Hołowczyc w rallycrossie: "Nagle z maratończyka trzeba stać się sprinterem" [rozmowa NaM]

Aleksandra Podgórska
Hołowczyc w rallycrossie: "Nagle z maratończyka trzeba stać się sprinterem" [rozmowa NaM] Szymon Starnawski
Krzysztofa Hołowczyca nikomu nie trzeba przedstawiać. To żywa legenda rajdów samochodowych, kierowca, który w 2015 roku zajął trzecie miejsce w morderczym Rajdzie Dakar. "Hołek" nie wybiera się jednak na emeryturę i próbuje swoich sił w nowej dyscyplinie.

Krzysztof Hołowczyc w rallycrossie: "Nagle z maratończyka trzeba stać się sprinterem" [rozmowa NaM]

Ciągle stawia Pan przed sobą nowe wzywania. Robi Pan to tylko i wyłącznie dla siebie, czy jest to też taki prztyczek w nos tych wszystkich malkontentów, którzy wysyłają Pana na sportową emeryturę?
Nikomu niczego nie próbuję udowadniać. W swoim życiu osiągnąłem już cele, które dla wielu wydawały się bardzo odległe i abstrakcyjne. Pamiętam, kiedy 10 lat temu, podczas mojego pierwszego startu w Dakarze, powiedziałem, że moim marzeniem jest zwycięstwo w tym rajdzie, a minimum to podium. Udało się to osiągnąć. To wszystko zawdzięczam ciężkiej pracy, ale też odrobinie szczęścia i umiejętności, a także pokorze, której nauczył mnie Dakar. Kolejne wyzwanie jest czymś wspaniałym, czymś, co daje mi szansę znowu fajnie funkcjonować. Jestem zawodnikiem, który ma świadomość, co potrafi, czego się może nauczyć, a co jest poza jego zasięgiem. Myślę, że w rallycrossie mogę być bardzo szybki i znowu powiem nieskromnie, że chciałbym walczyć o tytuł mistrza świata. Dostajemy teraz porządną szkołę jazdy, bo startujemy w silnie obsadzonej klasie. Choć składa się ona głównie z młodych zawodników, to sportowo jest bardzo mocna, a my poszliśmy tam z premedytacją, bo chcemy zbierać doświadczenie, poznać tory, nauczyć się szybkiego reagowania. Mamy na to mało czasu, bo nim się obejrzymy, jest już po wyścigu. Jeżeli zaspałeś przez ułamek sekundy na starcie i za późno puściłeś sprzęgło, już się nie liczysz. Wchodzę więc w kolejny nowy świat. Żartuję sobie, że zatoczyłem koło, bo zaczynałem od kartingu, w którym ścigałem się łokieć w łokieć, a teraz kończę na rallycrossie. Myślę jednak, że jeszcze parę lat będę męczył kibiców i mam nadzieję, że dobrymi wynikami.

Ciężko było się przestawić na rallycross?
Przyznam, że nie było łatwo. To zupełnie inna filozofia jazdy. Nagle z maratończyka trzeba stać się sprinterem, który musi dobrze przyciskać. Na szczęście w tych samochodach sprint to naciśnięcie prawego pedała oraz mocno i szybko puszczone sprzęgło. Nie jest źle, dajemy radę i powoli to opanowujemy. Moja szybkość reakcji jest ciągle na dobrym poziomie. Przed nami jest jednak jeszcze masa pracy, musimy zdobyć doświadczenie. W tym sezonie chcemy skupić się bardziej na nauce i bardzo zależy mi na tym, żeby przede wszystkim Martin dużo się uczył, bo jest młodym i perspektywicznym zawodnikiem. Dziękujemy Lotto, że zdecydowało się na promowanie w Polsce dyscypliny, która na świecie już cieszy się ogromną popularnością. Byłoby wspaniale, gdyby zainteresowanie tym sportem udało się zaszczepić na polskim gruncie i stworzyć wokół niego wyjątkową atmosferę.

Wspomniał Pan, że celuje w tytuł mistrza świata. Jakie są w takim razie cele na ten sezon?
Jestem realistą, więc wiem, że nie uda mi się osiągnąć tego od razu. Może znów awansuję do finału – dokonałem już tego podczas wyścigu w Portugalii. Niestety przydarzył mi się falstart, miałem joker lap i ostatecznie dojechałem jako czwarty w mistrzostwach. Nie jest to zły wynik, ale mam świadomość, że młodzież będzie cisnęła i to mocno.

Odniósł się Pan też do Martina. Jakim jest uczniem?
Bardzo rozsądnym i jest to bardzo ważne, bo powszechnie uważa się, że młodzi ludzie są szaleni. Na pewno nie można tego powiedzieć o Martinie – on uważnie słucha, wykonuje zadania, które się przed nim stawia, więc wierzę, że będzie dobrze. Należy jednak pamiętać, że nie będzie tak, że pstrykniemy palcami i od jutra Martin będzie świetnie jeździł, aczkolwiek uważam, że pierwsza dziesiątka w pierwszym w życiu Dakarze pokazuje, że to zdolny zawodnik. No i że nauczyciel też trochę pomaga (śmiech).

Zastanawiał się Pan kiedyś nad tym, żeby przesiąść się z samochodu na coś innego, spróbować innej dyscypliny jak Adam Małysz, czy jednak miłość do szybkiej jazdy i samochodów jest zbyt duża?
Na pewno nie będę skakał ze skoczni (śmiech). Każdy z nas ma w sobie takie przekonanie, że dobrze jeździ samochodem – po prostu wsiada i jedzie. Widać po Adamie, że to nie jest takie proste i mimo ogromnych nakładów pracy włożonych w niego, ciągle te wyniki się nie pojawiają, ale wierzę, że jest coraz lepiej i widzę, że Adam jeździ coraz szybciej. Trzeba jednak docenić i mieć szacunek do tego, że zawodnik z zupełnie odmiennej dyscypliny próbuje swoich sił w rajdach samochodowych. Ja jednak pozostanę przy swoich czterech kółkach, choć bardzo lubię wodę, sporo pływam na skuterach wodnych, wielokrotnie koledzy zapraszali mnie też na zawody, żeby sprawdzić, czy dam sobie radę. Robię sporo rzeczy, ale kiedy benzyna płynie, dobrze się spala i słychać ryk koni mechanicznych, czuję się najlepiej.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie