Kanapa, czyli nowoczesna kuchnia Ukraińska. W menu ostrygi z sosem ze szczawiu i tatar z krewetek [ZDJĘCIA, WIDEO]

Przemysław Ziemichód
Przemysław Ziemichód
Kanapa, czyli nowoczesna kuchnia Ukraińska. W menu ostrygi z sosem ze szczawiu i tatar z krewetek [ZDJĘCIA, WIDEO] Fot. Szymon Starnawski
Przy Narbutta 10 powstała chyba pierwsza w Warszawie restauracja ze współczesną kuchnią naszych wschodnich sąsiadów. Nie ma tu skansenu, ludowych wzorów i “mięsnej górki” na talerzu. Kanapa to jedna z ciekawszych nowo otwartych restauracji oraz dobre wprowadzenie do kuchni Ukrainy. Oprócz znanych smaków barszczu i pierogów, w menu znajdziecie też sporo niespodzianek.

Kanapa mieści w zabytkowej willi Siedlanowskich zajmowanej, jeszcze nie tak dawno, przez ambasadę Syrii. Po wyprowadzce placówki dyplomatycznej miejsce to przeszło generalny, trwający nadal remont. Nie wiemy, jak wyglądała willa w czasach, gdy jej korytarzami spacerowali dyplomaci, ale dziś robi spore wrażenie. Na ogromnej powierzchni mieści się kilka sal dla gości, ulokowanych na parterze i piętrze budynku. Od wejścia wita nas półokrągły hol oraz otwarta kuchnia, na lewo od wejścia. Bar znajduje się zarówno na parterze, jak i na piętrze budynku. Z jednego i drugiego skorzystamy w każdym momencie. By dostać się na górę, musimy przejść po kręconych schodach, mijając imponującej wielkości kryształowy żyrandol. Widok, doprawdy hipnotyzujący i zaskakujący, jak na restaurację.

Odkrywanie Ukrainy
W szeregu dalszych zaskoczeń przoduje zupa grzybowa. Choć precyzyjniej, zgodnie z menu byłoby napisać “bulion warzywny + grzyby leśne”. Co tu zaskakuje? Po pierwsze, sposób podania. Zupa spływa wzdłuż spiralnie zrobionego żłobienia w ręcznie wykonanym talerzu. Sposób serwowania jej to cały rytuał. Po drugie: dodatki. Oprócz ziemniaków i znajdziemy tu kawałki makaronu, wspomniane w menu leśne grzyby i… prażoną kaszę gryczaną. Połączenie w Polsce zapomniane, a szkoda bo smakuje rewelacyjnie. Całość jest smaczna, estetyczna i dopracowana, choć mocno słona, co jest tu zauważalną wadą. Zaskakuje również barszcz ukraiński podawany… w kapuście (26 zł). Jest, zgodnie zresztą ze znaną nam definicją barszczu ukraińskiego, pełen warzyw, mięsa i dodatków, a całość serwowana jest z wypiekanymi na miejscu, niekoniecznie tradycyjnymi, ale smacznymi brioszkami. Zaskoczeniem są jednak zupełnie nie kojarzące się, nam Polakom, z Ukrainą dania: czarne pierogi z sandaczem, gulasz z indykiem czy ostrygi.

Mule gotowane na kamieniach
W menu mieszają się więc smaki bardzo dobrze polakom znane, z tymi, które ciężko przypisać kuchni ukraińskiej. Znane dania serwowane są w niesztampowy ciekawy sposób. Do takiego sposobu “podania” zaliczyć można pasztet z kaczej wątróbki “na wynos” (26 zł). Jest on pakowany w gustowną puszkę i może być przechowywany w lodówce do czterech dni. Miłym akcentem jest także szeroki wybór wyrabianych na miejscu nalewek. To także coś, co łączy Polskę i Ukrainę.

Poszukiwaczom podobnych smaków spodoba się menu degustacyjne. W tym znajdziemy Karasie. - Z ryb robiony jest mus, który układamy na smażonej w głębokim tłuszczu skórze. Сałość ozdobiona jest kawiorem ze szczupaka. Oprócz tego, serwujemy ostrygi, które zaczęły pojawiać się na Ukrainie. Chcemy nauczyć naszych gości jeść je nie tylko z cytryną, bo na Ukrainie cytryny nie rosną. Nasz tradycyjny produkt to także chrzan. Mieszamy go ze śmietaną i podajemy do ostryg. Tworzymy w ten sposób paletę złożoną ze smaków ostrych, słodkich i kwaskowych. Mamy także tatara zrobionego z krewetek czarnomorskich. Są małe i rzadko używane, ponieważ wymagają sporo pracy - mówi szef kuchni Kanapy, Jarosław Artiuch. - Podajemy także mule czarnomorskie gotowane na gorących kamieniach, na oczach gości. To danie ma swoją historię. W dzieciństwie jeździłem nad morze... Z kolegami łapaliśmy mule i wieczorem robiliśmy ognisko, do którego wrzucaliśmy kamienie, na których je gotowaliśmy. Dzięki wysokiej temperaturze gotowały się one zamknięte, we własnym sosie.

Nowocześnie, bez zadęcia
Miejsce, takie jak willa przy Narbutta 10, wymaga stosownej oprawy. Dlatego szczególnie cieszy, że restauracja nie zdecydowała się na ukraińską wersję polskiego zajazdu. Zamiast lasu poroża na ścianach, możemy podziwiać tu wspomniany żyrandol. Wystroju dopełniają piękne pikowane kanapy ze skóry i poduszki z monogramami. Bardzo podoba nam się również to, że można w stolicy spróbować wreszcie nowoczesnej ukraińskiej kuchni bez kompleksów i ucieka się od przaśnych skojarzeń z kolorowymi wiejskimi spódnicami, a także atakującą poczucie estetyki, spróchniałą maselnicą w rogu izby. Nie ma też “mięsnej górki” na talerzu, czyli kopczyka ze sznycli olbrzymów i schabowego dla Guliwera. Jest tylko jedno “ale”. To wciąż nie jest miejsce adresowane do Ukraińców, a to tylko z uwagi na ceny, zauważalnie powyżej “warszawskiej średniej”, choć wciąż da się tu zjeść obiad za mniej niż 100 złotych od pary. Może to wysoka, ale bardzo uczciwa cena za możliwość poznania kawałka Ukrainy od kuchni.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie