Kolejki coraz dłuższe, lekarzy coraz mniej. Warszawskie szpitale biją na alarm. Czy niedługo nie będziemy mieli się gdzie leczyć?

Martyna Konieczek
Martyna Konieczek
Karolina Misztal / archiwum Polska Press / zdjęcie ilustracyjne
Kondycja polskiej służby zdrowia nie jest najlepsza. W szpitalach brakuje nie tylko lekarzy, ale także pielęgniarek i personelu pomocniczego np. salowych. Skutkuje to zamykaniem zarówno oddziałów, jak i całych placówek. Sytuacja jest tak dramatyczna, że nie mówimy już o zapewnieniu odpowiedniej opieki pacjentom, ale o zapewnieniu im jakiejkolwiek opieki. Czy przyszłość ośrodków zdrowia i leczących się tam chorych maluje się wyłącznie w czarnych barwach?

"Nie po to płacę składki, aby odmawiano mi pomocy''

Brak dostatecznej liczby lekarzy w Warszawie idealnie obrazuje sytuacja naszej Czytelniczki. Klaudia w sierpniu zeszłego roku na wakacjach w Zakopanem skręciła kostkę - a konkretniej staw skokowy. Tamtejsi lekarze założyli jej na nogę gips i polecili, aby po tygodniu udała się do szpitala na wizytę kontrolną, podczas której doktor miałby obejrzeć skręconą kostkę i zdecydować czy zmienić gips na stabilizator.

Wróciłam do Warszawy i od razu zaczęłam dzwonić po szpitalach z prośbą o umówienie wizyty. Okazało się, że najkrótszy czas oczekiwania to... półtora miesiąca. Tłumaczyłam, że nie mogę tak długo mieć założonego gipsu, że to sprawa pilna. Nic z tego. W żadnym z dziesięciu (!) szpitali, do których dzwoniłam, nie chcieli mnie przyjąć - napisała w liście do nas Klaudia.

Klaudii odmówiono pomocy w m.in. Mazowieckim Szpitalu Bródnowskim, Szpitalu Czerniakowskim, Szpitalu Praskim, Szpitalu Klinicznym Dzieciątka Jezus oraz Szpitalu Bielańskim. Kobieta wyjechała więc do swojej rodzinnej miejscowości pod Toruniem, gdzie przyjęli ją już 27 sierpnia - dziesięć dni po feralnym wypadku.

- W każdym warszawskim szpitalu do którego dzwoniłam dostałam informację, że lekarze i tak każdego dnia przyjmują więcej osób, niż powinni. Więc dla mnie nie ma już miejsca. Z jednej strony rozumiałam, lekarz też człowiek, ma swoje moce przerobowe. Ale z drugiej miałam ochotę płakać z bezsilności i krzyczeć, że nie po to płacę składki na służbę zdrowia, aby odmawiano mi pomocy, gdy jej potrzebuję - żal się nam Klaudia.

Zobaczcie też: Miasto uruchamia gabinety ginekologiczne dla pacjentek z niepełnosprawnościami

Miasto uruchamia gabinety ginekologiczne dla pacjentek z nie...

Kłopoty w Szpitalu Bielańskim

Jednym ze szpitali, który odmówił zapisania Klaudii na wizytę, był Szpital Bielański. Na pomoc w tej placówce nie mogli również liczyć inni pacjenci. W sierpniu zeszłego roku bielańska izba przyjęć nie była w stanie przyjmować chorych, których przywoziła karetka. Jeden z pacjentów zakwalifikowany do szpitala 6 dni czekał na miejsce na oddziale.

- W chwili obecnej na SOR-ze oczekuje 23 pacjentów zakwalifikowanych do hospitalizacji. Jednocześnie SOR nie ma już wolnych łóżek, personel nie jest w stanie fizycznie przejąć pacjentów od Zespołów Ratownictwa Medycznego jednocześnie sprawując stały nadzór nad pacjentami już znajdującymi się na SOR-ze. Najdłużej oczekuje pacjent zakwalifikowany 13 sierpnia. (...) Pacjentka z rozpoznaną urosepsą, która oczekuje pod drzwiami pielęgniarki oddziałowej, jest monitorowana za pomocą defibrylatora - poinformowali 18 sierpnia 2019 roku ratownicy na Facebooku "To nie z mojej karetki".



Kłopoty bielańskiego Szpitalnego Oddziału Ratunkowego trwają do dziś. Aby mógł prawidłowo zadbać o pacjentów, na dyżurze powinno pracować ośmiu lekarzy. Jak przyznaje dyrektorka szpitala Dorota Gałczyńska-Zych, tych ciągle brakuje.

- Aby lekarze nadal pracowali na naszym SOR-ze, musieliśmy zapłacić im o wiele więcej pieniędzy, co oznacza, że zadłużyliśmy szpital o kolejne miliony. Grafiki są układane maksymalnie z miesięcznym wyprzedzeniem, bo brakuje lekarzy wszystkich specjalizacji. Abyśmy mieli spokój ducha musiałyby być układane z trzymiesięcznym wyprzedzeniem, niestety nie jesteśmy w stanie tego zrobić - powiedziała w rozmowie z nami Gałczyńska-Zych.

Ponadto od 1 stycznia w szpitalu przestała działać poradnia okulistyki.

Szpital na Banacha: z kliniki anestezjologii odeszła prawie cała kadra

Szpital Bielański to nie jedyny ośrodek medyczny w Warszawie, który boryka się z problemami. Jak informowała ''Rzeczpospolita'' pod koniec listopada zeszłego roku dyrekcja szpitala na Banacha zamiast zatrudnić więcej lekarzy, każe klinice anestezjologii skupić się na leczeniu kosztem nauczania studentów, czyli przyszłych medyków.

Prowadzenie zajęć akademickich nie może skutkować zmniejszeniem liczby wykonywanych procedur - napisał dyrektor stołecznego Centralnego Szpitala Klinicznego (CSK) do kierownika II Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego dr. hab. Pawła Andruszkiewicza.

Co to oznacza w praktyce? Zaprzestanie nauki studentów kierunku lekarskiego i pielęgniarskiego z powodu braków kadrowych. A przecież lekarze zatrudnieni na tzw. etacie uczelnianym są zobowiązani do uczenia, również - a w niektórych przypadkach przede wszystkim - w szpitalu.

Szpital zignorował nawoływania dr hab. Pawła Andruszkiewicza do zwiększenia zatrudnienia na oddziale (na tamtą chwilę na oddziale dyżurowało jedynie sześć osób), w wyniku czego na początku grudnia Andruszkiewicz zrezygnował z kierowania katedrą.

Okazuje się, że od tego czasu napięcie w szpitalu na Banacha nie minęło, a wręcz sięgnęło zenitu. W połowie stycznia na facebookowym profilu ''Anestezjologia na Banacha'' pojawił się wpis, w którym poinformowano, że "11 z 13 nauczycieli akademickich zatrudnionych w II Klinice Anestezjologii i Intensywnej Terapii złożyło wypowiedzenia".



Podkreślamy, że Centralny Szpital Kliniczny płaci mniej niż inne warszawskie placówki - anestezjolodzy zarabiają tam 90 zł na godzinę, natomiast w pozostałych szpilach stawka wynosi ok. 150 zł.

Pacjenci umierają w kolejkach, lekarze umierają na dyżurach

Z problemem długich kolejek do lekarzy zetknął się chyba każdy z nas. Skoro w szpitalach i przychodniach brakuje kadr, to oczywistym następstwem są ogromne kolejki do specjalistów i na zabiegi. Wiele osób woli leczyć się prywatnie, bo dostanie się na NFZ graniczy z cudem. Gdy nie stać ich na prywatne wizyty, ''umierają w kolejkach po cichu'', jak powiedział Krzysztof Bukiel, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, 1 czerwca 2019 roku podczas protestu przeciwko tragicznej sytuacji w ochronie zdrowia.

Zastanówmy się jednak z czego wynikają braki kadrowe. Czy tylko z niskich pensji lekarzy? Większość odpowiedzi lekarzy brzmi: z pracy do granic wytrzymałości, w godzinach nocnych, w stresie. Medycy pracują po kilkanaście godzin dziennie non stop, można wręcz powiedzieć, że ponad siły. A w podziękowaniu nie raz spotykają się z niezadowoleniem lub agresją pacjentów. Podobnie ratownicy medyczni.

- SOR to wojna, bo na wojnie umierają ludzie, a w szpitalach umierają zarówno nasi pacjenci, jak i my. W zeszłym roku kilku ratowników umarło na dyżurach z przemęczenia - mówi w rozmowie z nami Jan Świtała, ratownik medyczny pracujący we Wrocławiu.

I potwierdza, że agresja u pacjentów to częste zjawisko.

- Pacjenci bywają agresywni bardzo często, ale to jest kilka rodzajów agresji. Niektórzy - i tych rozumiem - są agresywni z powodu frustracji wynikającej z braku pomocy. Inni są agresywni, bo są pijani. Kolejni dlatego, że w ogóle nie myślą - przychodzą na SOR, miejsce gdzie restytuujemy, strzelamy w ludzi prądem, leczymy udary i zawały, brodząc często po kostki w ludzkich wydzielinach - kale, moczu, krwi i łzach - z centymetrową raną ręki. I krzyczą, bo czekają trzecią godzinę - mówi Świtała.

Poważnych w skutkach sytuacji z udziałem przepracowanych lekarzy jest zbyt wiele. Jako przykład można podać 39-letniego kardiologa, który zmarł w lutym zeszłego roku w Pleszewskim Centrum Medycznym (woj. wielkopolskie). Medyk pełnił dyżur na oddziale kardiologii od godz. 16 w piątek do godz. 7.30 w poniedziałek. Pracownicy pleszewskiego szpitala ostatni kontakt z kariologiem mieli o 1. w nocy w niedzielę. Kilka godzin później znaleziono go w martwego w dyżurce lekarskiej. Swego czasu głośno było również o przypadku 28-letniej lekarki-rezydentki ze szpitala w Niepołomicach koło Krakowa. Kobieta zasłabła w sierpniu 2017 roku podczas dyżuru w przychodni i - mimo reanimacji - zmarła. Wcześniej na jednym z portali społecznościowych narzekała na przepracowanie.

Zobaczcie też: Szpital Południowy prawie gotowy. „Planujemy otwarcie na 2021 rok”. Powstanie najnowocześniejsza placówka w Warszawie

Szpital Południowy prawie gotowy. „Planujemy otwarcie na 202...

Ratunkiem dla polskiej służby zdrowia ukraińscy lekarze?

Coraz częściej mówi się o rozwiązaniu problemów kadrowych w szpitalach poprzez zatrudnianie medyków z zagranicy, głównie z Ukrainy. Mają w tym pomóc zmiany w ustawie o zawodach lekarza i lekarza dentysty. Do tej pory wprowadzenie lekarza zza granicy do polskiego systemu było dość skomplikowane - cudzoziemcy, chcący leczyć w polskich ośrodkach, musieli przede wszystkim zrobić nostryfikację dyplomu (nostryfikacja to procedura prowadząca do ustalenia polskiego odpowiednika zagranicznego dyplomu). Nowa ustawa pozwoli im na podjęcie pracy w Polsce bez tej procedury.

Jak podkreśla dr Bartosz Fiałek, przewodniczący regionu kujawsko-pomorskiego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, w rozmowie z OKO.press, ''jest tutaj co prawda kilka obostrzeń: roczne przygotowanie, ograniczenie do jednego miejsca pracy, uzyskanie zgody Okręgowej Izby Lekarskiej właściwej dla miejsca wykonywania zawodu i przyjęcie do pracy na odpowiedzialność dyrekcji, ale trzeba powiedzieć jasno - to wyraźne ułatwienie dla cudzoziemców, a tam, gdzie chodzi o zdrowie i życie ludzi, nie powinno się niczego ułatwiać''.

W leczeniu liczy się jakość, a tu tej jakości może nie być. Bo np. kardiologia w Polsce trwa 3 lata, a na Ukrainie 3 miesiące - zaznaczył dr Fiałek.

Specjalny program "zachęt" dla lekarzy stołecznych placówek

W stolicy tak bardzo brakuje lekarzy, że miasto myśli nad wdrożeniem specjalnego programu "zachęt" dla medyków. Gwarantowałby on m.in. miejsca w żłobku dla dzieci lekarzy oraz uzyskanie lokalu komunalnego na specjalnych warunkach. O takich rozważaniach Ratusza mówił niedawno wiceprezydent Warszawy Paweł Rabiej. Urzędnik podkreślił jednak, że są to na razie tylko pomysły.

Zobaczcie też: Warszawskie rekordy. W czym stolica jest lepsza od reszty Polski?

Wideo

Materiał oryginalny:

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Podaj powód zgłoszenia

D
DOKTOREK

SZANUJ DOKTORKA SWEGO ,BO NIE BĘDZIE ŻADNEGO...

G
Gość

to żart. Czy od takich manifestacji przybędzie lekarzy?

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3