Zero waste. Bar bez słomek, kawa bez kubka, proszek do prania bez pudełka. Moda na nieśmiecenie dotarła do Warszawy

Przemysław Ziemichód
Zero waste. Bar bez słomek, kawa bez kubka, proszek do prania bez pudełka. Moda na nieśmiecenie dotarła do Warszawy Archiwum / Maksym Boldashev
W ulubionym barze dostajesz drinka bez słomki. Barman nie podaje też serwetki, a w kawiarni spakują ci fusy do słoika. Witaj w świecie zero waste. Miejscu, gdzie choć konsumujemy coraz więcej, coraz mniej wyrzucamy. Teraz moda na zero waste dociera do Warszawy. Na czym polega to zjawisko i czy jest się czego obawiać? Dalsza część artykułu poniżej.

Konsumujemy stanowczo za wiele, za dużo też śmiecimy. W skali globu niemal połowa produkowanej żywności trafia do kosza. Nawet jeśli kupione przez nas produkty nie wylądują na śmietniku, do kontenera powędrują zapewne plastikowa folia, butelka po napoju, kartonik po soku, kubek po kawie. Grupa ideowych przeciwników śmiecenia postanowiła jednak coś z tym zrobić. I tak narodziła się filozofia “zero waste”, czyli dosłownie zero odpadów.

Dlaczego ma to znaczenie? Bo na wysypiskach zaczyna brakować miejsca. Składowanie i wywóz odpadów, o czym niedawno boleśnie przekonał się Mokotów, stało się problemem także w skali lokalnej. Nie chodzi tu już tylko o dobre samopoczucie grupy “ekologów-tulidrzewek”, którzy wierzą, że lniane spodnie i płócienna torba na zakupy zbawią świat. Produkowanymi przez mieszkańców Warszawy śmieciami oddychamy każdej zimy, gdy zaczyna się sezon grzewczy. W domowych piecach lądują niepoddane odzyskowi kartony, kartoniki, folie, pojemniczki. Jemy i pijemy śmieci, gdy rozkładając się w lesie przesiąkają do wód gruntowych. Ptaki umierają jedząc wyrzuconymi na brzeg kawałkami plastiku, delfiny wplątują się w pływające w morzu śmieci. O uroczych foczka, które giną w męczarniach z plastikowymi torebkami na głowie nie będziemy nawet wspominać.

Jednym z głównych producentów śmieci, które każdego roku pozbawiają życia te urocze zwierzaki jest rynek produktów spożywczych. Codziennie kupujemy setki ton jednorazowych opakowań, które zamieniają się w odpady zaraz po tym, jak odejdziemy od kasy.

Jak można temu przeciwdziałać?
Jedna z głównych twarzy ruchu zero waste, Bea Johnson twierdzi, że może zmieścić śmieci z kilku lat w jednym słoiku. Kupuje kawę do własnego kubka, kaszę do własnego woreczka, a zupę przechowuje w termosie. Ekolodzy i delfiny na całym świecie jej dziękują, normalni ludzie patrzą jak na wariatkę. Warszawiacy, przynajmniej na razie, nie są aż tak radykalni. Nie tak dawno temu ilość produkowanych przez nas odpadów postanowiła zmniejszyć branża kawiarniana. Tu z odpadami walczy się dziś na co najmniej dwa sposoby. Pierwszym z nich jest akcja stowarzyszenia zero waste.

Kawa do kubka, fusy do słoika
W pięćdziesięciu lokalach stolicy kawę możemy dostać zaserwowana wprost do własnego kubka. Jeśli wybierzemy własne, wielorazowe naczynie zamiast styropianowego mordercy mew, możemy liczyć na zniżkę. Możliwość zaoszczędzenia złotówki na kawie za 15 złotych to wciąż za mało by obudzić w nas świadomość ekologiczną, ale z pewnością akcja #Zwłasnymkubkiem zasługuje na pochwałę.

Nieco inaczej do sprawy podeszło natomiast Organic Coffee. Tu śmieci możemy zabrać do domu w słoiku. I nie, nie mamy tu na myśli zużytych serwetek czy plastikowych mieszadełek. Zwykłe kawowe fusy, które psują krew hydraulikom i produkują metan wyrzucane do środowiska. Zamiast więc zanieczyszczać możemy oczyszczać. Z kawowych fusów da się zrobić środek do czyszczenia mebli albo peeling do oczyszczania twarzy. Tak przynajmniej przekonują właściciele Organic Coffee and more, którzy do słoiczka fusów dołączają też książeczkę z przepisami.

- Część z naszych baristów i właścicielek kawiarni już od dawna wykorzystało fusy do własnych peelingów w domu. Na początku lata postanowiliśmy pójść o krok dalej i rozdawać fusy z każdej kawiarni z instrukcją jak można je użyć w domach. Akcja potrwa tak długo, jak Goście będą wracać po fusy i będą nimi zainteresowani.W książeczce jest ponad 8 różnych zastosowań: jako środek czyszczący, nawóz do roślin, składnik kosmetyków czy pochłaniacz nieprzyjemnych zapachów. Każdy z pomysłów jest bardzo prosty i nie wymaga od Gości skomplikowanych mikstur - zazwyczaj wystarczy dodać wodę lub olej kokosowy czy żel pod prysznic - składniki, które każdy ma w domu - mówi Ewelina Błaszczyk, współwłaścicielka Organic Coffee.

Krok dalej idzie sklep ekoty.pl. Pod tą nieco mylącą nazwą nie kryją się wcale elektroniczne kociaki, a miejsce oferujące produkty zgodne z filozofią zerowych odpadów. - Najlepszym sposobem, aby nasza planeta była piękna i czysta jest ograniczenie wytwarzania odpadów, w szczególności opakowań i wszelkich produktów jednorazowych, których używamy przez moment, a natura musi radzić sobie z nimi przez stulecia - przekonuje sklep na swojej stronie internetowej. W asortymencie znajdziemy m.in. środki czyszczące, które można kupić bez opakowania i wyrzutów sumienia. W ofercie jest też bambusowa szczoteczka do zębów oraz sól do kąpieli w słoiku z odzysku.

Ocet zamiast cytryny
Myśli się ten, kto myśli, że nad redukcją śmieci pracują jedynie hipisi w lenonkach i rozciągniętych swetrach. Zero waste jest już fenomenem globalnym, a co za tym idzie, dotyka nas znacznie bardziej niż mogłoby się wydawać. Przykład? Finał zeszłorocznego globalnego konkursu barmańskiego World Class Competition upłynął pod hasłem Sustainability & Zero Waste. Zrównoważony rozwój (sustainability właśnie) to słowo klucz, które nawet w barach zaczyna odmieniać się już przez wszystkie przypadki. Na czym polega zrównoważony rozwój i polityka zero odpadów za barem? - Myślimy globalnie, kupujemy lokalnie. Przekładamy na bar znaną z gastronomi zasadę “od głowy do ogona”. Wiele produktów możemy wykorzystać na różne sposoby. To także ograniczanie ilości składników, których przydatność do spożycia szybko się kończy. Składniki nietrwałe przerabiamy np. na syropy - mówi Janusz Lemiesz, który przygotować musiał koktajle zgodne z duchem zero waste w ramach światowego finału konkursu World Class Competition 2017. W barze oznacza to, na przykład, że w zamiast tropikalnych cytrusów do zakwaszenia naszego drinka można użyć domowego octu. Na tym jednak nie koniec.

Warszawski bar bez śmieci
Według zasady “żadnych śmieci” działa w Warszawie Cosmo, czyli pierwszy bar zero waste. Do drinków używa się tu chwastów, pędów sosny i berberysów. A czego się nie używa? Z pewnością jednorazowych słomek oraz cytrusów. To, co można zrobić samemu powstaje na zapleczu baru. Sztuczne cytrusy z mieszkanki kwasów owocowych, syropy owocowe, suszone owoce do dekoracji. W ten sposób właścicielom Cosmo udało się stworzyć niemal nie wytwarzający śmieci bar.

Wszystkie opisane działania mają jeden wspólny mianownik - wymagają od nas, jako konsumentów minimalnego wysiłku. Nie musimy przykuwać się łańcuchem do drzew w puszczy, ani zamykać do końca życia w skalnej jaskini Tybetu, by choć trochę zmienić na lepsze otaczający nas świat. I to akurat bardzo dobrze. Tak długo jak tylko naszym celem jest faktyczna poprawa naszego środowiska, a nie samopoczucia.

Polacy wrócili do fast foodów

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

H
Huhu
A o co chodzi z cytrusami..?
No i cytrus a ocet.. to chyba coś innego, w smaku tym bardziej
Dodaj ogłoszenie