Trzecie życie "Lubeckiego". Zabytkowy statek wróci na Wisłę

Mariola Szczyrba

To ostatni taki bocznokołowiec w Polsce. Ma 50 m długości, 107 lat, przetrwał trzy wojny, dwa razy był zatopiony, kilka razy zmieniał nazwę, samym tylko „Lubeckim” jest już po raz trzeci. Tej wiosny, po remoncie, ma wrócić na Wisłę. Przez 15 sezonów będzie pływał z pasażerami na warszawskim odcinku rzeki. Więcej w artykule poniżej.

Nowe życie zaczynał już wiele razy. Był uczestnikiem burzliwej historii XX i XXI w. Śmiało można powiedzieć, że nie ma na niego mocnych. Dziś we wrocławskiej stoczni kończy się jego remont. - Jesteśmy na ostatniej prostej – zapewnia armator Rafał Hordejuk. Nazwa "Lubecki", namalowana półokrągło czarną farbą na białym tle, dumnie prezentuje się na statku.

Marzenie
"Lubecki" jest dla wielu osób ważny.
Rafał Hordejuk (wygrał przetarg na jego rewitalizację): - To spełnienie moich dziecięcych marzeń - mówi.

Marcin Lubieniecki, prezes firmy stoczniowej Malbo: - Takich statków już po prostu nie ma. Warto zachować choćby kawałek tej niezwykłej historii.

Roman Kamiński, syn sternika, który pływał na bocznokołowcu: - To był piękny statek. Do tej pory mam przed oczami ojca, który jak nikt inny potrafił przeprawiać się nim przez mielizny na Wiśle.

Warszawscy urzędnicy: - Miasto już długo czeka na “Lubeckiego”, ale wiemy, że warto.

"Poljak"
Jego historia zaczęła się w Sankt Petersburgu w 1911 roku, w stoczni braci Nobel, potentatów na światowym rynku ropy naftowej (rodzina Alfreda Nobla, wynalazcy dynamitu). Tu powstał holownik. W częściach, koleją został przewieziony do Włocławka. Rok później zmontowano go w zakładach Aleksandra Paruszewskiego i zwodowano pod nazwą "Poljak".

Statek

Oryginalna tabliczka z zakładów Paruszewskiego została zamontowana na statku

"Jako jednostka przeznaczona do żeglugi śródlądowej otrzymał stalowy, płaskodenny kadłub (jedyny, który sprawdzał się na wodach Wisły obfitujących w mielizny), o konstrukcji nitowanej oraz bocznokołowy napęd" - pisze Tomasz Wąsik, kierownik Muzeum Historii Włocławka. Statek wyposażony był w niskoprężny, 4-cylindrowy silnik naftowy „Nobel” o mocy 250 KM. Pozwalał on na rozwinięcie maksymalnej prędkości 8 węzłów, czyli ok. 16 km/h.


„Karl Blumwe” - taką nazwę nosił statek podczas II wojny światowej


"Lubecki" po raz pierwszy

"Poljak" holował barki z ropą na trasie Warszawa-Gdańsk. W 1915 r. po zajęciu stolicy przez wojska niemieckie został zarekwirowany i przydzielony do Schiffahrtsgruppe Ost Warschau, pod nazwą "Zimsen". Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości armatorem statku została Polska Żegluga Państwowa, a nazwę zmieniono na "Lubecki", prawdopodobnie na cześć ministra skarbu w rządzie Królestwa Polskiego - Franciszka Ksawerego Druckiego-Lubeckiego.

Po wybuchu wojny polsko-rosyjskiej, w 1920 r. statek trafił w ręce bolszewików. Po raz pierwszy został zatopiony pod Bobrownikami podczas ataku na Włocławek. Po odparciu bolszewików odholowano go do remontu. Potem trafił pod skrzydła Towarzystwa Transportu i Żeglugi Polskiej w Warszawie, a następnie Towarzystwa Przemysłu Naftowego "Bracia Nobel w Polsce" w Płocku. W 1935 r. został sprzedany firmie żeglugowej Lloyd Bydgoski S.A. w Bydgoszczy i znów holował na rzece barki z towarami.

