Nasza Loteria NaM - pasek na kartach artykułów

Historia: Jak to w roku 1914 pod Dęblinem ordery zdobywano...

Paweł Grudzień
Paweł Grudzień
Jednym z najwyższych rosyjskich odznaczeń w armii carskiej był Order św. Jerzego, przyznawany oficerom za wybitne odznaczenie się w walce. Spośród ponad 5000 kawalerów tego orderu kilkunastu z nich zdobyło go w 1914 r. właśnie pod Dęblinem...

Order św. Jerzego (pełna nazwa: Wojskowy Order św. Męczennika Zwycięskiego Jerzego, ros. Военный Орден Св. Великомученика и Победоносца Георгия) – jako jedno z najwyższych odznaczeń wojskowych w carskiej Rosji został ustanowiony 26 listopada 1769 roku przez carycę Katarzynę II. Po obaleniu caratu zlikwidowany, a w 1992 r. postanowieniem Rady Najwyższej Federacji Rosyjskiej odnowiony jako najwyższe odznaczenie wojskowe Rosji pod nazwą Order św. Jerzego (Орден Святого Георгия).Order był (i jest nadal) nadawany w 4 klasach, poczynając od najniższej. Orderem mogli być nagradzani oficerowie za wybitne odznaczenie się w boju. Mogli go otrzymywać również cudzoziemcy. Order IV klasy początkowo można było także uzyskać za odpowiednią wysługę 25 lat w służbie polowej lub 18 lub 20 odbytych kampanii pływania w marynarce - możliwość tę zniósł w 1855 r. car Aleksander II.Nad orderem czuwała Kapituła Rosyjskich Carskich Orderów, której Wielkim Mistrzem był sam car. O nadaniu orderu I i II klasy decydował jedynie car, natomiast klasy III i IV nadawała rada (Duma) złożona z kawalerów orderu. Do odznaczenia przedstawiał bezpośredni przełożony oficera, w ciągu 4 tygodni od wydarzenia zasługującego na odznaczenie. Order dawał liczne przywileje w służbie i na dworze carskim a najstarszym kawalerom orderu przysługiwała roczna pensja. Według statutu order św. Jerzego należało zawsze nosić na sobie.Podczas I wojny światowej Orderem św. Jerzego IV klasy odznaczonych zostało ponad 5000 oficerów na wszystkich szczeblach dowodzenia, którzy wykazali się na polach bitew odwagą, dzielnością, zmysłem taktycznym i innymi cechami wyróżniającymi ich spośród całego korpusu oficerskiego armii carskiej. Spośród nich kilkunastu zasłużyło na to zaszczytne wyróżnienie podczas walk toczonych w październiku 1914 r. w okolicach nadwiślańskiej rosyjskiej twierdzy w Dęblinie (ros. Iwangorod).
W okolice Dęblina wojna dotarła jesienią 1914 r. wraz z działaniami, które zyskały później miano Operacji Warszawsko-Iwangorodzkiej. U jej postaw leżał zamiar odciążenia armii austro-węgierskich, które poniósłszy porażkę na Lubelszczyźnie i opuściwszy linię Sanu cofnęły się w kierunku południowo-zachodnim - zamiar ten chciano urzeczywistnić poprzez zajęcie przepraw na Wiśle i uderzenie siłami 9 Armii niemieckiej i 1 Armii austriackiej z północnego-zachodu na skrzydło armii rosyjskich posuwających się za Austriakami. Z kolei Rosjanie, planując w przyszłości wielką ofensywę w kierunku Poznania i Górnego Śląska, nie mogli sobie pozwolić na utratę w/w przepraw i reagując na zamiary przeciwnika zaczęli koncentrować swoje armie wzdłuż linii Wisły. Ponieważ Rosjanie zdołali obsadzić rzekę wcześniej niż dotarli do niej Niemcy, ci drudzy zdecydowali się na zmianę swoich planów i uderzenie w kierunku na Warszawę przy jednoczesnym zablokowaniu Rosjanom możliwości przeprawienia przez Wisłę większych sił w rejonie Puławy-Dęblin-Kozienice. A że dowódcy carscy właśnie to chcieli zrobić - doszło w ten sposób w dniach 10-12 października do Pierwszej Bitwy pod Dęblinem. W bezpośrednich okolicach twierdzy po stronie niemieckiej walczyła 1 Rezerwowa Dywizja Gwardii mając naprzeciwko siebie jednostki III Korpusu Kaukaskiego wzmocnione załogą twierdzy dęblińskiej. Bitwa zakończyła się zepchnięciem Rosjan na linię zewnętrznych fortyfikacji twierdzy, na których jednak ci ostatni zdołali się utrzymać i nie dopuścili do zdobycia przez Niemców przeprawy na Wiśle.Przez następne dni Rosjanie zdołali na tyle wzmocnić swoje siły w rejonie Warszawy, że koniecznym stało się wzmocnienie znajdujacych się naprzeciwko nich jednostek niemieckiej 9 Armii siłami znajdujacymi się do tej pory w rejonie Dęblina. W obliczu niebezpieczeństwa wyprowadzenia przez carskie korpusy równoczesnego uderzenia od strony twierdzy dęblińskiej, dowództwa niemieckie i austriackie uzgodniły plan, wg którego Niemcy wycofają się spod Dęblina w kierunku zachodnim i północno-zachodnim a na wychodzących z rejonu twierdzy Rosjan uderzy od południa 1 Armia austro-węgierska. Realizacja tych założeń doprowadziła w dniach 22-26 października do Drugiej Bitwy pod Dęblinem. Nacierające w okolicach Dęblina jednostki I i V korpusów austriackich (w składzie których znalazły się też Legiony Polskie) natrafiły przed swoim frontem na jednostki rosyjskich korpusów: XVII, III Kaukaskiego oraz załogę twierdzy, które były stopniowo wzmacniane przez przeprawiające się przez Wisłę oddziały Korpusu Gwardii. Rezultatem tej krwawej i zaciętej bitwy był ogólny odwrót armii austro-węgierskiej, która - mimo lokalnych sukcesów w pierwszej fazie bitwy - nie była w stanie pokonać znacznie silniejszego przeciwnika.
Podczas walk pod Dęblinem kluczową rolę odegrała artyleria, która swoim ostrzałem wspierała natarcie własnych oddziałów, dezorganizowała ataki przeciwnika i zmuszała do milczenia jego artylerię walcząc niejednokrotnie w skrajnie niebezpiecznych warunkach - nic więc dziwnego iż Kapituła Orderu kilkakrotnie doceniła postawę dowodzących nią oficerów, przyznając im to zaszczytne odznaczenie. Należeli do nich:Dowódca 3 baterii artylerii konnej Gwardii pułkownik Siergiej Wojna-Panczenko, który "wyjątkowo umiejętnie i mężnie pod silnym ostrzałem dowodził ogniem gołębskiej i stężyckiej grupy artylerii (...) niejednokrotnie zmuszając do milczenia silniejsze baterie przeciwnika, powstrzymując jego ataki i wspierając nasze; szczególnie wyróżnił się błyskotliwymi działaniami 24 października, kiedy to uciszył kilka baterii haubic przeciwnika, które ogniem z flanki powodowały silne straty w 70 Rez. Dywizji Piechoty [dalej DP - przyp.aut.](...)", generał-major Władimir Prjasłow, dowódca 21 Brygady Artylerii, który "w czasie walk 10-22 października znajdując się pod silnym ogniem nieprzyjaciela i kierując grupami artylerii, niejednokrotnie zmuszał do milczenia nieprzyjacielskie baterie, ogniem swoich baterii ułatwiał natarcia własnej piechoty, czym przyczynił się do powstrzymania nacisku przeważających sił przeciwnika i utrzymania prze

od 7 lat
Wideo

Tadeusz Płużański - Dlaczego warto pielęgnować pamięć o wyklętych

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na warszawa.naszemiasto.pl Nasze Miasto