Miodowa 23. W zbombardowanym szpitalu. „Odnalazłem cię, Jasieńku”

Anna Piotrowska
Anna Piotrowska
Zbombardowana ul. Miodowa, styczeń 1945
Zbombardowana ul. Miodowa, styczeń 1945 Eugeniusz Haneman / Muzeum Powstania Warszawskiego
Udostępnij:
17 lutego 1945 roku. Do niewielkiego cmentarza powstańczego przy Miodowej zbliżają się kobieta i towarzyszący jej młody mężczyzna. Podchodzą do jednego z drzew, nachylają się, odgarniają śnieg spod którego wyjmują dwie drewniane tabliczki. Serce przepełnia jednocześnie rozpacz i radość, a z głębi duszy wyrywa się krzyk: Odnalazłam cię, Jasieńku.

Próżno szukać miejsca w Warszawie z którym nie wiązałaby się historia tragiczna, ulicy w której bruk nie wsiąkła polska krew. Tak jest również w przypadku Miodowej 23. Pod adresem tym w czasie Powstania Warszawskiego mieścił się jeden z polowych szpitali. Gdy na początku września oddziały Reinefartha i Dirlewangera wkroczyły na Stare Miasto, wciąż znajdowali się w nim ciężko ranni Powstańcy, których nie udało się ewakuować

Wielu naszych chłopców z tego szpitala zostało uratowanych przez niemieckich żołnierzy, którym wcześniej nasi lekarze w tym miejscu opatrywali rany – podkreślał Stanisław Sieradzki „Świst”, w czasie Powstania żołnierz 3. drużyny III plutonu „Felek” 2. kompanii „Rudy” batalionu „Zośka”. – Pamiętam tych Niemców. Odwiedzałem ich, gdy tu leżeli, nawet nosiłem im czekoladki. Ponieważ znam niemiecki, rozmawiałem jak żołnierz z żołnierzami – dodawał.

Obecność niemieckich żołnierzy nie sprawiła jednak, że szpital był wolny od ataków wroga. Należy tu podkreślić, że nie były to ataki przypadkowe. Niemcy z premedytacją zaciekle bombardowali punkty oznaczone czerwonym krzyżem. Szpital przy Miodowej 23 celem wroga był dwukrotnie: 18 sierpnia i 2 września. W pierwszym bombardowaniu zginął Jan Romocki „Bonawentura”, dowódca I drużyny w plutonie „Sad” kompanii „Rudy” w Batalionie „Zośka”, zaledwie 19-letni poeta.

Autor wielkiego wiersza

Do nowo otwartego szpitala na Miodowej „Bonawentura” trafił po ciężkich walkach o magazyny na Stawkach.
Tam Janek trafiony został pociskiem z broni powtarzalnej, z karabinu, w jamę brzuszną, z naruszeniem kręgosłupa – wspominał Stanisław Sieradzki. Jak dodał, w szpitalu „Bonawentura” leżał nieruchomo na łóżku, mówił szeptem. – Pamiętam jego zbolałą twarz – przyznał.

„Świst” widział wcześniej Janka Romockiego przy okazji walk na Woli. Wiedział też o nim, ponieważ był bratem jego dowódcy, Andrzeja Romockiego „Morro”. Jednak to właśnie w szpitalu, przy okazji wizyty u innego „Zośkowca”, miał możliwość porozmawiać z nim po raz pierwszy.

Wprowadzając mnie do pokoju, Jurek powiedział, że jest to autor wielkiego wiersza. Rzeczywiście Janek „Bonawentura” napisał wiersz, który w naszej antologii poezji religijnej, utrwalony przez kardynała Wyszyńskiego, pamiętam, często mówię, powtarzam – mówił „Świst”. Chodzi o utwór „Modlitwa”, napisany przez Janka Romockiego w 1942 roku, w drugą rocznicę śmierci ojca. Paweł Romocki zginął potrącony samochodem przez pijanego Niemca, który wjechał w zatokę tramwajową. Okoliczności powstania wiersza i jego wydźwięk tak wiele mówią o 17-letnim wówczas „Bonawenturze”:

Od wojny nędzy i od głodu,
sponiewieranej krwi narodu,
od łez wylanych obłąkanie,
uchroń nas, Panie.
Od niepewności każdej nocy,
od rozpaczliwiej rąk niemocy,
od lęku przed tym, co nastanie,
uchroń nas, Panie.
Od bomb, granatów i pożogi,
i gorszej jeszcze, w sercu trwogi,
trwogi strasznej jak konanie,
uchroń nas, Panie.
Od rezygnacji w dobie klęski,
lecz i od pychy w dzień zwycięski,
od krzywd, lecz i od zemsty za nie,
uchroń nas, Panie.
Uchroń od zła i nienawiści,
niech się odwet nasz nie ziści.
Na przebaczenie im przeczyste
wlej w nas moc, Chryste.

Do wiersza często sięgała pani Romocka [matka] i wiersz ofiarowała kardynałowi Wyszyńskiemu jako dar od matek, które zostały bez dzieci po Powstaniu Warszawskim. Ksiądz kardynał przyjął wiersz z wielką czcią dla matki – mówił Stanisław Sieradzki.

Inny utwór Jana Romockiego - „Groźba” - został wykorzystany w roku 2005 przez zespół Lao Che w piosence o tym samym tytule.

Zbombardowana ul. Miodowa, styczeń 1945Eugeniusz Haneman / Muzeum Powstania Warszawskiego

Śmierć poety

Był 18 sierpnia kiedy nad czteropiętrowym gmachem szpitala pojawiły się niemieckie bombowce. Nagle - potężny huk, błysk, wielki słup ognia przeciął zieleń wokół budynku. Z nieba leciały dziesiątki bomb.

„Świeżo oddany do użytku szpital zmienił się w rumowisko. Wśród gruzu rozwalonych ścian, po resztkach klatek schodowych i pomiędzy chaosem drzewa, pokręconego żelastwa, zniszczonych mebli krążyły postacie pokryte gęstą powłoką kurzu. Wydobywano ocalonych i zabitych” – pisał w „Zośce i Parasolu” Aleksander Kamiński.

Gdy wróg zaatakował z powietrza Janek spał. Siła eksplozji rzuciła go wraz z łóżkiem i ścianą przy której leżał na klatkę schodową. Spadł z pierwszego piętra na parter. Nie żył.

21 sierpnia rozkazem Dowódcy AK nadano mu Order Virtuti Militari V kl. „za wyjątkową odwagę osobistą wykazaną w walkach i za bohaterskie, pełne poświęcenia prowadzenie natarcia na nieprzyjaciela w rejonie Powązek”.

22 sierpnia
Powstańcy zdobyli gmach tzw. Małej PAST-y (podstacji telefonów) przy ul. Piusa XI (obecnie ul. Piękna).

Kalendarium Powstania Warszawskiego. Walcząca stolica dzień ...

Jasieńku...

Żaden z braci Romockich po wojnie nie wrócił do domu. Andrzej poległ 15 września na Górnym Czerniakowie w natarciu, którego celem było utworzenie przyczółka nad Wisłą dla przeprawiających się wojsk I Armii WP.
Kiedy w lutym 1945 roku ich matka, Jadwiga Romocka, dotarła do ruin Warszawy natychmiast rozpoczęła poszukiwania synów. „Szłam przed siebie nic nie czując - tylko pustkę. (...) Widocznie musiałam żyć, aby Was pochować” – pisała w przepełnionym bólem pamiętniku matka poległych powstańców.

Na Miodową przybyła 17 lutego. Towarzyszył jej ostatni dowódca kompanii „Rudy” Witold Morawski ps. Czarny, który doskonale pamiętał miejsce pochówku Janka. Jego powstańczy grób znajdował się pod drzewem na niewielkim cmentarzyku. Kiedy do niego dotarli odgrzebał spod śniegu dwie drewniane tabliczki. Na jednej widniał napis: JAN ROMOCKI syn Pawła i Jadwigi BRAT ANDRZEJA.

„[...] odnalazłam Was, Jasieńku, tego samego dnia Obydwóch - tam na Miodowej na cmentarzyku i na Solcu przy domku w rowie...” – pisała matka.

Po ekshumacji bracia Romoccy spoczęli obok siebie w kwaterze Batalionu „Zośka” na wojskowych Powązkach.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Materiał oryginalny: Miodowa 23. W zbombardowanym szpitalu. „Odnalazłem cię, Jasieńku” - Warszawa Nasze Miasto

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie