Grunberg, Bronicky i... ja

Alicja Skowrońska
Alicja Skowrońska
Czas i miejsce akcji – 26 listopad, piątek wieczorem, klub ,,4 Róże dla Lucienne”. Występ zespołu ,,Jakoś To Będzie”. Grupą supportową miał być ,,Grunberg”. Ten zespół chciałam zobaczyć i wysłuchać. Ze względu na wokalistę. Jednego z MM-kowiczów. Piotra Bronickiego.

   Miał być normalny koncert. Jeden z wielu. I prawie był. Prawie, gdyż niechcący zrobił się nieformalnym Foto Day. Obecnych było więcej osób z naszego portalu. Większość z aparatami. Gdy zabrzmiały pierwsze dźwięki, scenę zalały błyski fleszów. W klimatycznym, ciemnym lokalu przez kilka sekund nie było innej barwy niż oślepiająca biel. Początek godny imprezy światowej.
   I czułam się światowo. Bo jak na światowców przystało, impreza zaczęła się z opóźnieniem. Co trochę mnie osobiście zabolało. Fizycznie.   Na ,,Grunberg" ostrzyłam sobie apetyt od jakiegoś czasu. Występ był, kiedy był. Ale ja od kilku dni w nowych butach... I stopa w opatrunku.
   Stan boleści spowodował, że w bardzo, bardzo ostatniej chwili nie zdecydowałam się na stosowne przebranie. W tym, w jeszcze nowsze buty. Wprawdzie zamierzałam profilaktycznie ponaklejać plastry, ale jakbym nie trafiła? Jakby obtarcia dotknęły drugiej stopy? A jakbym cała się poobklejała, byłabym niemal jak mumia. Przeto poszłam tak jak stałam.
   Z tego co czytałam i widziałam we wcześniejszych artykułach opublikowanych na MM-ce, o piątkowych występach, byłam zauważalna.   Przeto informuję – byłam spokojna! I nieruchoma jak rzeźba Bachusa. Może trudno uwierzyć, ale to prawda. Kopytka dokuczały.
   Cóż jeszcze? Oczekiwałam przedniej zabawy. Była. Wirowało i falowało. Nawet nie zawsze udało się dopchać do sceny. Nieprawda? Moje obrazy mówią coś innego.   Ze swego miejsca nie zawsze widziałam Bronka. Ale od czego jest technika? Bronicky miał bliźniaka.
   O zespole? Zrobię klasyczny unik. Wielokrotnie spotykałam się ze sformułowaniem – bezpośrednia relacja telewizyjna zwalnia korepondenta (tutaj nazwa pisma) od opisu.   Przeto powielam – obecność na koncercie dziennikarza ,,Gazety Lubuskiej", samego Zdzisława Haczka zwalnia mnie od oceny występu.   No, chyba że coś dopiszą Baronowa (Śląska) lub Milena (z Dąbrowskiego).
   Do domu wróciłam z pamiątką. Autografem Piotra Bronickiego. Myślałam, że w tym miejscu składał pierwszy raz. Pierwszy tak, ale i w ogóle po raz pierwszy. Jakbym wiedziała, wciągnęłabym na występ młodzież, która rezygnowała z koncertu, gdyż nie miała kasy. Nawet notes bym poświęciła, żeby tylko podtykali karteczki muzycznemu idolowi MM-ki.
Powinnam też wyjaśnić dlaczego machałam szalikiem RKM Rybnik. Po prostu innego nie mam. A ten bardzo lubię. Był ze mną na kilku Przystankach Woodstock.
** *Kiedy będą inne czasy, kiedy obecnie młodzi muzycy zostaną dziadkami, może ich wnuki będą pytały?- Dziadku, a jak było na tym koncercie zanim zostaliście sławni? Wtedy gdy były te fajne panie?- CZA-DO-WO!!!
Prawda, Bronek?!

Polacy smakoszami czekolady

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie