Pałac Kultury i Nauki - najmniej lubiany symbol Warszawy

Przemysław Ziemichód
Przemysław Ziemichód
Dla jednych jest najbrzydszym pomnikiem Stalina w Europie Wschodniej, dla innych turystycznym magnesem i wizytówką Warszawy. Od ponad pół wieku od momentu zakończenia jego budowy Pałac Kultury i Nauki nie przestaje fascynować. Także tych, którzy chcieliby go kompletnie przebudować lub zburzyć.

Nie żałujmy starych pałaców
Powojenna Warszawa funkcjonuje niczym ogromne rumowisko z powtykanymi między ulice, niemal jak kije w mrowisko, wolnostojącymi kamienicami i domami. Początkowo architekci pragną zachować możliwie jak najwięcej z pierwotnego charakteru stolicy. Grupa “konserwatystów” broni miejskiej tkanki, sprzeciwia się wyburzeniom starych, często zrujnowanych budynków. “Postępowcy”, inspirowani ideami francuskiego modernisty Le Corbusier’a, chcą budować miasto na nowo. Jerzy Wiland, jeden z modernistów wystosowuje w 1947 roku list w tej sprawie do Bolesława Bieruta. - Nie wzorujmy się na przeszłości. Nie była ona zbyt piękna, ani zbyt wesoła. Nie żałujmy starych pałaców - tak jak nie będziemy żałować ich mieszkańców - zaznacza.

W ważnym miejscu powojennej Warszawy ma znaleźć się wybudowany zgodnie z nowym wzorcem architektury pałac, dar bratniego Związku Radzieckiego. Idee tę przedstawia Józefowi Sigalinowi z Biura Odbudowy Stolicy, Wiaczesław Mołotow. Pałac ma zostać zaprojektowany przez moskiewskich architektów. Wtedy jeszcze pojawiają się pomysły, by nowy symbol Warszawy stanął na Mokotowie, Ochocie albo Grochowie. Zgodnie z sugestią Wilanda władze nie mają zamiaru żałować starych pałaców. Co oznacza także brak poszanowania dla domów, kamienic i wszystkiego, co stanie na drodze nowej Warszawy. Gdy zapada decyzja o postawieniu pałacu w centrum stolicy, z mapy bezpowrotnie znika ulica Wielka, a wraz z nią mieszczące się tam kamienice. Jedne kompletnie zniszczone, inne dobrze zachowane. W gruz obraca się wiele budynków, nie tylko zresztą w bliskim sąsiedztwie obecnego Placu Defilad. Przeobrażeniu ulega też Chmielna, Marszałkowska, Emilii Plater. Wszystko po to, by w centralnym miejscu Warszawy pozostawić miejsce dla majestatycznego kolosa.

Świecki kościół
Na szkicach sprzed budowy pałac przypomina raczej wielką świecką świątynię, ma kształt niezrealizowanej przed wojną Świątyni Opaczności. Pierwotnie, radzieccy architekci planowali, aby budynek miał nie więcej niż sto dwadzieścia metrów. Do oceny wysokości posłuży samolot ciągnący za sobą balon. Nad brzegiem Wisły stoją w tym czasie Polacy i Rosjanie, ustalając wysokość budynku na 160 metrów. Budowla ma być okazała. Choć budynek przypomina świątynie nieznanego boga, to jego wygląd nie może być mocno zakorzeniony w doczesności. Rosjanie jadą więc w trasę po Polsce. Szkicują, fotografują, oglądają. Zwiedzają główne polskie miasta, szukają wzorców, które można by wkomponować w pomnik socrealizmu. Finalnie, już w Moskwie, zaproszeni tam polscy architekci opiniują cztery projekty. Polska delegacja w składzie Józef Sigalin, Zygmunt Skibniewski, Zygmunt Stępiński i Eugeniusz Wierzbicki nie chce iść na ustępstwa.

Żaden zaproponowany szkic nie budzi ich entuzjazmu. W końcu udaje się dojść do porozumienia. Finalny projekt ma być “trwałym symbolem niewzruszonej przyjaźni polsko-radzieckiej” - tak przynajmniej charakteryzuje budowle ówczesny wiceprezydent stolicy, Stefan Jędrychowski.

Architekci radzieccy zjawiają się w Polsce jeszcze w 1951 roku przygotowując się do budowy. Nim pod pałacem zostanie wmurowany kamień węgielny, wielu z nich z entuzjazmem czyta o Polsce, studiuje dostępną literaturę, poznaje kulturę. Wbrew powszechnemu wyobrażeniu, Rosjanie nie są ignorantami, którzy chcą przeszczepić Warszawie obcą tkankę architektoniczną i wracać do swojej ojczyzny. PKiN ma być socjalistyczny w treści i narodowy w formie. Forma ta manifestuje się jednak dość specyficznie.

Narodowy w formie
Pałac budowany jest na wzór amerykańskich drapaczy chmur złotej ery: budynku Chryslera czy Empire State Building. Stalowy szkielet z okładziną kamienną i ceramiczną ma przywodzić na myśl majestatyczne budowle zachodu. Budynek jest smukły, strzelisty, majestatyczny. Przynajmniej, jeśli spojrzeć na część wieżową. Ta zaś zdobiona jest attykami, charakterystycznymi elementami polskiej architektury barokowej, zdobiące dachy kamienic. Na pałacu znajdują się u zwieńczenia wież bocznych. To jedna z inspiracji, którą architekci wcielili w życie po serii wizyt krajoznawczych. Radzieccy inżynierowie zwiedzali Chełm, Kazimierz, Kraków, Płock, Puławy, Toruń i Zamość.

Oficjalnie prace nad PKiN ruszają pierwszego maja 1952 roku. Nieoficjalnie - dzień później z uwagi na opóźnienia. Budowę kończy symbolicznie montaż iglicy 7 listopada 1953 roku.

Czerwoni herosi z osiedla Przyjaźń
Aby budowa Pałacu w takim tempie była możliwa, Rosjanie muszą sprowadzić do Warszawy robotników z imperium czerwonego cesarza. Wśród nich znajdują się sami herosi, wzory do naśladowania i ludzie, którzy wyrabiać mają 200% normy - tak przynajmniej odmalowuje ich komunistyczna propaganda. Część z nich zostanie zaklęta w twarzach i sylwetkach pomników okalających pałac - kobiety z rylcem, kołchoźnicy, mechanika. Pierwotnie, w otoczeniu pałacu miał pojawić się także pomnik Stalina, ale śmierć wodza i następująca po niej odwilż polityczna doprowadziła do porzucenia tego pomysłu. Symbolicznie, nad pałacem czuwa duch Kopernika. To jedyny planowany od początku pomnik, który symbolizować ma naukowy postęp. Wyglądem przypomina przedwojenne art deco. W podobnym stylu wykonany jest także pomnik Mickiewicza, który zastąpił Marię Sklodowską - Curie.

Czytaj więcej na drugiej stronie

Jednak pałac to nie tylko okalające go rzeźby. Tak wielka konstrukcja wymaga ogromu pracy. Rosjanie przysyłają więc swoich robotników i wkrótce na warszawskich Jelonkach staje osiedle mieszkaniowe wzniesione rękami radzieckich budowniczych. Wbrew krążącym po Warszawie plotkom nie budowali go niemieccy jeńcy. Rosjanie dzielą czas na wznoszenie własnych domów z budową ambasady radzieckiej przy ulicy Belwederskiej. Osiedle radzieckich mistrzów jest ogrodzone drutem kolczastym, a wejścia pilnują strażnicy. Między osiedlem a budową kursuje specjalny autobus, radiowęzeł nadaje audycje po rosyjsku, kwitnie życie towarzyskie. Na osiedlu mieszka niewielu polskich robotników. Język polski słychać jednak podczas częstych odwiedzin. Ich powodem jest zlokalizowany na osiedlu dobrze zaopatrzony w zagraniczne towary sklep. W 1952 roku osiedle zyska nazwę “Przyjaźń”. Architekci i budowniczowie z Przyjaźni są oczytani, wysportowani (dzięki własnym kortom i boiskom do gry) oraz wyrabiają 200 procent normy. Nic więc dziwnego, że polscy budowniczowie nie koniecznie darzą radzieckich kolegów sympatią. Wschodni towarzysze lepiej zarabiają, są faworyzowani, mieszkają w lepszych warunkach. Jednak z codziennymi trudnościami jedni i drudzy zmagać się muszą w tym samym stopniu.

Stalin odchodzi, legenda zostaje
Nim pałac na dobre powstaje, śmierć zabiera co najmniej siedmiu budowniczych. Nieoficjalnie mówi się o znacznie większej liczbie. Wiadomo także o jednym z radzieckich z robotników, który popełnia samobójstwo w osiedlu na Jelonkach. Pozostali wpadają w beton, spadają z rusztowań, zostają przygnieceni fragmentami budowanych konstrukcji. Jednak, na dziejach pałacu zaważył dopiero zgon jego patrona. Po śmierci Józefa Stalina prace dodatkowo jeszcze przyspieszają. Robotnicy pracują na trzy zmiany. Dwa dni po odejściu przywódcy ZSRR pałacowi zostaje nadane jego imię. Pierwsze obiektyw we wnętrz gmachu będą oddane do użytku w 1955 roku, jednak prace wykończeniowe potrwają jeszcze przez pewien czas. Pałac zostaje odanny do użytku 22 lipca 1955 roku. Pomnik Stalina, dłuta Xsawerego Dunikowskiego nie ozdobi jednak Pałacu. Finalnie trafia on do magazynów Muzeum Rzeźby w warszawskiej Królikarni. Przywódca bloku wschodniego znika z pałacu bardzo szybko, bo w listopadzie 1956 roku. Po odwilży październikowej patron PKiN zaczyna uwierać nie tylko warszawiaków, ale także całą komunistyczną władzę. Zaczyna się okres odczarowywania pałacu.

Mity, legendy i koty
Zniknięcie Stalina nie wiele pomaga. Wokół pałacu tworzą się mity, które zaczynają żyć własnym życiem. Pod podłogą pałacu miały znajdować się tajne więzienia UB, schrony, tunele i cmentarzysko kości po zmarłych robotnikach. W podziemiach pałacu nie ma katowni SB,są za to setki bezpańskich kotów, które nigdy nie widziały światła dnia. Przesiadują na poziomie -2 pałacu i mają nawet swoją opiekunkę. Piętro wyżej, na poziomie -1 jest dyspozytornia. Podziemia zresztą w dużej mierze zachowały swój charakter.

Mity, które rodzą się wokół budowli napędza poniekąd sama partia. Większa część pałacowych zabudowań nie jest dostępna dla zwyczajnych ludzi. PZPR oblega kilka pałacowych pięter, salę kongresową i restaurację “Kongresowa”, gdzie przysypiają znużeni obradami partyjni notable. Pałac staje się synonimem władzy. Ludzie piszą adresowane do niego listy, w których proszą o zapomogę, proszą o pomoc. W pałacu mieści się też redakcja Kobiety i Życia oraz Filipinki. Na parterze znaleźć można księgarnie PWN, a na czwartym piętrze bardzo długo urzęduje dentysta. Jednak dla wielu warszawiaków rzucający cień na całe miasto budynek budzi mieszane uczucia - od zdenerwowania, po politowanie i grozę. Majestatycznego, gurującego nad miastem PKiN trudno nie zauważyć. Wraz z upadkiem PRL zaczyna on jeszcze bardziej kuć w oczy.

Pomysły na pałac
Przez lata istnienia wolnej polski wiele osób próbuje znaleźć rozwiązanie pałacowego problemu. W przeciwieństwie do pomników, trudno go zburzyć. Inaczej niż nazwy ulic nie można go zmienić jednym rozporządzeniem. W 2003 w PKiN planowano muzeum komunizmu. Nigdy jednak nie powstało. Zalążkiem tej koncepcji stała się wystawa SocLand. Na muzeum zabrakło pieniędzy oraz administracyjnego wsparcia. Po 1989 pałac gra w filmach. Jest obiektem żartów w Kilerze Juliusza Machulskiego, rozbudza wyobraźnie widzów w końcowych scenach Ekstradycji, pojawi się w kontynuacji Misia Barei (Ryś).

Dziś trudno wyobrazić sobie warszawę bez tego reliktu socrealizmu. Mimo to, nie brakuje śmiałków, którzy chcą jego przebudowy. Michał Nisztuk chce w nim stworzyć miasto w mieście, swoiste gigantyczne osiedle z mieszkaniami komunalnymi, slamsami, metrem. Jan Ledwoń chciałby w nim widzieć coś na kształt… gazowanego napoju. Budynek przypominający unoszące się w szklance bąbelki. Prace warszawskich wizjonerów - architektów można oglądać za pośrednictwem strony futuwawa.pl, która gromadzi setki mniej lub bardziej realistycznych koncepcji przebudowy Warszawy, w tym właśnie PKiN.

Inni, w tym środowiska prawicowe są dla pałacu znacznie mniej łaskawe. Na Facebooku domagają się jego zburzenia. Wtóruje im Gazeta Polska, część historyków IPN czy Niezależna.pl, która zapowiada, że “co nam obca przemoc dała nocą rozbierzemy”. Pałac jak stał tak stoi, patrzy niewzruszony na wszystkie próby zawracania nurtu historii kijem.


Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

O
Olo

Ha ha jeszcze to chca zbuzyc przeciez tam nic nie ma gdyby nie ten Palac to ja bym tam nawet nie pojechal zreszta dla Mine to i tak prawie ruscy xD

m
mrk

Jak najmniej lubiany - zwłaszcza młodsze pokolenie nosi nawet koszulki z nim i sobie nie wyobraża życia bez niego. Nie można przekreślać wszystkiego ze względu na to, że ktoś zły mógł oglądać projekt. Polscy politycy i obywatele jeżdżą pojazdami z RFN i też można byłoby powiedzieć, że nie powinni bo często dofinansowują w ten sposób kraj który wyrządził w przeszłości wiele złego Polakom...

Dodaj ogłoszenie