"Karl Blumwe"
Długo jednak spokoju nie zaznał. Kiedy wybuchła II wojna światowa, statek służył jako jednostka pomocnicza Oddziału Wydzielonego rzeki Wisły, którego dowódcą był Roman Kanafoyski. We wrześniu 1939 r. podczas niemieckiego ostrzału komandor wydał rozkaz samozatopienia polskich statków (w tym “Lubeckiego”), by nie trafiły w ręce wroga.

"Wszystkie jednostki czwartego zespołu wraz z "Lubeckim" zostały skierowane w rejon Nowego Duninowa, gdzie w małej zatoczce przy lewym brzegu Wisły, na obszarze głębszej wody załogi rozpoczęły topienie statków. Na "Lubeckim" otworzono kingstony (zawory denne), jednocześnie wybijając łomami dziury w poszyciu kadłuba" – czytamy w książce "Historia na wodzie pisana. Dzieje holownika Lubecki".

Statek znów trafił na dno. Wkrótce po zakończeniu kampanii wrześniowej niemieckie władze okupacyjne podjęły decyzję o podniesieniu "Lubeckiego". Dziury w kadłubie pomagała załatać okoliczna ludność. Holownik został przekazany nowemu armatorowi - firmie "Bromberger Schleppschiffahrt" A.G. z Bydgoszczy. I znów zmienił nazwę. Od tej pory do końca wojny pływał po Wiśle jako "Karl Blumwe", a jego nowym patronem został XIX-wieczny przemysłowiec z Bydgoszczy.

W 1940 r. Niemcy próbowali uruchomić “Nobla”, czyli silnik statku. Okazało się, że nie jest to łatwe. - Do Bydgoszczy ściągnięto Eugeniusza Trofimiuka, mechanika z “Lubeckiego” – opowiada Marek Sandecki, współautor książki “Historia na wodzie pisana...”. - Warto dodać, że kiedy po wojnie, w 1958 r. wymieniano naftowy silnik holownika na dieslowski, ten stary przekazano do zbiorów Muzeum Techniki w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. W tym dniu zorganizowano pokaz pracy silnika, uruchomionego po raz ostatni przez Eugeniusza Trofimiuka. Po zakończonej prezentacji, tego samego dnia, mechanik, który przez 23 lata pływał na holowniku, zmarł w domu na zawał serca i odszedł na wieczną wachtę.

Sprawdziłam. Naftowego „Nobla” z „Lubeckiego” nie ma już w Pałacu Kultury. „Silnik ten nie jest już niestety własnością Narodowego Muzeum Techniki. Został przejęty przez Muzeum Zagłębia Staropolskiego w Sielpi Wielkiej k. Końskich” - odpowiedziało NMT.

- Trochę szkoda, mam nadzieję, że nie leży gdzieś zamknięty w pudle – mówi Roman Kamiński z Włocławka (jego ojciec był sternikiem na statku). - Takich silników już po prostu nie ma.

Podczas wojny "Karl Blumwe" pływał do Tarnobrzegu, holując m.in. barki wypełnione środkami chemicznymi. Te były wykorzystywane do wytwarzania energii cieplnej i dostarczane do niemieckich żołnierzy na froncie wschodnim. Towar przemycano również do oddziałów partyzanckich Armii Krajowej. Bywało też, że na statku w kotle centralnego ogrzewania ukrywały się osoby poszukiwane przez Gestapo.

"Lubecki" po raz drugi i "Warmia"
Po wojnie holownik po raz drugi został "Lubeckim". W 1946 r. wrócił do przedwojennego właściciela, firmy "Lloyd Bydgoski" S.A. Przeszedł remont, a dwa lata później został upaństwowiony. W latach 1956-1963 jego właścicielem była Warszawska Żegluga na Wiśle. Wraz z armatorem zmieniła się też nazwa statku. "Lubecki" został "Warmią" i holował barki wypełnione kamieniami, rudą żelaza i innymi towarami.

- Jako dziecko spędzałem na “Warmii” właściwie każde wakacje, każdy wolny dzień. To był rodzinny statek, tam się żyło jak w domu – wspomina Roman Kamiński, syn sternika statku. - To był fascynujący holownik. Miał ręczny ster, można było kołem zakręcić. Jako dzieci wieszaliśmy się na nim, a mój ojciec nieraz nas za to ochrzanił – dodaje.

Zdaniem pana Romana (rocznik 1946), to było zupełnie inne pływanie niż dzisiaj. - Teraz statki mają echosondy, a kiedyś trzeba było umieć przeprowadzić taką “Warmię” przez mielizny. Holowała siedem czy osiem barek z towarami, a mój ojciec był mistrzem tzw. ruksu, czyli szarpnięcia statku przy przeprawie na przemiale – opowiada. - To dzięki “Warmii” nauczyłem się “czytać” rzekę.

Po wycofaniu ze służby w 1972 roku, statek zacumował w porcie praskim w Warszawie. Wkrótce potem trafił pod skrzydła Klubu Sportowego "Stal", działającego przy Fabryce Samochodów Osobowych na Żeraniu. W 1985 r. holownik został osadzony na plaży klubu na Zalewie Zegrzyńskim, w Wierzbicy koło Serocka. Od 2001 r. należał do Yacht Clubu Marina. Na rufie zrobiono nadbudówkę i urządzono w niej restaurację.

"Lubecki" po raz trzeci
To na plaży w Serocku przez przypadek trafił na niego Tomasz Wąsik, historyk z Włocławka. W 2005 r. towarzystwo miłośników tego miasta rozpoczęło akcję mająca na celu sprowadzenie statku do Włocławka i przywrócenia go Wiśle. Udało się załatwić sponsora, "Warmia" została odkupiona przez firmę Hydrobudowa i w 2005 r. odholowana do Włocławka. W tym czasie zapadła także decyzja o przywróceniu jednostce jej przedwojennej nazwy - "Lubecki".

“Pomóż uratować bohaterski statek” - apelowali do mieszkańców organizatorzy zbiórki pieniędzy na renowację jednostki (statek miał uświetnić obchody stulecia Włocławka). Ostatecznie jednak nie udało się zebrać wystarczającej kwoty i Hydrobudowa odstąpiła zabytek Warszawie, w formie darowizny.

Stolica ogłosiła przetarg na rewitalizację holownika. Wygrał go armator z Wrocławia - Rafał Hordejuk, właściciel firmy Żegluga Wrocławska. Według umowy (w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego) całość kosztów remontu "Lubeckiego" leży po jego stronie. Miasto ponosi jedynie koszty nadzoru autorskiego, dla technicznej kontroli prowadzonych prac. Po rewitalizacji, według umowy, przez 15 sezonów statek ma wozić pasażerów po Wiśle.

Statek

Walka
Tak w 2012 r. "Lubecki" trafił do wrocławskiej stoczni, a jego rewitalizacją zajęła się firma Malbo. Od tego czasu trwa walka o przywrócenie go rzece, a remont znacznie się przedłużył.

- Samo przygotowanie dokumentacji technicznej miało trwać rok, a przedłużyło się do trzech lat. Musieliśmy poprawić błędy w projekcie i dokumentach, wprowadzić zmiany, a z czasem zmieniły się ceny i wiele rozmów oraz negocjacji trzeba było rozpocząć na nowo - tłumaczy armator Rafał Hordejuk.

Przyczyny opóźnień wyjaśnia również Mariusz Burkacki, rzecznik prasowy Zarządu Zieleni Miejskiej w Warszawie. - Wynikają one z jednej strony z bardzo skomplikowanej materii zagadnienia oraz zmiany przepisów UE, ale też przede wszystkim weszły tutaj zmiany konstrukcyjne, dotyczące głównie przeniesienia napędu oraz samego napędu, uwagi Polskiego Rejestru Statków, stan kadłuba i analiza możliwości samej przebudowy - wymienia. - Wiele z zastosowanych rozwiązań zostało zaprojektowanych indywidualnie dla "Lubeckiego" - dodaje.

Pamięć
Ciepły, marcowy poranek we Wrocławiu. Z Marcinem Lubienieckim, prezesem firmy Malbo, spotykamy się w jego biurze przy ul. Michalczyka, tuż obok stoczni. W centralnym miejscu pokoju wiszą projekty bocznokołowca "Lubecki". - Możemy tu zobaczyć różne etapy rewitalizacji statku - tłumaczy Marcin Lubieniecki.

Jego firma remontuje statki z różnych części świata. Skąd zainteresowanie "Lubeckim"? Prezes wspomina film "Rejs" ze słynnym parostatkiem wycieczkowym, który naprawdę nazywał się "Dzierżyński". - Ludzie do dzisiaj uwielbiają ten film, "rzucają" tekstami z komedii Piwowskiego, a sam parowiec leży gdzieś na dnie, zapomniany - mówi. - Takich statków już po prostu nie ma. Dlatego, kiedy się dowiedziałam, że jest szansa na uratowanie "Lubeckiego", od razu mnie to wciągnęło. Tyle tylko, że w przypadku tego statku to nie było łatwe zadanie.
Dlaczego? - Bo to wiekowy holownik, a my mieliśmy zrobić z niego statek pasażerski – tłumaczy prezes.

Statek

Umowa z armatorem była taka, że jak największa część zabytkowego kadłuba musi zostać odnowiona. Po rewitalizacji na statku zostały oryginalne części giganta - nitowany dziób i rufa, wypuszczone z zakładów Paruszewskiego w 1912 r. Świadczy o tym oryginalna tabliczka, którą można zobaczyć na pokładzie.

Na statku trzeba było m.in. przebudować toalety i dostosować je do współczesnych czasów. Armator chciał też zamontować echosonar. - Zdecydowaliśmy się również na okna i barierki, dzięki czemu ludzie będą mogli podziwiać z “Lubeckiego” panoramę Warszawy i robić zdjęcia - mówi.

Ostatnia prosta
Budowniczy Dezyderiusz Gbiorczyk codziennie dogląda "Lubeckiego" we wrocławskiej stoczni. To miejsce szczególne, położone w najwyższym punkcie Odry. Wszędzie przy statkach i barkach uwijają się robotnicy, hydraulicy, spawacze. Bocznokołowiec zacumował przy brzegu. Pomalowany na biało kadłub z napisem "Lubecki", czerwone, potężne koła po bokach, zielony pokład. Na dziobie czarna kotwica w starym stylu. - Połączyliśmy stare z nowoczesnością, bo np. mamy na statku klimatyzację - Dezyderiusz Gbiorczyk pokazuje mi dużą skrzynię. - Dzięki temu przez całą zimę pomieszczenia były ogrzewane.

Na dolnym pokładzie znajdzie się bar ze stolikami dla gości, krzesłami w pasy i stylowymi lampkami. Na razie meble są jeszcze zabezpieczone folią. Na górze pojawią się leżaki. Są też już wyposażone toalety dla pasażerów, również niepełnosprawnych oraz kajuty z łóżkami dla załogi. Ozdobą górnego pokładu jest koło sternika. - Ze względów bezpieczeństwa nie będzie się kręciło – tłumaczy Gbiorczyk. - Za to pasażerowie zrobią sobie przy nim zdjęcia.

Statek
Budowniczy Dezyderiusz Gbiorczyk pokazuje nam nową maszynownię

- Jesteśmy już na ostatniej prostej - mówi Rafał Hordejuk, armator "Lubeckiego". - Kończymy jeszcze hydraulikę, elektrykę potem będziemy łączyć ją z głównym napędem i w kwietniu zaczniemy próby na wodzie. Do pomalowania zostało jeszcze 20 procent statku, musimy też wstawić meble na górnym pokładzie, ale najważniejsze rzeczy już są. Mam nadzieję, że w kwietniu statek pozytywnie przejdzie wszystkie odbiory, a kiedy pojawi się "okienko" pogodowe, wypłynie w rejs z Wrocławia do Warszawy, przez Szczecin i Gdańsk. Jednorazowo może zabrać na pokład 249 osób.

Pierwszy rejs
Po ubiegłorocznych zapowiedziach, tym razem warszawscy urzędnicy są ostrożni w ogłaszaniu terminu wypłynięcia statku na rzekę. - Z dużą ostrożnością myślimy o terminach kwietniowych i majowych - przyznaje Mariusz Burkacki, rzecznik ZZM.

Pierwszy rejs będzie sporym przedsięwzięciem. Statek ma dopłynąć z Wrocławia do Szczecina, a później – ze względu na swoje duże gabaryty – zostanie odholowany drogą morską do Gdańska. - To przedsięwzięcie wymagające wielu wysiłków – mówi Burkacki. - Po tym etapie statek ma o własnych siłach dopłynąć do Warszawy. Tutaj czynnikiem determinującym realizację założeń są stany wody, głównie na Wiśle, umożliwiające żeglugę. Wiemy, że z tymi warunkami w ostatnich latach bywało różnie, ale jesteśmy dobrej myśli – dodaje.

Na co dzień "Lubecki" najprawdopodobniej będzie startował w Warszawie z bulwaru Karskiego (kursy w godz. 10 - 19 i wieczorami o 20. i 21.). - Tam rezerwujemy mu miejsce. Oczywiście będzie pływał po Wiśle na odcinku warszawskim, ale nie wykluczamy też innych, być może dłuższych tras - zaznacza rzecznik.

Zaszczyt
Armator Rafał Hordejuk przyznaje, że "Lubecki" jest spełnieniem jego młodzieńczych marzeń. Miłość do żeglugi ma we krwi, po ojcu, który pływał na statkach, by w końcu zostać armatorem we Wrocławiu. Czy nie żałuje, że zaangażował się w rewitalizację “Lubeckiego”? - pytam, bo koszty remontu znaczenie przekroczyły początkowe założenia (nieoficjalnie z 4,5 mln zł do prawie 8 mln zł - armator nie chce na razie podać ostatecznej kwoty).

- Nie żałuję, bo do odważnych świat należy - śmieje się. - Można powiedzieć, że "Lubecki" to dzieło mojego życia. Wszystko jednak okaże się, jak statek zacznie pływać z pasażerami po Wiśle. Wtedy będę mógł stwierdzić, czy naprawdę nie ma czego żałować.

To samo pytanie zadaję prezesowi firmy Malbo, która odnawia “Lubeckiego”. Marcin Lubieniecki pokazuje mi zeszyt z nazwami statków, które remontował. - Z wykształcenia jestem okrętowcem, entuzjastą. A to jest historia mojego życia zawodowego. Tylko duże jednostki, które remontowałem od 1979 roku. Teraz, już w prywatnej firmie, jestem przy numerze budowy 223. Wielu z tych statków już nie pamiętam, a "Lubeckiego" nie zapomnę do końca życia. No i będzie tam tabliczka z nazwą mojej firmy, o którą walczę od 25 lat. To zaszczyt - dodaje.

Korzystałam m.in. z książki “Historia na wodzie pisana. Dzieje holownika Lubecki” T. Wąsik, M. Sandecki

Patron statku
Książę Franciszek Ksawery Drucki-Lubecki herbu Druck (1779 - 1846) – polski polityk, minister skarbu Królestwa Polskiego w latach 1821–1830, minister prezydujący w Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych i Policji Królestwa Polskiego w grudniu 1830 roku, członek Komisji Najwyższej Egzaminacyjnej przy Radzie Stanu Królestwa Kongresowego w 1830 roku, członek Rządu Tymczasowego Królestwa Polskiego w 1815 roku, założyciel Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego (1825) i Banku Polskiego (1828).

POLECAMY TEŻ:


Wideo

polecane: Flesz: Więzienie za przekręcanie liczników

Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

19.03.2019, 22:39

....a jakiś czas temu był pomysł na statek Chopin (?)...ale zacumował w Grudziądzu z powodu niskiego stanu wody. Nie wiem co było dalej...

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3