Napad na sklep w Kobyłce. "W Polsce ludzie boją się bronić, obawiają się konsekwencji"

Alicja Glinianowicz
Alicja Glinianowicz
Google Street View
Po napadzie na sklep w Kobyłce, podczas którego właściciel lokalu śmiertelnie ranił jednego z napastników, pojawiła się dyskusja na temat obrony koniecznej i jej granic. "W trakcie zamachu nie jesteśmy w stanie prawidłowo oceniać ataku na nas, emocje nam nie pozwolą. Z doświadczenia wiem, że człowieka najłatwiej zaskoczyć tam, gdzie czuje się bezpieczny" – mówi w rozmowie z nami nadkom. Dariusz Loranty były policjant kryminalny, przyznając, że w Polsce istnieje kultura poddawania się presji ataku i wiele osób obawia się konsekwencji obrony.

- Przepisy obrony koniecznej nakładają pewne warunki na to, kiedy możemy ją zastosować. Tymi warunkami są bezpośredniość ataku i jego realność. Sama obrona konieczna musi być proporcjonalna do ataku. Jako policjant uważam, że w momencie, gdy ktoś nas atakuje, nie mamy możliwości realnej oceny sytuacji – mówi nam nadkom st. spoc. Dariusz Loranty, były policjant kryminalny Wydziału Terroru Kryminalnego i Zabójstw KSP i ekspert ds. bezpieczeństwa. – Według mojego mniemania, obrona właściciela sklepu była proporcjonalna do ataku i mieściła się w artykule 25 Kodeksu Karnego – dodaje.

Napad na sklep w Kobyłce

Niedziela, 8 stycznia br. roku. Około godz. 23.30 dwóch zamaskowanych mężczyzn wchodzi do sklepu spożywczego w Kobyłce (woj. mazowieckie). Jeden z nich ma przy sobie przedmiot przypominający broń palną. Po chwili wywiązuje się szarpanina, w trakcie której właściciel lokalu śmiertelnie rani nożem jednego ze sprawców.

Policja znajduje ciało 25-latka w okolicy dworca PKP, kilkaset metrów od sklepu. Drugi z mężczyzn, biorących udział w napadzie, zostaje zatrzymany przez policję.

Napad na sklep w Kobyłce. Były policjant kryminalny analizuje nagranie

Internet obiegło nagranie z monitoringu, na którym widać całe zdarzenie, a w przestrzeni publicznej pojawiły się pytania dotyczące obrony koniecznej.

W rozmowie z nami nadkom. st. spoc. Dariusz Loranty przyznaje, że w tym przypadku obrona konieczna była adekwatna. Jak wskazuje rozmówca, właściciel, będąc na zapleczu, prawdopodobnie usłyszał hałas, wołanie o pomoc i wszedł do środka. Wówczas zobaczył dwóch napastników – jednego przy kasie, drugiego naprzeciwko lady. Jeden z nich trzymał wycelowaną w pracownicę broń.

- Dokładnie widać, że mężczyzna za ladą wpisywał jakieś kody na urządzeniu, znajdującym się przy kasie. Wygląda jakby znał ten system. Później dowiedziałem się, że on kiedyś pracował w "Żabce" – informuje nas rozmówca. – Właściciel, który pojawia się w sklepie ma coś białego w ręku, może kartka papieru, może ścierka. Widzi, że obcy człowiek jest przy kasie, więc zbliża się do niego. I wtedy sprawca odchodzi od kasy i robi dwa kroki w kierunku właściciela lokalu. Ten napastnik coś trzyma z tyłu w ręku, nie wiemy co.

Do szarpaniny dochodzi za ladą. Napastnik, trzymający broń, podbiega i zaczyna zza lady uderzać właściciela lokalu.

- Na filmie widać, że podczas przepychania się za ladą w pewnym momencie właściciel sklepu prawą ręką sięga na półkę i z półki bierze nóż. Prawdopodobnie tam były jakieś ciasta do krojenia. To jest bardzo ważny argument obronny dla niego. On za ten nóż chwycił dopiero w momencie, gdy zobaczył, co się dzieje. Złapał pierwsze z brzegu narzędzie. I w tym przypadku był to nóż – wskazuje policjant.

Nasz rozmówca zwraca uwagę na to, że ofiara w chwili ataku i silnych emocji nie ma możliwości rozpoznania czy sprawca posługuje się prawdziwą bronią.

- W rzeczywistości nie mamy możliwości rozpoznania, że atrapa nie jest prawdziwą bronią dopóki nie weźmiemy jej do ręki. Przecież atrapa do złudzenia wyglądem przypomina oryginał – zauważa nadkom. Loranty.

Napad na sklep w Kobyłce. "Mamy do czynienia cały czas z walką"

Pytamy, w którym momencie nastąpiłoby przekroczenie granic obrony koniecznej.

- Gdyby właściciel sklepu goniłby sprawców i poza sklepem dźgnąłby tego mężczyznę nożem, to wówczas byłoby to przekroczenie obrony koniecznej, ponieważ zagrożenie ustało. A tu mamy do czynienia cały czas z walką w sklepie, cały czas zagrożenie życia jest aktualne – wyjaśnia rozmówca.

W takiej sytuacji Kodeks Karny jasno mówi, że ofiara ma prawo do obrony.

- _W Polsce jest wręcz kultura poddawania się presji ataku. Może w tej chwili to powoli ustaje, ale nadal funkcjonuje taka tendencja do uspokajania sytuacji, żebyśmy tylko nie musieli się bronić_– słyszymy.

Kilka lat temu nastąpiła zmiana w przepisach, ustawodawca założył możliwość przekroczenia obrony koniecznej. Mówi o tym artykuł 25 paragraf 2a Kodeksu Karnego.

"Nie podlega karze, kto przekracza granice obrony koniecznej, odpierając zamach polegający na wdarciu się do mieszkania, lokalu, domu albo na przylegający do nich ogrodzony teren lub odpierając zamach poprzedzony wdarciem się do tych miejsc, chyba że przekroczenie granic obrony koniecznej było rażące" – czytamy.

Dariusz Loranty: "Ludzie boją się bronić"

- Ludzie w Polsce boją się bronić, jeśli nie jest to zabijanie czy gwałt. Wiele osób zazwyczaj poddaje się, ponieważ znacznie bardziej obawia się konsekwencji swojej obrony. Z dużym uznaniem przyjąłem zmiany w prawie, które przyjął rząd. To wręcz rewolucyjnym podejściem jest wprowadzenie paragrafu 2a w artykule 25 Kodeksu Karnego. Uznano, że mam prawo się bronić w każdy sposób ale tylko w miejscu zamieszkania. W trakcie zamachu nie jesteśmy w stanie prawidłowo oceniać ataku na nas, emocje nam nie pozwolą. Z doświadczenia wiem, że człowieka najłatwiej zaskoczyć tam, gdzie czuje się bezpieczny – przyznaje ekspert ds. bezpieczeństwa.

Minister Zbigniew Ziobro poinformował, że właściciel sklepu z Kobyłki dostał w śledztwie status pokrzywdzonego. "To bandyta ma się bać konsekwencji tego, że kogoś krzywdzi, a ofiara ataku ma prawo bronić swego życia i mienia" – podkreślił.

Jak podała prokuratura, dwaj napastnicy wcześniej próbowali włamać się do punktu zakładów bukmacherskich w innej miejscowości. Tam skończyło się na wybiciu szyby. Następnie sprawcy mieli zamówić taksówkę na aplikację, za którą nie zapłacili i chwilę później pojawili się w sklepie w Kobyłce.

Strefa Biznesu: Takie plany mają pracodawcy. Co czeka rynek pracy?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na warszawa.naszemiasto.pl Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie