Oleksy: Cimoszewicz pewnie wystartuje na prezydenta

Michał Karnowski
Wojciech Barczyński/POLSKA
Polityk lewicy ocenia w rozmowie z "Polską", że najpoważniejszym skutkiem afery hazardowej jest zdjęcie z Platformy "blichtru cnotliwej szacowności". I obnażenie pozorności działań antykorupcyjnych minister Pitery. Z byłym premierem Józefem Oleksym rozmawia Michał Karnowski

Włodzimierz Cimoszewicz twierdzi, że nie wystartuje w wyborach prezydenckich. Wierzy mu Pan?
Nie do końca.

Dlaczego?
Bo pewnie skończy się tym, że Włodzimierz wyjdzie i powie, że jednak jest potrzebny. Bo go tak wszyscy proszą.

To taka gra?
Nie, on taki jest. Naprawdę.

I nie lubi już SLD, bo odżegnuje się od tej partii.
Moim zdaniem Sojusz będzie go popierał, ale wystąpi jako element szerszego bloku wspierającego tę kandydaturę. Tak odczytuję plany Cimoszewicza, który postawi środowiskom chcącym go wystawić szereg warunków.

I SLD się zgodzi?
Może nie mieć wyjścia. Ale w partii jest mocny podział dotyczący kandydata w wyborach prezydenckich, co Włodzimierzowi Cimoszewiczowi ułatwi sytuację.

No dobrze, ale Pana zdaniem ktoś jeszcze będzie gotów wyłożyć pieniądze na jego kampanię? Do dziś mam przed oczyma stosy materiałów reklamowych Cimoszewicza bezużytecznych po jego ucieczce z placu boju w 2005 r.
To nie było błahe wydarzenie, bolesne dla lewicy. Ale jak pan widzi, czas leczy rany i lewica dziś prosi go sama o ponowne kandydowanie. Na zapleczu kierowniczym SLD jest spory entuzjazm. Choć oczywiście nie u wszystkich.

A w Panu?
To zależy od tego, na ile byłby przedstawicielem lewicy. Musiałbym z nim porozmawiać. Bo jeśli on publicznie neguje SLD, kocha się tylko z Tomaszem Nałęczem, Aleksandrem Kwaśniewskim i Adamem Michnikiem, to partia musi rozważyć, czy to się jej opłaca. Bo to zaplecze mocne, ale czy na pewno lewicowe?

Może wygrać?
Nie sądzę, ale może sporo zamieszać. Tym bardziej że jak widzimy po ostatnich aferach, polityka ruszyła z miejsca.

Napieralski może chcieć sam wystartować?
Może chcieć, ale byłaby to przedwczesna ambicja, choć naturalna u lidera partii.

A jak sobie radzi?
Jest sprawnym przewodniczącym. Dajmy mu czas.

Napieralski kilkakrotnie zapowiadał, że porozmawia z Panem o jakiejś współpracy. Wyszło coś z tego?
Nie, bo rzeczywiście często ogłaszał ważne rozmowy ze mną, ale żaden projekt z tego się nie zrodził. Ale sprawa ma szerszy wymiar. Bo w końcu usunięcie liderów lewicy z list wyborczych w 2005 r., które miało być uzdrowieniem partii, a przyniosło jej tylko straty, nie zostało do dziś poważnie ocenione wewnątrz SLD.

Wróćmy do afer, o których Pan wspomniał. Coś w PO się skończyło czy to tylko chwilowy kryzys? A może atak służb specjalnych na rząd Tuska?
W takiej sytuacji w każdej partii pojawia się pokusa, żeby uznać nieprzyjemne informacje za atak służb specjalnych. I to właśnie probuje robić na przykład Janusz Palikot, wzywając swoich kolegów do mobilizacji. Ale spraw przedstawionych przez CBA nie da się zbyć takim jednym zdaniem. W dużej części są to informacje niepodważalne. Zdejmują one z Platformy Obywatelskiej pewien blichtr cnotliwej szacowności. Upowszechniany przez liderów tej partii, w tym Donalda Tuska, wizerunek najzdrowszej siły, nowej jakości, pełnej szlachetności, dobroci i zapału reformatorskiego nie potwierdził się.

Platforma okazała się być partią jak inne?
Przestała być niepodważalną "siłą przewodnią narodu". Stała się bliższa przeciętnemu wizerunkowi przeciętnej partii politycznej. A one mają złą opinię.

W samej aferze hazardowej co jest dla Pana najważniejsze? Bo przecież pojawiają się skrajne interpretacje. Że to tylko nadmierna asertywność Zbigniewa Chlebowskiego. Albo, z drugiej strony, ujawnienie wpływu środowisk quasi-mafijnych na politykę. Pana zdaniem?
Powiązania Chlebowskiego zostały dość wyraźnie naświetlone i przecież premier de facto uznał ich wysoką naganność, podejmując radykalne decyzje kadrowe. To jest poważna afera. I umniejszanie jej przez wskazywanie na przykład, że nie było przepływu pieniędzy, nie wydaje mi się właściwe. Zwłaszcza w partii, która tak podkreślała swoją wyższą jakość. Której rząd ma nawet pełnomocnika od zapobiegania takim zjawiskom. Notabene rola pani Julii Pitery robi się coraz bardziej dwuznaczna. I powiedziałbym nawet, że smutna. Bo choć w sferze słów pani minister jest ostra jak brzytwa, czyli prawie jak ja, to nic przez te dwa lata nie zrobiła. To wszystko czyni Platformę mało wiarygodną w obszarze prawdziwej walki z korupcją.

I nie zmieniają tego obrazu twarde decyzje premiera Tuska?
Premier na pewno zrozumiał, że zagrożonych jest trochę punktów i to dobrze świadczy o jego zdolności trzeźwej oceny sytuacji. Ale też nie odmawiam mu prawa do szczerego oburzenia na ujawnione fakty. Choć warto zauważyć, że te wszystkie dymisje potwierdziły jednocześnie wagę afery. Są dowodem, że sprawa jest poważna.

Teraz bój, jak stwierdził Donald Tusk, ma się przenieść do Sejmu.
To niestety oznacza, że nie będzie już walki z korupcją, a tylko walka polityczna. Nie przewiduję już dalszych ruchów w kierunku ograniczania patologii. Ustawy pani Pitery nie ma i już raczej nie będzie. Platforma przegrała z PiS walkę o wiarygodność w tym obszarze. Bo partia Kaczyńskiego przynajmniej siała grozę. I choć przesadzała straszliwie i popełniała przeraźliwe pomyłki, to jednak ludzie widzieli, że to było na serio. Podkreśla to do dzisiaj wielu moich rozmówców. Po ostatnich wydarzeniach trudno uznać, że PO działa tu równie serio. Wiele działań było tylko na pokaz. W przypadku ujawnienia jakiejś kolejnej afery ocena opinii publicznej może być bardzo ostra.

W Sejmie klubem Platformy rządzi teraz Grzegorz Schetyna. Czy jego dymisja z funkcji wicepremiera nie miała Pana zdaniem także podtekstu politycznego? Wprost mówił o tym Janusz Palikot, twierdząc, że Schetyna za bardzo wyrósł i premier Tusk wykorzystał po prostu okazję do zmniejszenia jego roli?
Palikot może mieć rację w tym sensie, że w każdej partii są tego typu napięcia. Ale nie stawiałbym tego na pierwszym planie. Chyba jednak kluczowe było zagrożenie utraty wizerunku partii czystej od afer.

W sondażach nie widać jednak żadnych zmian. Poparcie dla Platformy po krótkim wahnięciu wróciło do poprzedniego poziomu.
W dłuższej perspektywie Platforma odczuje jednak spadek poparcia. Wydaje mi się to nieunik

Zaostrzenie restrykcji. Cała Polska w strefie czerwonej

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3