18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Dwie Baby. Twórczy recykling starych mebli [ZDJĘCIA]

Ewa Jankowska
Dwie Baby. ul. Ząbkowska 38. Monika i Sylwia przed sklepem/ pracownią. Ewa Jankowska
Na jednej z najbardziej znanych ulic Pragi, która przez długi czas pretendowała do bycia centrum artystycznym Warszawy, znajduje się mały sklep, a właściwie pracownia – dwa pomieszczenia z antresolą przepełnione meblami przywiezionymi z targów, ściągniętymi ze strychów czy przyniesionymi ze śmietnika (!). Dwie Baby przygarniają te niechciane, zniszczone przedmioty i dają im drugie życie – oczyszczają, polerują, a na koniec dodają coś wyjątkowego od siebie – unikatowy obraz lub wzór.

Na pewno wielu z was ma w swoim domu lub mieszkaniu jakiś stary mebel albo nawet kilka, które raczej szpecą wnętrze niż dodają mu uroku. Najchętniej byście się ich pozbyli! Może nie warto działać tak impulsywnie? Może meble te mają w sobie potencjał, którego byście się po nich nie spodziewali? Przeczytajcie wywiad z Dwiema Babami i obejrzyjcie zdjęcia metamorfoz. Może i waszą starą, zniszczoną komodę można przemienić w jakieś niebanalne cudo?

Ewa Jankowska: Kiedy wystartowały Dwie Baby?
Monika: Dwie Baby działają od roku, ale my współpracujemy już od pięciu lat.
Sylwia: Zaczęło się od biżuterii, którą sprzedawałyśmy u nas w butiku.
Monika: To była prawdziwa galeria, było kolorowo. Cudzoziemcy, którzy nas odwiedzali, czuli się u nas wyśmienicie, Polacy dopiero odkrywali tego typu miejsca. Teraz jest inaczej, bardziej przypomina to pracownię, ponieważ teraz skupiamy się na meblach.

Skąd te umiejętności rzemieślnicze, rękodzielnicze i twórcze? Ukończyłyście ASP?
Monika: Nie. Obie jesteśmy po Akademii Medycznej, poznałyśmy się na protetyce stomatologicznej. Tam się zaprzyjaźniłyśmy i tam zaczęłyśmy robić biżuterię. Przez ostatnie dwa lata poznałyśmy mnóstwo ludzi, którym również zaczęłyśmy udostępniać naszą przestrzeń – na ciuchy, torby i inne fajne rzeczy. Wiec nie są tu wyłącznie meble, wszystko się przeplata. Tego w Polsce jest naprawdę dużo. Ludzie robią przepiękne rzeczy. Rękodzieło ma naprawdę fajny dizajn. Ale ciężko się przebić.

W czym jest problem?
Monika: Koszty. Wysokie czynsze, wysoki ZUS. Koszty utrzymania firmy. Sklep internetowy, reklama, wystawianie się na targach, które również są drogie; trzeba wydrukować ulotki, wizytówki, zapłacić za transport. Wiele osób rezygnuje z udziału w targach, ponieważ im się to nie opłaca. Boją się również zakładać sklepy, bo to duże ryzyko. Bardzo wiele osób już się wyprowadziło, pozamykało swoje biznesy.
Sylwia: Więc dlatego ludzie się wspomagają, umieszczają swoje rzeczy u innych.

Ale wy zdecydowałyście się, żeby otworzyć sklep?
Monika: Raczej zmienić, żeby wprowadzić również meble. Ruch całkiem ustał, kiedy zaczęła się budowa metra. Kompletnie odcięło nas od klientów. Myślałyśmy, żeby w ogóle się z tym pożegnać i zrezygnować. Praga jest niestety za daleko, dodatkowo te remonty, kiepski dojazd.

Dlaczego zdecydowałyście się, żeby otworzyć sklep właśnie na Pradze?
Monika: Przede wszystkim dlatego, że są tutaj niższe czynsze.

A atmosfera Ząbkowskiej? Ta ulica kojarzy się z oryginalnymi knajpkami, miejscem dla artystów.
Sylwia: Tak, ale na razie wszystko jest w powijakach.
Monika: Kiedyś miały tu być specjalne lokale dla artystów. Burmistrz się pod wszystkim podpisał, powstała inicjatywa nocnej strefy sztuki. Poszła reklama, ulotki, itd. Galerie, w tym nasza, otwierały się w nocy, zapraszały odwiedzających. Przez tydzień było fajnie, potem wszystko umarło i wróciło do punktu wyjścia. Dzielnica wcale nam nie pomaga.
Sylwia: Już prędzej inwestorzy, którzy wyczuli to miejsce. Wokół nas wyrastają nowe budynki, one przyciągną ludzi.

Nie myślałyście o tym, żeby się przenieść ze sklepem?
Monika: To by się wiązało od razu z większym kosztem. Interesowałyśmy się lokalem na Hożej – 27 m2, bez zaplecza sanitarnego. 10 tysięcy złotych czynszu. To by było szaleństwo. Bardzo chciałybyśmy, żeby na Pradze powstawało więcej takich pracowni jak nasz, żeby przyciągać ludzi. Ale na kulturę wciąż przeznacza się najmniej. Wszystko jest robione po kosztach. Gdyby choćby połowa Ząbkowskiej wypełniona była kawiarniami, galeriami, pracowniami artystów, to już byłoby dużo.

Niedługo dojedzie również metro. Może wtedy zacznie się coś zmieniać.
Monika: Tak, ale to jeszcze trochę potrwa, trzeba przetrzymać ten okres. A wiele osób nie daje rady, nie mają tego czasu. Działają w internecie, wystawiają się na platformach, jak Pakamera czy Show Room. I tyle.

Dlatego zdecydowałyście się zmienić biznes, aby czymś innym przyciągnąć ludzi?
Monika: Tak, postanowiłyśmy, że zaczniemy robić meble. Na początku przerabiałyśmy małe stoliczki, itd., potem zaczęłyśmy sięgać po inne meble. Miałyśmy już kontakt z kilkoma osobami, które handlowały meblami i to nas zmotywowało. Właściwie z dnia na dzień powstał pomysł na Dwie Baby. Machina ruszyła.

Dlaczego meble miałyby bardziej przyciągać niż inne rękodzieło?
Sylwia: Bo to jest coś, czego się potrzebuje, coś praktycznego. Ponadto, mebel to przedmiot, po który już chce się pofatygować. Zanim ktoś coś kupi, to chce to najpierw zobaczyć.

Jak wygląda wasza współpraca z klientem? Robicie meble na zamówienie czy sprzedajecie już gotowe?
Monika: Raczej na zamówienie. Ktoś nam przywozi mebel, który chce, abyśmy odnowiły lub prosi nas o znalezienie jakiejś konkretnej szafy czy stołu, który akurat będzie pasował do jego mieszkania, domu. W pracowni nie mamy aż tak dużo miejsca, żeby składować tyle mebli. Tutaj też pracujemy.

Czy odwiedzacie również klientów w ich domach, żeby upewnić się, co będzie pasowało do przestrzeni?
Monika: Tak jest bardzo często. Ale czasem wystarczają po prostu zdjęcia mieszkania.

Pobieracie dodatkową opłatę za taki „projekt wnętrza”?
Monika: Na razie nie. Musimy o tym pomyśleć. Nie mamy jeszcze takiej siły. Ludzie to doceniają. To, co robimy naprawdę nie jest drogie, a wkładamy w to bardzo dużo czasu i wysiłku.
Sylwia: Każdy etap jest pracochłonny. Najpierw oczyszczanie mebla z lakieru, każdy kąt trzeba zetrzeć ręcznie, potem woskowanie i polerowanie i na koniec malowanie.

Wszystko robicie same?
Sylwia: Już nie. Za dużo czasu to zajmowało. Nie da się robić wszystkiego. Z czasem „dorobiłyśmy” się pana, który nam szlifuje meble.

Ale malujecie same?
Monika: Również. Ale mamy też kilku zaprzyjaźnionych artystów, którzy wykonują dla nas różne projekty. Na przykład ta komoda z obrazem śpiącej pary albo stolik z psem.

Macie swoich stałych klientów?
Monia: Tak. Już kilka razy robiłyśmy coś dla jednego kl

Polacy masowo ruszyli do lombardów

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Marcin

Wywiad z Sylwią i Moniką można przeczytać na blogu Designersko.pl: http://blog.designersko.pl/dwie-baby-uwielbiamy-laczyc-wspolczesnosc-z-przeszloscia/

D
Dwie Baby

M.H. bardzo Ci dziękujemy za słowa wsparcia!

Dodaj ogłoszenie