Lew-Starowicz: Edukacja seksualna w szkołach to utopia

Przemysław Ziemichód
Przemysław Ziemichód
Udostępnij:
To on nauczył Polaków otwartego mówienia o seksie, intymności i problemach łóżkowych. Dla wielu jest ikoną polskiej seksuologii i numerem jeden wśród osób zajmujących się w mediach tą tematyką. Ze Zbigniewem Lwem-Starowiczem rozmawiamy niedługo po premierze "Polski na kozetce", zbioru artykułów i rozmów z różnymi naukowcami, terapeutami i myślicielami o współczesnych Polakach. Seksuolog przedstawia tu swoją diagnozę problemów, na jakie cierpimy w naszych alkowach.

Czytając o problemach, z którymi pacjenci przychodzą do gabinetów seksuologicznych zdążyłem się zorientować, że od lat borykamy się głównie z kilkoma podstawowymi bolączkami. Problemy osób przychodzących do seksuologa się nie zmieniają?
Trudno, by pewne rzeczy się zmieniły. Zaburzenia erekcji, zwane dawniej impotencją, występują już od epoki kamienia łupanego. Podobnie w przypadku zaburzeń orgazmu u kobiet, które spotykamy chyba od czasów pramatki Ewy. Mają one charakter uniwersalny i nie zależy to od epoki. Zmieniają się natomiast przyczyny zaburzeń.

W epoce kamienia łupanego przyczyną zaburzeń erekcji była dieta, głównie mięsna. Pojawiały się zmiany miażdżycowe. Dziś wynika to głównie z siedzącego trybu życia młodych mężczyzn, którzy nie ruszają się sprzed telewizora czy laptopa. Choroby są podobne, różne są natomiast przyczyny.

123rf

Zauważyłem, że w badaniach pojawiły się też nowe czynniki zaburzeń, na przykład związane z dopalaczami.

Gdy pojawiły się telefony komórkowe, pojawiła się skatologia telefoniczna, czyli obsceniczne rozmowy przez telefon. Gdy pojawił się internet, to razem z nim pornografia. Wraz z narkomanią pojawiły się zaburzenia seksualne związane z zażywaniem narkotyków. A gdy pojawiły się dopalacze, pojawiły się problemy z nimi powiązane. Zmiany w cywilizacji i stylu życia wpływają na tego typu schorzenia. Na przykład niektórzy młodzi idioci uważają, że marihuana jest bezpiecznym zielskiem. Zapominają o tym, że osłabia libido, prowadzi do "znieczulenia" członka i problemów z niepłodnością.

Wspomniał Pan o pornografii, którą często wymienia się w kontekście problemów z seksualnością i obwinia o wiele rzeczy. Są jakieś pozytywne strony tego, że filmy i treści erotyczne są dziś tak masowo dostępne?

Wszystkie czynniki cywilizacyjne mają swoje plusy i minusy. Pornografia ma raczej małe zalety. Jeśli stosuje się ją jako afrodyzjak dla znudzonych sobą partnerów, to jest to fantastyczna rzecz. Jeśli para ogląda razem pikantny film i taki seans przekłada się na ich erotyczne chęci, to to jest OK. Ale powiedzmy sobie szczerze, tacy ludzie to nie są główni użytkownicy pornografii. Problem dotyczy raczej młodych ludzi, uzależnionych od bardzo bogatych treści oferowanych przez filmy pornograficzne. Takie osoby są samowystarczalne. Trudno uznać to za dobroczynny wpływ pornografii.

W życie wchodzą pokolenia, które od wczesnych lat mają dostęp do pornografii i chyba nie znają innego modelu seksualnej edukacji. Mimo to, wpływ, jaki pornografia ma na młodych ludzi, jest szeroko komentowany, nie tylko zresztą w środowisku naukowym. Nauka jedno, a życie swoje?

Nie ma zakazu pornografii i nikt go raczej nie wprowadzi. To szkoła powinna przedstawić młodym ludziom wszelkie aspekty seksualności człowieka. Wierzę, że można przemówić uczniom do rozumu.

W mojej szkole wisiało hasło: “wiedza to potęga” i nadal w to wierzę. Takie zjawiska jak pornografia można ograniczać poprzez edukację, można temu problemowi przeciwdziałać. Proszę sobie wyobrazić taką sytuację, że główne kanały TV w najlepszej porze oglądalności pokazują programy na ten temat albo robią to portale internetowe. Taka edukacja powinna mieć miejsce.

Zbigniew Lew - Starowicz
Bartosz Syta / Polska Press

Zbigniew Lew-Starowicz

Edukacja na poziomie internetu czy raczej szkoły?

Wszystkie kanały edukacyjne powinny zostać do tego użyte, zwłaszcza internet. Dziś to przecież główny kanał komunikacji.

Od wielu lat mimo wszystko mówi się o potrzebie wprowadzenia edukacji seksualnej w szkołach i od wielu lat to jedynie postulat.

Szkołę sobie odpuśćmy. Mogę postulować edukację seksualną, ale to utopia. Edukacja w Polsce jest zideologizowana, a nie naukowa. Mamy na szczęście niezależne kanały TV i internet.

Wracając na chwilę do współczesnych zjawisk… Co sprawia, że młodzi ludzie mają potrzebę wysyłania sobie w internecie czy przez telefon nagich zdjęć?

To jest moda. W każdej epoce są takie “seksualne” mody. Ktoś wpadł na ten pomysł, to załapało. “Trendy” to dobre słowo. Głupie, ale tutaj pasuje. “Trendy” są teraz kolorowe skarpetki u meżczyzn i “trendy” jest wysyłanie swoich roznegliżowanych zdjęć.

W sytuacji, gdy do tego dochodzą jeszcze transmisje wideo, wysyłane obcym ludziom, to z tego trendu robi się niebezpieczne zjawisko.

Tachich rzeczy nie robią odmóżdżeni ludzie.

Jeżeli młoda kobieta robi sobie nagą sesję i wysyła w “kosmos”, to dobrze wie, że te filmy i zdjęcia zostaną już w sieci na wieki wieków amen. To nie są dzieci tylko dorośli ludzie i chyba zdają sobie sprawę z tego, co robią. Chcą zaistnieć, chcą być pożądani i mieć świadomość, że kogoś podniecają.

Uważają, że wyszli z anonimowego tłumu i dzięki temu istnieją. Jeśli ktoś ma taki pułap życiowych potrzeb, to mówi się trudno. Ludzie już tacy są.

Trudno się nie zgodzić. A jeśli te zachowania służą ekspresji seksualnej w związku?

W związku? Taka ekspresja istnieje w nim w sposób naturalny. Mam tu na myśli nagość, różne pozycje seksualne... Jaką ekspresję ma pan na myśli?

Sytuację, w której partnerzy są daleko od siebie, a więź fizyczna jest niemożliwa.

Jeśli mieszkają daleko od siebie przez wiele dni i taki sobie prześlą film, to akurat dobra rzecz. Jeżeli wyrażają w ten sposób swoją intymność na odległość, do tego mają czujniki fizyczne. To jakaś namiastka kontaktu fizycznego, lepsze to niż nic.

123rf

Może to mieć dobre strony?

Oczywiście. Jeśli partnerzy mają długą przerwę w spotkaniach, widują się co pewien czas i pokazują sobie coś za pośrednictwem kamer, to akurat dobra rzecz. To ich więź erotyczna, ich intymność przekazywana w formie elektronicznej. Nie rozumiem, co w tym złego?

Czasem takie formy zachowań mogą być przecież szkodliwe, zastępować kontakty osobiste.

To forma zastępcza, okresowa, a nie coś zamiast. Ja tego nie potępiam, uważam, że jest to coś, co podtrzymuje więź. Dzięki temu, związek ma szanse na przetrwanie, bez tego wiele związków by się rozpadło.

A propos samej edukacji, oprócz internetu mamy też wzorce dostępne na przykład w filmach czy książkach. Może warto zwrócić się w tym kierunku i tam szukać wiedzy na temat seksu?

Książki są ogólnie dostępne i są naprawdę niezłe. Kiedyś wydawano filmy popularnonaukowe, nie wiem, jak to dziś wygląda, ale to także dobre źródła informacji.

Dla młodych ludzi, wchodzących w świat dorosłych, książki to wciąż popularne źródło wiedzy, czy internet wyparł inne media?

Internet dominuje. Niewielu młodych ludzi czyta, widzę to nawet po moich studentach. Nawet nakłady prasy spadają na łeb na szyję. Mówi się trudno. Mogę nad tym ubolewać, ale tak już jest.

Czy przez to zatracamy pewną fantazję w kontaktach intymnych?
Nie. Fantazje erotyczne są "wdrukowane" w naszą seksualność. Karmienie wyobraźni tekstami różni się trochę od filmów erotycznych. Z badań, które przeprowadzamy, wynika jednoznacznie, że większość z nas ma fantazje.

Rozmawiał Przemysław Ziemichód, dziennikarz warszawa.naszemiasto.pl
Zdjęcie główne: Bartek Syta/Polska Press

"Polska na kozetce. Siła obywatelskiej refleksyjności", oprac. Anna Zajenkowska, wyd. Smak Słowa
Anna Zajenkowska zebrała w tej książce wypowiedzi grona wybitnych naukowców, psychologów, terapeutów, psychoanalityków i myślicieli o współczenych Polakach, w tym m. in. Zbigniewa Lwa-Starowicza, Andrzeja Ledera, Bogdana de Barbaro czy Philipa G. Zimbardo.

"Warsaw Show 16" ostatnim sezonem Don Kasjo?

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Piotrek
Obserwując to, że jest mnóstwo rozwodów, często z powodów seksualnych, dochodzę do następującego wniosku:
Błędne jest to, że z seksem mamy czekać na noc poślubną, to wbrew pozorom stawia seks jako podstawową rzecz w związku, małżeństwie.
Osobiście ja, jak i wiele znajomych zostało pozostawionych samych, gdy zachorowali bądź się znudzili małżonkowi małżonce.
Niestety kwestie potrzeb dzieci aby rodzice byli w dobrym bliskim z dziećmi pozostają bez znaczenia dla bezwzględnych sEks małżonków, najczęściej małżonek.
Jest możliwość wyjścia z takiej sytuacji, to rodzina patchwork, gdzie życie wygląda przyjaźnie (jak w plemieniu). Dzieci i byli małżonkowie w patchworkach spotykają się żyją bez zawiści, zazdrości w przyjaźni i wzajemnej pomocy. W Polsce jednak trudno o takie osoby, też ze względu na finansowe i wzorce, że lepsze oszukiwanie niż szczerość i współpraca. Czekamy, może się to zmieni.
Dodaj ogłoszenie