie byłam bardzo zaskoczona. Przez dwadzieścia lat prosperowania w showbiznesie, po drugiej stronie kamery jestem dość często, kręcąc mnóstwo teledysków, filmów czy projektów muzycznych. Byłam zaskoczona pracą Władysława Pasikowskiego, który właściwie nie robi dubli, chce, żeby aktorzy byli od razu przygotowani i nie zostawia miejsca na improwizację. Co mnie akurat bardzo cieszy, bo nie chciałam mieć takiej możliwości, bo jako amatorka pogubiłabym się w tym wszystkim. Dobrze, że byłam prowadzona sztywną ręką. Kiedy dostawałam jakieś wytyczne, to już bardzo konkretne. Jako reżyser roztaczał wokół siebie aurę spokoju i szacunku.

Nie było to dla Ciebie lekko surrealistyczne doświadczenie, wystąpić w filmie nie tylko jednego z najważniejszych reżyserów w polskiej popkulturze, ale też u - jak mówisz - autora bardzo bliskich Ci filmów?
Wiesz, kiedy jest się po tej drugiej stronie lustra tak długo, w pewnym momencie znane nazwiska przestają Cię usztywniać. W czerwcu stałam na jednej scenie z Guns n’ Roses i śpiewałam ze Slashem, który jest moim idolem od dziecka, i nie byłam tym sparaliżowana, tylko nakręcało mnie to. Podobnie było w przypadku kręcenia „Pitbulla”. Kiedy wchodziłam na plan, powiedziałam od razu: „Wiem, że macie podpisany ze mną kontrakt i że to jest zaje***ty marketingowo ruch, że Doda, mafia - zwłaszcza teraz, z tą całą akcją z prokuratorką, która uważa, że prowadzę od dziesięciu lat mafię polsko-ukraińską - piękny ruch marketingowy. Ale, gdyby się okazało po dwóch dniach, że nie nadaję się do tego, to waszym obowiązkiem jest mi to powiedzieć”. Wolałabym oddać to miejsce komuś, kto silnie poprowadzi tę rolę, niż zniszczyć prace kolegów z planu i ekipy filmowej, którą bardzo polubiłam.

Czyli film jest w tym wszystkim najważniejszy?
Tak. Film i fani. Ja nie jestem w ogóle najważniejsza. Tutaj najważniejsze było, żeby zrobić to dobrze. I kiedy usłyszałam od reżysera, że jest dobrze i że jest ze mnie zadowolony, pomyślałam sobie: „Boże, idę się upić!”

A jak podoba Ci się ten film? Jako fance kina.

Łączy w sobie dwa style - starego „Pitbulla” i nowego „Pitbulla”. Ten nowy styl jest mieszanką, która zaspokoi potrzeby wszystkich fanów. Może nie trafi w gusta fanów przaśnego, głupiego suchara - wiesz, o co mi chodzi, o dowcip, w którym gustują co poniektórzy. Władysław Pasikowski, jak pokazała jego kariera, gustuje w ambitniejszym kinie i inteligentniejszym dowcipie. I ja z moim IQ 156 jak najbardziej się pod tym podpisuję.

To musiało być spełnienie dużego marzenia.
Nie, zupełnie nie. Nigdy nie marzyłam o tym, żeby zagrać w filmie, nigdy nie miałam takich ambicji i potrzeb. Bardzo mi dobrze na mojej scenie muzycznej i - szczerze mówiąc - bardzo się zdziwiłam, kiedy najpierw Krzysiek Materna zaproponował mi rolę w teatrze, na dodatek dość skomplikowaną. To komediodramat, który ma brutalnie skomplikowane libretto, więc trzeba się mocno skupić. A kiedy zaproponowano mi angaż w filmie, to gdyby nie moja matka, która przez całe życie wmawiała mi: „Ty powinnaś być aktorką, ty powinnaś być aktorką, ty masz to po mnie, ja też mogłam być aktorką”, to nie zrobiłabym tego.

Czyli rola w filmie była marzeniem Twojej mamy, a Twoim marzeniem jest wyprodukowanie filmu. Opowiedz mi trochę o nim.
Tak, to będzie spełnienie mojego marzenia. Scenariusz napisał Smarzowski, zresztą jest to świetny scenariusz. Kiedy podpiszemy umowę z reżyserem i zaczniemy robić castingi na pierwszych aktorów, będę mogła powiedzieć coś więcej. Myślę, że ruszymy już latem. Na pewno nie będzie to jeden film, chciałabym rozłożyć to na sagę.

Co sądzisz o filmach nominowanych w tym roku do Oscara?
Oscary rządzą się swoimi prawami. Nigdy nie rozumiałam, dlaczego Meryl Streep dostaje już którąś z rzędu nagrodę, mam wrażenie, że ona tam należy do jakiejś sekty. Mam wrażenie, że te wszystkie konkursy organizowane przez hermetyczne środowiska, są całkowicie nieprzeniknione dla normalnego człowieka, takiego jak my, dla widowni. Ja na przykład mam 140 nagród muzycznych i nigdy nie dostałam ani jednej od jury - a sorry, jedną od minister zdrowia. Wszystkie są od publiczności.

Będzie nowe święto państwowe?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie