Warszawskie Termopile. Krwawa bitwa z września 1939. "Razem ginęli, spleceni w śmiertelnych zmaganiach"

Piotr Wróblewski
Piotr Wróblewski
IPN / mat. pras.
Krewki major Kamiński i jego dziewięciuset żołnierzy stanęli naprzeciw wielkim siłom wroga. Bohaterska obrona Placówki zatrzymała napór Niemców na Warszawę. Straszny bój na małej powierzchni był tragiczny w skutkach. Zginęło, po obu stronach, ponad tysiąc żołnierzy. Walczyli twarzą w twarz, na broń białą. W odwecie Niemcy dopuścili się zbrodni na ludności cywilnej.

„Blitzkrieg”, czyli wojna błyskawiczna. Niemcy wymyślili tę taktykę, by szybko zdobywać nowe terytoria. Według planu mieli zająć Warszawę z marszu. Szybko, łatwo i bezboleśnie. Rzeczywistość była nieco inna. Polacy pokrzyżowali im plany. Niestety, tylko na chwilę.

Placówka - niewielka osada za rogatkami miasta (dziś to część Bielan) - stała się celem 30 Pułku Strzelców Kaniowskich. Żołnierzami dowodził krewki major Bronisław Kamiński. Zastała ich cisza. W jednej z piwnic znaleźli przerażonych mieszkańców. Po krótkim rozpoznaniu okazało się, że Niemcy wyszli stąd dzień wcześniej. Zostały po nich nawet butelki z kwaśnym mlekiem.

Willa Gessnera. Słynna twierdza z września 1939 niszczeje. P...

Kamiński ruszył do niewielkiego dworku znajdującego się na końcu wioski. Tam - w willi słynnego przedwojennego aptekarza, Edwarka Gessnera, datowanej na 1923 rok - urządził swój sztab.

ZOBACZ TEZ | Stefan Starzyński: Mocny człowiek, który okiełznał chaos i panikę. Co działo się w ratuszu we wrześniu 1939 roku?

Przed świtem 21 września batalion, w sile dziewięciuset mężczyzn, zaczął budować umocnienia. Wiedzieli, że przyjdzie im walczyć z nacierającymi z dużą siłą Niemcami. Rozkaz zajęcia Placówki mjr Kamiński otrzymał od generała Franciszka Altera z armii „Poznań”. Co ciekawe, o akcji nie wiedział bezpośredni przełożony majora.

Plan był prosty. Strzelcy Kaniowscy mieli związać Niemców walką. W tym czasie dwie, rozbite w bitwie pod Bzurą, armie: „Poznań” i „Pomorze” przedostawały się do Lasu Bielańskiego. Nadrzędnym celem było uniemożliwienie Niemcom przerwania szosy Warszawa-Modlin. Chodziło o to, by opóźnić ich marsz na Warszawę.

Prawe i lewe skrzydło obsadziły kompanie dwóch poruczników: (starszego) Karola Langego oraz (młodszego) Antoniego Raka. W obwodzie, w głębi, ulokowano formacje obronne Tadeusza Rudkowskiego. Ze wspomnień żołnierzy wynika, że do dyspozycji mieli jedynie 12 działek przeciwpancernych i ciężkie karabiny maszynowe. Nie było wsparcia artyleryjskiego.

NIEPUBLIKOWANE ZDJĘCIA WARSZAWY Z WRZEŚNIA 1939

Zniszczenia zabudowy Nowego Światu. Ujęcie od strony wylotu ulicy Pierackiego (Foksal) w kierunku północnym. Na ulicy widoczni piesi i osoby na rowerach. W tle po lewej zburzona kamienica Malinowskiego (Nowy Świat 31)

Warszawa we wrześniu 1939. Tak wyglądało życie w bombardowan...

Ogień i blask bagnetów

Rano, około godziny dziewiątej, żołnierze tworzyli jeszcze stanowiska bojowe. Nagle z oddali wyłoniły się oddziały wroga. Od strony Wawrzyszewa - 3 bataliony, od Wólki Węglowej - czołgi. Poza tym prawie setka dział, moździerzy i broni maszynowej. Wieś płonęła. W powietrzu świszczały kule. Odpalono ckm-y. Przeciwnicy podchodzili coraz bliżej i bliżej. Wkrótce znaleźli się na wyciągnięcie ręki. Na wąskich uliczkach Placówki rozpoczęła się walka twarzą w twarz na broń białą, na śmierć i życie. W ruch poszły bagnety, kolby i granaty ręczne.

Z oddali wciąż napływały wojska niemieckie, które miały sporą przewagę liczebną. Nie było jednak odwrotu. Z odsieczą ruszyła formacja obronna Rudkowskiego. Na czele stanął sam major Kamiński z pistoletem w ręku. Niemcy, nie licząc się z własnymi stratami, rozpoczęli ostrzał artyleryjski. Rozpętało się piekło.

„Już nie było dystansu między atakującymi a obrońcami, jedni i drudzy razem ginęli, spleceni w śmiertelnych zmaganiach jak zapaśnicy na macie. (…) Oddziały obrońców rozpadły się na walczące z desperacją grupki, domy płonęły jak zapałki, dym i kurz zasłaniały niebo, utrudniały widoczność, tamowały oddech” - pisał we wspomnieniach Janusz Rataj.

Padł major Kamiński. Za chwilę kapitan Rudkowski i reszta dowódców. Na końcu porucznik Lange, zastrzelony - wbrew honorowi żołnierskiemu - już po bitwie, gdy był bezbronny. Walki ucichły przed południem. Niemcy wygrali, ale zapłacili wielką cenę. Rannych i zabitych było około 1500 nazistów. Wróg w popłochu wynosił poszkodowanych. Polaków jednak pilnował. Ludność cywilna nie mogła im pomóc aż do wieczora. Bilans był przerażający. Z 900-osobowego batalionu majora Kamińskiego poległo 600 żołnierzy, a 250 było rannych. Starcia nie przeżyli dowódcy. Ogrom tragedii sprawił, że bitwę o Placówkę nazywa się „Warszawskie Termopile”. Niemcy tego dnia już nie atakowali. Liczyli własne straty. Na chwilę udało się przerwać ich ofensywę.

Okrutna zemsta Niemców

Na bitwie nie skończyło się jednak nieszczęście Placówki. Następnego dnia Niemcy wzięli odwet na cywilach opatrujących rannych żołnierzy.

„_Zaczęli [Niemcy - red.] przetrząsać każdy kąt, jakby czegoś szukając, przekłuwali bagnetami poduszki i pierzyny. Potem wyprowadzili wszystkich przed dom i po oddzieleniu mężczyzn od kobiet i dzieci zaczęli ładować broń. Podniósł się straszny lament wśród dzieci, matki zaczęły zasłaniać im oczy, wciągając na głowy sweterki. Wtedy Niemcy wepchnęli z powrotem kobiety i dzieci do budynku. Gdy wróciliśmy do budynku, huknęły strzały. Egzekucja została dokonana. Jednocześnie poczuliśmy zapach dymu. To Niemcy podpalili dom, wrzucając przez okno do kuchni granat zapalający. (…) Niektórzy mężczyźni byli ranni i żyli jeszcze, gdy nas wyprowadzano. Ojciec mój wił się na ziemi w strasznych mękach. Widzieli to najbliżsi, lecz nie wolno było udzielać jakiejkolwiek pomocy. Sąsiad Kowalski, który dotychczas mieszka w Młocinach, twierdzi, że żywcem ich pochowano_” - wspominała Teresa Żółtowska.

Była to pierwsza zbrodnia wojenna Niemców w Warszawie. W egzekucji zamordowano kilkudziesięciu mieszkańców Wawrzyszewa, Placówki, Wólki Węglowej i Młocin. Mieszkańców przepędzono do obozu w Izabelinie, gdzie spali na gołej ziemi. Więźniowie trafili następnie do Błonia, a po kapitulacji stolicy odesłano ich do domów.

Polegli żołnierze zostali pochowani na Cmentarzu Wawrzyszewskim. W miejscu bitwy, w pobliżu obecnej Huty Warszawa i pętli Młociny, ustawiono pomnik.

Co ciekawe, wojenną zawieruchę przetrwał budynek, w którym mieściło się dowództwo 30. Pułku Strzelców Kaniowskich. Willa Gessnera była do niedawna zamieszkana. Dziś budynek stoi opuszczony, bez kanalizacji i dostępu do ciepłej wody. Zamurowano otwory na okna, a na elewacji umieszczono tabliczkę: „Zakaz użytkowania budynku”. Czeka na generalny remont. A także na upamiętnienie wydarzeń sprzed osiemdziesięciu lat.

ZOBACZ TEŻ |Willa Gessnera. Słynna twierdza z września 1939 niszczeje. Przetrwała "Warszawskie Termopile", dziś jest w ruinie

Korzystałem z: książki „Bielany. Przewodnik historyczny” Jarosława Zielińskiego, wspomnień żołnierzy 30 Pułku Strzelców Kaniowskich oraz karty budynku przy ul. Palisadowej 7 znajdującej się w Gminnej Ewidencji Zabytków.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie