Więźniowie uczą się życia bez alkoholu w zakładzie karnym w Grudziądzu

Redakcja
Więźniowie podczas zajęć z terapeutą odgrywają scenki m.in. z ich życia rodzinnego. Na oddziale terapeutycznym ZK nr 2 przebywa w sumie 30 osadzonych
Więźniowie podczas zajęć z terapeutą odgrywają scenki m.in. z ich życia rodzinnego. Na oddziale terapeutycznym ZK nr 2 przebywa w sumie 30 osadzonych Przemek Decker
- Ona naprawdę chce być ze mną, ale boi się, że jak stąd wyjdę, to znowu zacznę pić i będę miał ją w d... - mówi jeden z osadzonych. Inny dodaje: - Byłem okropnym kłamcą. Wyniosłem to z domu. Czy rzeczywiście chcą sobie pomóc?

Czterech więźniów-alkoholików ustawia się w środku sali naprędce tworząc kwadrat. Jeden gra uzależnionego od picia ojca, pozostali wcielają się w role żony i dzieci: stoją, patrzą na siebie, czekają na jakiś zwrot akcji, na wdarcie się chaosu w stan rzeczy.- Takich "gier" nie zastąpi żaden wykład - mówi Marta Mazurska, kierowniczka oddziału terapeutycznego w grudziądzkim Zakładzie Karnym nr 2."Gra" toczy się dalejNagle "głowa rodziny" wpada w nieopanowany szał. Zaczyna się szarpać i obijać o pozostałe osoby. Wygląda jak bila uderzająca o ściany stołu bilardowego. "Tata" jednak nie upada. Dzięki żonie i dzieciom, "kwadrat" przetrwał pijacką nawałnicę.Co czuła żona? - Złość, niepokój, strach, lęk - odpowiada.Jak amok ojca odebrały dzieci? Tak samo jak matka."Kwadrat" symbolizuje naznaczoną alkoholowym stygmatem rodzinę, a uczucia takie jak niepokój, złość czy lęk - "czy tata znowu wróci pijany?", to chleb powszedni wśród jej członków. Ale wniosków z tej zainscenizowanej przepychanki, która na co dzień odbywa się w wielu domach, jest więcej. - Rodziny nie pozwalają alkoholikowi upaść, ponieważ boją się, że przez to mogą się rozpaść i zupełnie utracić poczucie bezpieczeństwa. Dlatego trwają, często przez długie lata, "poobijane" i w potrzasku. Poza tym, picie to nie tylko problem osoby dotkniętej nałogiem, ale również jej najbliższego otoczenia - wyjaśnia Marta Mazurska.Więźniowie-alkoholicy, którzy tego słuchają kiwają głową - "święta racja", bo doskonale wiedzą, ile ich bliscy wycierpieli przez picie. Dlatego terapeutka głośno, sugestywnie, powtarza im jak buddyjską mantrę: - Nie możecie zapomnieć, że jesteście alkoholikami! Nie możecie zapomnieć, że ciągle musicie nad sobą pracować! Innej drogi nie ma."Nie kłam sobie""Pracować nad sobą" - w więzieniu, gdzie nie ma dostępu do wina czy wódki, jest łatwiej. Trudniej wyjść na wolność i z wiarą we własne siły przejść obok monopolowego bez zaglądania do środka. Tak potrafią tylko nieliczni. - Alkohol to potężny problem - mówi jeden z więźniów. - Wiele razy obiecywałem swojej kobiecie, że przestanę pić. Ale to były zwykłe kłamstwa. Tak, byłem okropnym kłamcą. Oszukiwałem sam się siebie, wyniosłem to z domu.Inny więzień wspomina niedawną rozmowę ze swoją "kobietą". Ma z nią dzieci. - Ona chce być ze mną, ale boi się, że jak stąd wyjdę to znowu zacznę pić i będę miał ją w d... - mówi osadzony. I dodaje, że widzi na horyzoncie swój rozwód z pijaństwem.Zdaniem Marty Mazurskiej to niestety jeszcze bardzo daleka perspektywa.- Terapia nie daje żadnej gwarancji na wyleczenie - przypomina terapeutka."Obiecaj mi!"Jednym z młodszych więźniów z oddziału terapeutycznego jest Szymon. Choć do odsiadki jeszcze trochę mu zostało, już martwi się czy nie sięgnie po butelkę i po zrobieniu jakiegoś głupstwa wróci za kraty. Taką perspektywą przerażona jest także jego dziewczyna. - 500 kilometrów jechała do mnie na widzenie. Ze łzami w oczach pytała mnie: "czy wszystko będzie dobrze?" Przecież nie mogłem jej odpowiedzieć: "tak", bo nie wiem jak będzie - relacjonuje Szymon.Inny więzień na to: - Dobrze zrobiłeś, że nie obiecywałeś. Ja wiele razy tak robiłem, a kończyło się jak zwykle: na piciu, agresji i wyzwiskach.Marta Mazurska do Szymona: - Byłeś uczciwy. To dobrze.Długie kolejkiNa oddziale terapeutycznym ZK nr 2 przebywa 30 więźniów. Przyjechali tutaj z całego kraju. Siedzą za przestępstwa mniejszego jak i najcięższego kalibru. Są to m.in. rozbójnicy, złodzieje, włamywacze. Zdarzają się także zabójcy. Łączą ich dwa słowa: nałóg i recydywa.Dostać się na więzienną terapię nie jest łatwo, bo chętnych nie brakuje. - Do 2016 roku wszystkie miejsca są zarezerwowane - podkreśla Marta Mazurska.Wśród osadzonych zdarzają się cwaniacy, którzy chcą się dostać na terapię, żeby "odpocząć" od zwykłego więziennego życia, gdzie rygor jest większy. Terapeuci twierdzą jednak, że większość osadzonych rzeczywiście chce się leczyć.Jak rozładować stres bez wódki?Terapia trwa trzy miesiące z możliwością przedłużenia o cztery tygodnie. O szybkie postępy przez tak krótki okres jest piekielnie trudno. Bo alkoholizm jest na ogół tylko zewnętrznym znakiem problemów psychologicznych, które bywają ukryte niezwykle głęboko.- Pierwszym etapem jest spowodowanie, aby więźniowie dotknięci nałogiem przyznali się przed sobą: "jestem alkoholikiem". Później pokazujemy im jak mogą bez sięgania po butelkę radzić sobie ze stresem, frustracją czy złością - tłumaczy Marta Mazurska.Ale terapia to nie tylko sesje psychologiczne. Jej elementem są także choćby spotkania więźniów z młodzieżą. M.in. w tym celu ZK nr 2 rozpoczyna współpracę z działającym w naszym mieście Ochotniczym Hufcem Pracy.

Religia i etyka w szkole. Kto ma kształcić nauczycieli etyki?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie