Kopanie rowów, czyli... archeologia po nowosolsku

Redakcja MM
Redakcja MM
Już wtedy lansowano anglojęzyczne nazwy kraju pochodzenia. (Fot. Filip Pobihuszka)
Już wtedy lansowano anglojęzyczne nazwy kraju pochodzenia. (Fot. Filip Pobihuszka) Ilustracja Redakcji MM
Nie trzeba być archeologiem, by wyciągać z ziemi przedmioty z poprzedniej epoki. Zdarza się to też budowlańcom. I choć znaleziskom przeważnie daleko do bursztynowej komnaty, to na pewno mogą cieszyć nie tylko oko.

Czy śmieci mogą być interesujące? Może, o ile chodzi o śmieci, które leżą w ziemi od 80 czy 90 lat, lub nawet dłużej. I wcale nie trzeba być archeologiem, by znaleźć jakiś ciekawy przedmiot, kryjący sobie tylko znaną historię. Wystarczy poczekać, aż w mieście rozpocznie się sezon na... kopanie rowów. Nie inaczej. Często podczas wymiany kanalizacji czy budowy nowej drogi, ziemia odsłania pamiątki po niegdysiejszych mieszkańcach Nowej Soli. Można wtedy natknąć się na butelki czy fragmenty ceramiki, które przy odrobinie szczęścia opatrzone będą jakąś sygnaturą bądź logo.
By nie być gołosłownym – moja własna kolekcja powiększyła się w ten sposób np. o flaszkę pochodzącą z browaru braci Engelhardt. Firma swoją główną siedzibę miała w Berlinie, jednak istniało też sporo filii, m.in. w Jeleniej Górze czy Wrocławiu. Warto też wspomnieć, że owi bracia byli ostatnimi przed II wojną światową właścicielami nowosolskiego browaru.
Tą i jeszcze jedną butelkę znalazłem kilka miesięcy temu na rogu ul. 1 Maja i Matejki. Obie leżały grzecznie ułożone przy wykopie, za co troskliwej ekipie budowlanej należą się podziękowania. Zapach resztek piwa, jaki dostał się do mojego nosa po zerwaniu kapsla – bezcenny.
Skąd jednak w ziemi tego typu fanty? Czyżby znani ze swej dokładności i czystości Niemcy, byli aż takimi bałaganiarzami? I do tego pili w pracy? Po odpowiedź udałem się do miejskiego muzeum. Jak wiadomo, obecnie cała Nowa Sól przeżywa wymianę sieci kanalizacyjnej, co sprzyja różnym odkryciom. - Ostatnio tego typu prace były prowadzone w latach 20. ubiegłego stulecia i najprawdopodobniej wtedy butelki znalazły się w wykopach – mówi dyrektor placówki, dr Tomasz Andrzejewski. - Wyrzucanie różnorakich śmieci do wykopanych dołów nie było niczym niezwykłym – dodaje.
Jak wytłumaczyć jednak dziesiątki, jeśli nie setki, potłuczonych talerzy, kubków i misek, jakie dało się gołym okiem zaobserwować nad Odrą, podczas budowy portu? T. Andrzejewski wysnuwa hipotezę, że odpowiedzialni mogli być sami Polacy. - Znam historię o zabużanach, którzy zostali przesiedleni po wojnie do jednej z podnowosolskich wsi. Gdy zajęli jedno z poniemieckich gospodarstw ich oczom ukazało się kompletne wyposażenie, jakie zostało po poprzednich właścicielach – opowiada.
- Była tam toaleta, kuchnia westfalka, meble... Pierwsze co zrobili, to wszystko wyrzucili. Dlaczego? - Bo to niemieckie – tłumaczy T. Andrzejewski. - Ale to już świadczy o innym problemie. Różnica cywilizacyjna między Kresami, a terenami, na których się dziś znajdujemy, wynosiła nawet ponad 100 lat. Tu przecież była nowoczesna, zachodnia Europa. Stąd tak długo po wojnie zostawali tu niemieccy fachowcy. To dlatego zakłady NFN Odra i Dozamet prosiły o ich niewysiedlanie – dodaje.
- Mi osobiście nic takiego się nie przytrafiło – mówi Małgorzata Naumowicz, która zbudowała większość nowosolskich rond. – Ale znam tego typu przypadki z opowieści. Mąż pracuje na koparce, więc też czasami na coś trafia. Przeważnie są to butelki, talerze... Kiedyś zdarzył się żeliwny garnek z logo nowosolskiej odlewni – mówi. – Częściej zdarzają się współczesne nam śmieci – dodaje.
Temat nie jest obcy także dla Waldemara Wrześniaka, szefa MZGK. – Kiedyś docierały do mnie takie informacje. Rzadko, bo rzadko, ale zdarzało się – przyznaje. – Wiem, że kilka lat temu przy ujęciu na ul. Wojska Polskiego kierownik znalazł jakieś stare, niemieckie monety – mówi. – Teraz większość prac prowadzona jest przez firmy zewnętrzne, więc dawno już nie słyszałem o tego typu niecodziennych znaleziskach – dodaje W. Wrześniak.
Trzeba jednak pamiętać, że każdy kij ma dwa końce. Nie zawsze łyżka koparki może natknąć się na szkatułkę ze skarbem. Przecież zaledwie w kwietniu ubiegłego roku kożuchowskie gimnazjum było ewakuowany dwukrotnie w ciągu dwóch tygodni. A wszystko za sprawą kilkuset sztuk pocisków, granatów i pancerfaustów.
Autor artykułu: Filip Pobihuszka

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie