Najniebezpieczniejsza misja w historii, do kraju o którym nic nie wiedzieli

Kamil Jabłczyński
Kamil Jabłczyński
Samolot Liberator
Samolot Liberator Muzeum Powstania Warszawskiego
W RPA tę historię słyszy każdy, kto chce zostać pilotem. Żołnierze walczący w stolicy Polski otrzymywali pomoc od 31 Dywizjonu Bombowego SAAF (South African Air Force). Od lotników pochodzących z południa Afryki, a więc z drugiego końca świata. Poznajcie historie bohaterskich załóg, które wykonywały śmiertelnie niebezpieczne loty nad Warszawą.

Większość lotów nad Warszawę odbywała się nocą z terenu Włoch. Churchill zgodził się na dostawy zaopatrzenia do stolicy Polski. Zaznaczył jednak, że loty z Anglii będą zbyt wymagające i ryzykowne. Misję powierzył oddziałom stacjonującym w Brindisi i Foggi. To między innymi 178 Dywizjon RAF, a także 31 i 34 Dywizjon SAAF.

Loty należały nie tylko do niebezpiecznych, ale był wręcz śmiercionośne. Piloci musieli przelecieć około 1500 km nad terenami będącymi – w większości – pod butem III Rzeszy. Z uwagi na zagrożenie oświetleniem przez niemieckie reflektory, momentami trzeba było zniżyć się na pułap nawet do 200 metrów. Żeby wykonać precyzyjny zrzut nad placówką miejską lub podmiejską, trzeba było zejść jeszcze niżej – do mniej więcej stu metrów. To tuż nad dachami budynków.

Samolot Liberator

Najniebezpieczniejsza misja w historii, do kraju o którym ni...

Powietrzna walka nad Warszawą

Pamiętajmy, że lotnicy nie znali Warszawy. Antoni Tomiczek z 1586 Eskadry Specjalnego Przeznaczenia wspominał po wojnie, że miasto nocą było widoczne już nad Kielcami, przez pożary. To odległość prawie 180 km od stolicy. Jak lotnicy poruszali się po Warszawie? Lecieli nisko nad Wisłą, licząc mosty. Według instrukcji np. za trzecim skręcali w lewo i szukali umówionego znaku. Najczęściej sanitariuszki bądź łączniczki stały z latarkami lub paliły ogniska w uformowany znak np. koło lub strzałę.

Loty zaczęły się 4 sierpnia, ale SAAF wszedł do gry dopiero w nocy z 13 na 14 sierpnia. Jeden z liberatorów SAAF pierwszego dnia dostał się pod niemiecki ostrzał nad Starym Miastem. Po wyrzuceniu 12 zasobników wybuchł pożar, strzelca trafiono w rękę. Uszkodzeniu uległy instrumenty pokładowe i system hydrauliczny, odstrzelone zostały linki od dolnego statecznika. Szykowano się już do ewakuacji, ale pilot uciekł od ostrzału. Co więcej, sierżant zniszczył jeszcze reflektory wroga. Do bazy wracali bez nawigacji. Na ślepo. Powrót trwał około jedenaście godzin. Na szczęście przeżyli.

Polscy lotnicy z samolotem Halifax w BrindisiMuzeum Powstania Warszawskiego

Inną maszynę zaatakowały niemieckie myśliwce. Samolot stracił silnik. Jeden z czterech. Nad Starym Miastem udało się dokonać zrzutu, po czym okazało się, że uszkodzony jest też drugi silnik. Samolot płonął, a jego pilot robił wszystko, żeby ocalić siebie i kompanów. Ostatecznie udało się go posadzić na Okęciu. Zarył dziobem o ziemię. Szybko zjawili się Niemcy, a członkowie załogi trafili do niewoli. Jeden z nich zmarł wkrótce na skutek odniesionych obrażeń. Oprócz tej załogi jedna z maszyn awaryjnie lądowała w Kijowie. Tam została internowana przez Sowietów.

Krwawe niebo

„Piekło nie może budzić większego przerażenia […]. Poczułem suchość w ustach, a serce przeszył mi zimny lęk” – Michael Cauchi z 31 Dywizjonu Bombowego SAAF o widoku płonącej Warszawy. Wcześniej stolica była dla SAAF zagadką. Teraz wiedzieli, że lecą w przerażający i śmiertelnie niebezpieczny rejon. W nocy za 14 na 15 sierpnia dwie maszyny zostały zestrzelone. Wszyscy członkowie załogi zginęli. Jeden z samolotów runął na ziemię w rejonie ul. Miodowej, przy obecnej szkole teatralnej. Szybko wybuchł ogromny pożar, a jego świadkiem był późniejszy legendarny dziennikarz sportowy – Bohdan Tomaszewski, o czym wspominał po latach. Ze środka wyciągnięto ciała pilotów i pochowano. W 1947 ekshumowano je i przeniesiono do Krakowa. Na Miodowej powstała tablica upamiętniająca to zdarzenie, a nieopodal – przy katedrze – śmigło samolotu.

Jak niebezpieczne były loty nad Warszawę niech świadczy fakt, że łącznie tej nocy z 26 bombowców PAF, RAF i SAAF, Niemcy zestrzelili aż 8 maszyn. Lotnicy brytyjscy i południowoafrykańscy doświadczyli w powietrzu tego, co Polacy w 1939 roku. Jak mówią we wspomnieniach, mieli wrażenie, że ostrzał był zarówno ze strony niemieckiej jak i rosyjskiej.

Samolot LiberatorMuzeum Powstania Warszawskiego

Rosjanie przeszkadzali

Churchill mówił, że loty nad Warszawę nie mają znaczenia militarnego, natomiast chodzi tu o przyszłość polityczną. Wiedział, że Rosjanie będą robić wszystko, żeby Polska trafiła do ich strefy wpływów. I miał rację. Na prośbę o wskazanie lotniska na wschód od Warszawy, jako miejsca skąd można dystrybuować zrzuty albo lądować awaryjnie czy po zakończeniu misji, odmówili odpowiedzi. Z Rosjanami nie było współpracy.

Po trzech dniach okazało się, że 31 Dywizjon Bombowy SAAF stracił połowę swoich załóg. Kilka maszyn zestrzelono w rejonie Krakowa czy Tarnowa, gdzie bardzo aktywne były myśliwce Luftwaffe. Zdecydowano się zakończyć jego misję, podobnie jak brytyjskiego 178 Dywizjon Bombowy RAF. Kolejne loty podjęły inne jednostki brytyjskie.

Żołnierze z Republiki Południowej Afryki przestali latać nad Warszawę, a na początku września, gdy Powstanie słabło loty Aliantów w ogóle wstrzymano. Generał Tadeusz „Bór” Komorowski oskarżał wtedy Anglików o pozorowanie pomocy. Loty wznowiono w nocy z 10 na 11 września. Wtedy nad stolicę wyruszyło łącznie 20 samolotów polskich, brytyjskich i południowoafrykańskich sił powietrznych (w tym po raz pierwszy 34. Dywizjon SAAF) ale zadanie wykonało tylko 12. Powstańcy odebrali zaledwie kilka zrzutów.

Po kilku próbach, wobec negatywnego ustosunkowania się Rosji, każdy zdawał sobie sprawę, że z punktu lotniczego sytuacja jest beznadziejna, wskazywał Raport Dowództwa Sił Powietrznych. 13 września rozpoczęły się zrzuty sowieckie. Wtedy los powstania był już przesądzony. Oprócz tego do walki w Powstaniu sowieci od początku dopuścili też nieliczne oddziały Armii Ludowej oraz Batalionów Chłopskich, które nie potrafiły kompletnie odnaleźć się w walkach miejskich.

Załadunek zasobnikówMuzeum Powstania Warszawskiego

Łącznie nad Polską zginęło kilkudziesięciu członków załogi pochodzących z RPA. Byli wystraszeni, ale bardzo zdecydowani, by wykonać przyznaną im misję. Wcześniej nie wiedzieli nic albo prawie nic o Polsce. Nazwiska 37. z nich znajdują się na Murze Pamięci w Muzeum Powstania Warszawskiego.

Polegli lotnicy z RPA, którzy nieśli pomoc Warszawie: Perecy Coutts, Ralph Lawson, Alan Stott, Keith Fairweather, Herbert Brown, Robert Hamilton, Nicolaas Van Rensburg, Ray Lavery, John Branch-Clark, Reginald Stafford, Ben Wood, Joseph Meyer, Grattan Hooey, Peter Andrews, Cedrik Cooke, Terence O'Keefe, Harry Male, Gordon Pitt, Izaak Odendaal, Bernard Loxton, Arthur Hastings, Jacobus Erasmus, John Steel, Thomas Watson, Gordon Lawrie, Allan McInnes, Oliver Coleman, Herbert Lewis, Leonard Allen, Anthony Munro, Walter Klokow, Eric Impey, Douw Brandsma, Douglas Palmer, Eric Endler, Timothy Stewart, Allan McCabe.

Ćwiczenia WOT w pasie przygranicznym z Białorusią

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie