''It’s just a prank, bro!''. Tak popularni twórcy internetowi uprzykrzają pracę zwykłych ludzi

Martyna Konieczek
Martyna Konieczek
Dominik Łupicki / YouTube
Zalewanie pokoju hotelowego, udawanie kradzieży butów ze sklepu, testowanie cierpliwości pracowników fast foodów i blokowanie Drive Thru czy obieranie ziemniaków w supermarkecie. To tylko niektóre z wielu pranków, jakie zrobili youtuberzy i tiktokerzy, tłumacząc uprzykrzanie życia osobom, które pracują w sklepach czy restauracjach, stwierdzeniem, że to ''tylko żarty''. Absurd tych słów oraz szkodliwość tego typu zachowania postanowił wytknąć Jakub Chuptyś, znany jako Gargamel, w swoim niedawno opublikowanym filmie. Wśród krytykowanych przez niego pranksterów znalazł się również tiktoter z Warszawy. Szczegóły poniżej.

Chyba każdy z nas próbował w dzieciństwie swoich sił w robieniu drobnych żartów. Jedni dzwonili pod losowy numer i podawali się za sąsiada, niektórzy dzwonili domofonem do przypadkowych mieszkań i odbiegali, a jeszcze inni odsuwali w ostatniej chwili krzesło kolegom ze szkolnej ławki, którzy chcieli usiąść. Większość osób dość szybko wyrosła z robienia tego typu dowcipów. Ci, których nadal to bawi, zostali pranksterami na YouTube lub TikToku.

''To tylko żarty''? Nie, to uprzykrzanie życia zwykłym ludziom

Anglojęzyczne słowo ''prank'' oznacza żart bądź psikusa. Wydaje się jednak, że polskie odpowiedniki tego wyrazu nie są do końca adekwatne. Trudno bowiem nazwać psikusem zrobienie z hotelowej łazienki basenu. A to właśnie tego typu ''żarty'' robią pranksterzy. Dodatkowo usprawiedliwiają swoje działania, nawet te najgłupsze, stwierdzeniem ''To tylko żart!'' (''It’s just a prank, bro!''). Zapominają, że wszystko ma swoje granice, których nie powinno się przekraczać. Przypomniał o tym Jakub Chuptyś, znany szerszej publiczności jako Gargamel, który dobitnie skrytykował działania kilku polskich pranksterów i youtuberów w swoim najnowszym filmiku, zwracając uwagę, że uprzykrzają oni pracę zwykłych ludzi.

Wśród twórców wymienionych przez Gargamela, którzy budują swój content na utrudnianiu pracy innych osób, znalazł się m.in. Blowek. YouTuber zamówił przez Drive Thru w restauracji fast food wszystkie pozycje dostępne menu, narzekając później, że musi czekać na przygotowanie jedzenia pół godziny, a przecież ''jest to fast food'', więc zamówienie powinno być podane szybko. I nieważne, że złożył ogromne zamówienie, które pewnie zapchało połowę kuchni oraz dodatkowo kolejkę do okienka Drive Thru.

Inny youtuber, Stuu, wymyślił, żeby sto razy z rzędu podjechać do tego samego Drive Thru. Na dodatek po około godzinie zaczął narzekać, że pracownicy okienka są już zmęczeni jego ciągłą obsługą. Pani już nawet nie mówi nam dzień dobry! Oni maja już nas dosyć - mówił do kamery. Kogo by bawiło powtarzanie tej samej kwestii pięćdziesiąt razy do tego samego typa? - skomentował Gargamel.

Z kolei BrzozaTV oraz LukasTV to pranksterzy, których ''żarty'' polegają na podmienianiu frytek w fast foodzie na surowe ziemniaki i składaniu skarg do obsługi, chowaniu się na zapleczu sklepu przed rzekomą policją, wchodzeniu do sklepu w kominiarce, by odebrać dług (tego mitycznego grosika), obieraniu ziemniaków w supermarkecie, by mniej kosztowały czy wybieganiu w przymierzonych, sportowych butach ze sklepu, aby pracownicy pomyśleli, że to kradzież, a tak naprawdę chodziło o przetestowanie obuwia. Natomiast Dominik Łupicki w ramach pranku zalał hotelową łazienkę, by zrobić sobie domowy basen.

Warszawiakom radzimy szczególnie uważać na tiktokera M1kekor. Mężczyzna wsiada przypadkowym ludziom do samochodów i nie chce wyjść, straszy pracowników sklepów, że wrzuci im petardę do środka, dotyka przechodniów bez ich zgody, męczy ochroniarzy w galeriach handlowych i dostawców jedzenia oraz przeszkadza w pracy robotnikom.

''Jestem zszokowana, że u niektórych ludzi w ogóle pojawiają się takie durne pomysły!''

Wideo Gargamela spotkało się z bardzo dużym odzewem internautów, którzy przyznali, że tworzenie takich treści jest bardzo szkodliwe i wspominali sytuacje, w których stali się ich ofiarami. Pod filmikiem czytamy między innymi takie oto komentarze:

  • Pracuję w jednej z największych galerii w Warszawie, często przychodzą do nas Ci ''prześmieszni'' youtuberzy, większość po prostu widząc ich z daleka się chowa, nie jest to przyjemne jak ktoś robi sobie z Ciebie jaja, nagrywa to i wrzuca do sieci, gdzie poźniej widzą to znajomi i jesteś powodem kpin. Wiele osób przez to się zwalnia. Dziękuję Gargamel za ten ważny film.
  • Byłam kelnerką i barmanką przez wiele lat, nawet nie wyobrażacie sobie ile stresu i energii kosztuje radzenie sobie z kimś, kto cię nie szanuje. Są miejsca, w których pracownik musi stosować się do zasady "klient ma zawsze rację", nawet gdy jest to dla niego uwłaczające.
  • Czuję się wyraźnie zniesmaczona i jest mi zwyczajnie niezręcznie oglądając to wszystko, co ludzie wyczyniają. Jestem zszokowana, że u niektórych ludzi w ogóle pojawiają się takie durne pomysły, a co dopiero fakt, że je wykonują i nie widzą w tym nic złego. Absolutnie niesmaczne jest to, że wszystko tłumaczy się żartami. To jest chore. Ludziom brakuje zwykłej empatii, odrobiny zrozumienia, kultury i szacunku do drugiej osoby.
  • Oglądając to po prostu moja krew wrzała. Pracuje w prywatnej firmie i zdarza mi się przyjmować pacjentów na recepcji i to, że jestem miła i uśmiechnięta dla takich kmiotow jak jutuberzy wynika z tego, że jak na kogoś wrzasnę, to pacjent dostanie bon na badania, a ja zostanę wysłana na szkolenie z zasad empatii. Ja mam wrażenie, że ci ludzie żyją w bańce i rodzice tez wcześniej ich tak traktowali, skoro nie wiedzą jak wyglada rzeczywistość w pracy.

YouTube walczy z prankami?

Wysyp pranków oraz tzw. wyzwań zmusił YouTube do znaczącej zmiany regulaminu na początku 2019 roku. Decyzja była związana z niebezpiecznym trendem znanym pod nazwą Bird Box Challenge (od filmu ''Bird Box'' z Sandrą Bullock), kiedy to internauci wykonywali codzienne zadania z opaską na oczach np. prowadzili samochód z zasłoniętymi oczami. Zakazane zostały filmy postrzegane jako niebezpieczne dla zdrowia (grożące poważnymi urazami fizycznymi albo śmiercią) oraz te, które mogą mieć wpływ na psychikę dzieci. Powyżej opisane przypadki nie kwalifikują się jednak do tego rodzaju treści.

Zobaczcie też: Warszawiacy wydają miliony na zamówienia z Uber Eats

Wideo

Materiał oryginalny: ''It’s just a prank, bro!''. Tak popularni twórcy internetowi uprzykrzają pracę zwykłych ludzi - Warszawa Nasze Miasto

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie