Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Warszawskie metro w latach 90. Za krótkie pociągi, bez bramek wejściowych i masy ekranów. Nostalgiczna podróż na archiwalnych zdjęciach

Kamil Jabłczyński
Kamil Jabłczyński
Użytkując warszawskie metro na co dzień, nawet jeśli robimy to od lat, zazwyczaj nie dostrzegamy zmian, które zachodzą w systemie warszawskiej kolei podziemnej. Tymczasem od kiedy rozpoczęła ona swoją regularną działalność, w 1995 roku, było ich naprawdę sporo. Wybraliśmy kilka z nich. O wielu rzeczach już zapomnieliśmy, brak niektórych elementów może dziś zszokować.

Archiwalne zdjęcia metra na przestrzeni lat

Warszawskie metro w latach 90. Za krótkie pociągi, bez brame...

Kasowniki zamiast bramek

Gdybyśmy przenieśli się dzisiaj w czasie np. do lat 90. XX wieku pierwszy szok spotkałby nas już po pokonaniu pierwszych schodów pod poziom ulicy. Metro w Warszawie w pierwszych latach funkcjonowania nie miało bramek wejściowych. To nie oznacza, że podróż całkowicie darmowa. Bilety kasowało się w kasownikach przyczepionych na ścianach. Przypominały przyczepione do ścian dziurkacze. Bilety były miękkie i papierowe, więc wszystko się zgadzało.

YouTube - https://youtu.be/YImm2ZHKK1k

Dopiero później (w okolicy 2000 roku) pojawiły się bramki i bilety kasowane przez maszynę z nadrukowaną godziną i datą skasowania i kołowrotkiem, który odblokowany zostaje po zbliżeniu ważnej karty lub po wsunięciu ważnego biletu. Przez lata bramki otaczał dość niski płotek. Na tyle niski, że mieszkańcy często by omijać bramki otwierali wyjścia ewakuacyjne. Zjawisko występowało szczególnie często na stacjach z największymi potokami pasażerskimi. Do dziś trwa zresztą dyskusja czy bramki w metrze są w ogóle potrzebne.

Za krótkie pociągi?

Dziś całkowitym szokiem byłyby pociągi, które jeździły na pierwszym otwartym odcinku. Nie dlatego, że dziś już nie można ich spotkać (były to składy z wagonów rosyjskich serii 81), ale były znacznie krótsze. Początkowo pociągi wyjeżdżały w zestawieniu trzywagonowym, od 1997 roku w czterowagonowym. Zatem przez kilka lat jeździły składy do których trzeba było dobiegać, bo były widocznie krótsze niż peron stacji. Pociągi zapełniające całą stację zaczęły pojawiać się w 2001 roku za sprawą nowych hiszpańskich składów - Alstom Metropolis. Trafiały do stolicy przez kilka lat.

Krótki (zaledwie trzywagonowy) pociąg metra na stacji Politechnika. Niestety nie udało mi się znaleźć lepszego archiwalnego ujęcia.YouTube (kanał Bloxi) - https://www.youtube.com/watch?v=81Beh9uTCs4

Później Warszawa zdecydowała się także dokupić wagony rosyjskie, do stolicy docierały kolejne dostawy i pociągi można było wydłużyć. Kilka lat później zdecydowano się także na zakup zmodyfikowanych pociągów serii 81 z Rosji. Pasażerowie lubili jednak na nie narzekać przez problemy z cyrkulacją powietrza. Zazwyczaj było w nich duszno i gorąco. Na pewno pamiętacie za to stary system informacji pasażerskiej. Osobiście go uwielbiałem - czytelny i prosty. Jednak wraz z rozwojem metra i innych dziedzin transportu rozpiskę na niebieskim tle i pomarańczową mapę zastąpiły schematy na białym tle. Czy lepsze? Mam pewne wątpliwości.

Pierwotny system informacji pasażerskiej w metrzeWojciech Barczyński

Ekrany w metrze

Teraz bez problemu możemy zweryfikować za ile przyjedzie kolejny pociąg, a także jaki. Ekrany pokazują nam składy rosyjskie (także z podziałem na klasyczną serię 81 i nowsze kupione w 2007 roku), Alstom Metropolis, Siemens Inspiro i Skodę Varsovia. W pierwszych latach były wyłącznie tablice odliczające czas od odjazdu ostatniego pociągu, które znajdują się zresztą na stacjach do dzisiaj. Na stacji metra Wierzbno pojawiły się nawet tablice, które pokazują dogodne przesiadki do tramwajów i autobusów. Pokazują za ile będzie środek transportu i w jakim jedzie kierunku. Słyszymy zapowiedzi, że takich tablic będzie więcej!

Koniec trasy na stacji Słodowiec i ekran z trasą metra na początku 2008 roku. Michał Rogala

Wyjątkowy głos

Na samym początku zupełnie inny głos odczytywał następne stacje w metrze, inne były sygnały - nie tak charakterystyczne jak teraz. Dopiero później (w 1998 roku) pojawił się najbardziej legendarny głos Ksawerego Jasieńskiego. Absolutnie uwielbiany przez mieszkańców. Legenda głosi, że nagrał na zapas różne wersje dopiero planowanych stacji. Częściowo prawdziwa, ale niektóre nazwy miał dogrywać już w podeszłym wieku. Jak mówi nam osoba związana z metrem, Jasieński jako perfekcjonista nie był do końca zadowolony z nagranych dźwięków, a ponieważ we znaki daje mu się podeszły wiek to nie miał wystarczająco siły na wszystkie poprawki. Dlatego też nowe nazwy i komunikaty przedstawia Maciej Gudowski. Nie wiemy jednak czy jest plan całkowicie zastąpić w metrze Pana Ksawerego - oby nie!

W metrze na początku nie było też reklam albo było ich nie wiele. Z czasem przybywało bilbordów, reklam w pociągach, ekranów w pociągach i innych rozwiązań. Pojawiły się też nietypowe wynalazki jak kapsuła z bankomatem. Uwagę przykuwały informacje o ćwiczeniach służb (m.in. straży pożarnej) czy antyterrorystów w nocy i spektakularne zdjęcia ich akcji. W 2009 roku pojawiły się oznaczenia dla niewidomych w metrze, które także z czasem rozwijano. Warszawski system metra otwarty jest na wszelkiego rodzaju wynalazki i innowacyjne rozwiązania np. wspomagające niepełnosprawnych.

Nowe oznaczenia dla niewidomych - 2009
Nowe oznaczenia dla niewidomych - 2009Polska Agencja Prasowa

Pamiętacie jeszcze metro wahadłowe? W trakcie budowy pierwszej linii metra przez pewien czas pociąg wahadłowy jeździł między stacjami Plac Wilsona i Marymont. Możemy znaleźć wpis "Życia Warszawy" z 2008 roku informujący, że przez ostatnich 15 miesięcy (!) między stacjami Plac Wilsona i Marymont kursował tylko pociąg wahadłowy.

Jeśli chodzi o różnice to mieszkańcy stacji Racławicka na pewno pamiętają dodatkowe światła, które oświetlały sklepienie stacji zza ścian zatorowych. Oślepiało ono jednak maszynistów i od lat nie działa. Parę lat temu można było je jednak znów kilkukrotnie zobaczyć.

Stacja Metra Racławicka w 2001 roku
Kiclaw

Metro to też funkcja miastotwórcza. Wszyscy chyba pamiętamy jak wyglądało otoczenie stacji Kabaty po otwarciu linii M1. Dookoła wyjść z metra błoto, pojedyncze bloki w oddali i żadnych gęstych zabudowań. Dziś jest zupełnie inaczej. Niedawno sprawdzaliśmy jak wyglądają okolice przyszłej stacji metra Karolin i można odnieść wrażenie, że historia lubi się powtarzać.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wideo
Wróć na warszawa.naszemiasto.pl Nasze Miasto