Ireneusz Dudek: Zaczynam się z siebie śmiać

Ola Szatan
Ireneusz Dudek: zawsze gramy na żywo, tylko taka muzyka mnie interesuje.
Ireneusz Dudek: zawsze gramy na żywo, tylko taka muzyka mnie interesuje.
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Kiedy ty się bawisz, publika czuje, że jesteś szczery. I kupuje cię takim, jakim jesteś. Nie patrzę w swoją metrykę, nie przeszkadza mi to, że już dawno skończyłem pięćdziesiąt lat.

Kiedy ty się bawisz, publika czuje, że jesteś szczery. I kupuje cię takim, jakim jesteś. Nie patrzę w swoją metrykę, nie przeszkadza mi to, że już dawno skończyłem pięćdziesiąt lat. Z Irkiem Dudkiem, bluesmanem, twórcą Rawy Blues i grupy Shakin' Dudi rozmawia Ola Szatan.

Właśnie ukazała się najnowsza płyta Shakin'Dudiego, podsumowująca ćwierćwiecze działalności zespołu. Sami postanowiliście sobie zrobić prezent?

Ta płyta zawiera 25 utworów na 25-lecie Shakin'Dudi. Chcemy pokazać pełen obraz tego projektu, że to nie jest tylko rock'n'roll, ale także neo-swing, big band. Ale, mimo że znalazły się na niej przeboje "Au sza la la la", "Och, Ziuta" czy "Zastanów się, co robisz", nie jest to szczególne "The best of". Te utwory wybrał po prostu komputer, z czterech płyt, które do tej pory nagraliśmy. Shakin' Dudi to dla mnie takie hasło, gdzie zaczynam się śmiać z siebie i z rzeczy mniej normalnych. Z ludzi, ich zachowań, z moich zachowań...

Czy teraz, po 25 latach, nadal jest łatwo śmiać się z siebie?

Jasne! Przecież życie nieustannie przysparza nam tematów!

Ale teraz raczej nie śmiejemy się już z prohibicji, cenzury...

Wtedy rzeczywiście było wesoło. Pamiętam nagranie teledysku do "Za dziesięć minut trzynasta". Staliśmy w kolejce przed sklepem monopolowym w jakiejś zakazanej dzielnicy Gliwic. I nagle, jak spod ziemi pojawił się tłum różnych dziwnych kolesi. Ustawili się za nami w kolejce i pokornie czekali. Aż otworzą sklep z gorzałą.

Co w takim razie teraz może być dobrym tematem piosenki?

Chociażby sytuacja, gdy po niedzielnej mszy wiele osób zamiast na spacer biegnie do wielkich hipermarketów, ciągnąć ze sobą całe rodziny. Zmusza do refleksji, prawda? Z drugiej strony to chyba znak czasów. I takich znaków Shakin' Dudi też stara się szukać.

Ogarnia pan ten ogrom swoich wcieleń scenicznych? Przecież każde z nich dotyka innego gatunku, każda wymaga innej oprawy!

Myślę, że udaje mi się rozdzielać tego Dudka, który ma dystans do siebie, który wiąże się nieodłącznie z Shakin' Dudi, od Dudka bluesowego - poważnego, siadającego przy gitarze i harmonijce, z którą jestem związany od 14. roku życia. Każde moje wcielenie ma jednak wspólny mianownik. Wszystkie dotykają życia. Tego rock'n'rollowego, bardziej prześmiewczego, zaś blues to przecież sztuka, która jak żadna inna opowiada o życiu.

A Shakin' Dudi wciąż ma tą samą "parę" co 25 lat temu ?

To chyba pokazał nasz poprzedni krążek, który nagraliśmy w ciągu zaledwie dwóch dni, a konkretnie dwóch sześciogodzinnych wejść do studia. Postanowiliśmy nazwać ją "Złota płyta - ciąg dalszy". Chciałem dzięki niemu zaznaczyć, że po dwudziestu latach od nagrania pierwszego, można zawrzeć na krążku przynajmniej tyle samo przebojów.

Bo rock'n'roll zawsze dobrze się sprzedaje. Niezależnie od aktualnej mody?

Najlepszy jest stary dobry zachodni rock'n'roll, który poza niesamowitą energią ma w sobie dużą dozę improwizacji. I to nam najbardziej pasuje. Dlatego Shakin' Dudi zawsze grany żywo i na żywo. To najważniejsze. Żeby nie oszukiwać publiczności, dawać im to co najlepsze. A to zawsze zweryfikuje występ na żywo. My mamy to szczęście, że ludzie nas lubią, bawimy się muzyką i zawsze gramy bez playbacku. Wręcz buntujemy się przeciwko niemu!

Buntujecie się przeciwko playbackowi? Przecież w dzisiejszych czasach to jak walka wiatrakami! Wystarczy spojrzeć, ilu artystów sięga po playback, czasem wyłącznie z własnej wygody.

Nas to nie dotyczy! Raz przeprowadziliśmy nawet na naszej stronie internetowej ankietę, co należałoby zrobić z ludźmi, którzy sięgają po playback. Najwięcej osób opowiedziało się za odpowiedzią, że należy ich ukarać chłostą na rynkach miast. To o czymś świadczy. Na koncercie bardzo istotna jest interakcja pomiędzy artystami a publicznością. A tej nie osiągniemy nigdy, gdy będziemy udawać, że coś gramy.

Zresztą jaki to ma sens?

Shakin' Dudi nie dość, że nie udaje to jeszcze stara się uatrakcyjniać swoje występy. Ile razy w trakcie koncertów zespołu pianista wskakiwał na fortepian na scenie?

Zdarzyło się kilka razy (śmiech).

I były też takie momenty, kiedy wprawialiśmy tym w osłupienie organizatorów i osoby z obsługi technicznej. Na jednym festiwalu chcieliśmy nieco zdemolować ten instrument i zrzucić go ze sceny. Techniczni byli przerażeni.

Gdy zabieraliśmy się do dzieła, przybiegli na scenę i zaczęli przytrzymywać fortepian od strony publiczności, żeby nawet go nie przesunąć.

Był słynny festiwal w Jarocinie w 1984 roku...

To był koncert, jakiego Jarocin jeszcze nie widział. Skoczyłem wtedy z wysokiej sceny w tłum. W powietrzu fruwały kawałki krzeseł, fortepianu, gitary. Wszyscy jak w transie biegali po scenie. Darek Dusza na leżąco grał solówki na jednej strunie gitary. Krzysiek Głuch oczywiście rozwalał fortepian.

Innym razem oblewał pan publiczność wielką strażacką sikawką...

Chodzi o to, żeby coś się działo! Kiedy ty się bawisz, publika czuje, że jesteś szczery. I kupuje cię takim jakim jesteś, a młodzi słuchacze bardzo często sięgają do źródeł. W tym upatruję nasz sukces. Nie patrzę w swoją metrykę, nie przeszkadza mi to, że już dawno skończyłem pięćdziesiąt lat oraz to, że po poważnym wypadku częściowo jestem inwalidą.

I wciąż występuje pan w tym samym garniturze co 25 lat temu. Czy to jakiś sentyment?

To pewna konsekwencja. Shakin' Dudi był pomysłem bluesmana, który bawił się harmonijką. Ale pewnego dnia postanowił zaśmiać się z otaczającej go rzeczywistości, a zwłaszcza z samego siebie i dlatego zerknął do szafy, wbił się w mocno przyciasny ancug, wziął lakierki od ojca, strój dopełnił pieszczochami i zaczął śpiewać "A u sza la la la", czyli rockandrolla po swojemu.

I to tak naprawdę jedyna stała cecha Shakin' Dudiego! Bo jego karierę prowadzi pan w sposób dość nieprzewidywalny.

Nie napinamy się szczególnie. Proponujemy nieco inną muzykę od tej, która jest grana w popularnych rozgłośniach radiowych, więc w mediach nie słychać o nas zbyt wiele. Gramy tylko tam gdzie naprawdę chcemy, a nie tylko tam gdzie otrzymujemy zaproszenia.

Kiedyś po sukcesie na festiwalu w Opolu dostaliśmy propozycję, aby wystąpić na festiwalu w Sopocie. Do występu jednak nie doszło, bo organizatorzy nie mogli poradzić sobie z naszą wizją występu Shakin' Dudiego.

Ćwierćwiecze zobowiązuje. Nie mogę nie spytać o urodzinowe plany koncertowe. Szykuje się specjalny Rawa Blues Festival?

Rzeczywiście myślimy o tym. Ale za wcześnie na większe szczegóły.

Shakin' Dudi powraca z nową płytą

Ireneusz Dudek znany również jako Shakin' Dudi (ur. 7 maja 1951 roku w Katowcach). Matka, ojciec i niesforne dziecko polskiego bluesa. Już do najmłodszych lat pasjonowała go muzyka, najpierw uczył się gry na skrzypcach, by następnie skierować swe zainteresowanie ku harmonijce ustnej, której pozostał wierny do dziś. Pierwsze poważne kroki na estradzie uczynił na przełomie lat 60.i 70. z początkującą jeszcze grupą SBB. Potem nastąpił krótki epizod z krakowskim zespołem Hall.

Ważnym momentem w karierze Irka Dudka był zespół Apokalipsa - stworzony wraz Markiem Surzynem, Krystianem Wilczkiem i Maciejem Radziejewskim w 1973 roku. Wkrótce do składu dołączył m.in. Jan Borysewicz. Apokalipsa długo nie przetrwała. W 1977 roku powstał kolejny bluesowy band - Irjan (założony z Janem Janowskim), a następnie Dudek Blues Band oraz Blues Session Ireneusza Dudka. W 1981 roku nastąpił przełom. Wtedy w Katowicach odbyła się pierwsza edycja Rawy Blues Festival - imprezy, która w bardzo krótkim czasie zyskała miano największego bluesowego festiwalu w Polsce i jednego z najważniejszych w Europie. Shakin' Dudi narodził się w 1984 roku z... Dudkowej fanaberii. Zespół od samego początku był rozpoznawalny i różnił się od innych kapel. Ciasne, ciemne garnitury, szpiczaste lakierki, białe koszule z wąskimi krawatami. Pierwszy koncert ("Zadyma fest") zagrali w katowickiej Hali Parkowej. W 1985 roku ukazała się pierwsza płyta Shakin' Dudi ("Złota płyta"), na której pojawiła się "Ziuta". Rok później, u szczytu popularności zespół zawiesił działalność. Tak po prostu, z powodu kolejnego kaprysu. Na scenę powrócili dopiero w 1999 roku.

Wywiad z Pauliną Gałązką o "Dziewczynach z Dubaju" i "Furiozie"

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie