MKTG NaM - pasek na kartach artykułów

Przemysław Wipler: Wokół Pałacu Kultury powinna natomiast powstać zabudowa wysokościowa

Joanna Grabarczyk
Joanna Grabarczyk
W wyborach samorządowych 2024 o fotel prezydenta Warszawy zawalczy Przemysław Wipler, kandydat Konfederacji i Bezpartyjnych Samorządowców na to stanowisko.
W wyborach samorządowych 2024 o fotel prezydenta Warszawy zawalczy Przemysław Wipler, kandydat Konfederacji i Bezpartyjnych Samorządowców na to stanowisko. Przemysław Wipler/Facebook
Przemysław Wipler, kandydat Konfederacji i Bezpartyjnych Samorządowców na prezydenta Warszawy, zobowiązał się do porzucenia swojej formacji politycznej, jeśli obejmie urząd po wyborach. W rozmowie z portalem i.pl opowiedział też o tym, jak widzi współpracę z warszawskimi deweloperami, na co należy położyć nacisk w rozwoju transportu miejskiego, a także jak przygotować Warszawę do wyzwań związanych z życiem "w epoce przedwojennej".

Spis treści

Konfederacja podzielona w sprawie kandydatury na prezydenta Warszawy

Podczas wtorkowej konwencji Konfederacji i Bezpartyjnych Samorządowców sporo wspominało się o legendarnym prezydencie Warszawy, Stefanie Starzyńskim. Wygląda na to, że Pana ugrupowanie chciałoby widzieć w Panu drugiego Starzyńskiego. Duże oczekiwania.

Przy całym swoim braku skromności nie miałbym tyle śmiałości, żeby porównać się do Stefana Starzyńskiego. Powiem więcej: mierzyć się z nim to tak wielkie wyzwanie, że niestosownym wydaje mi się porównywanie kogokolwiek z obecnie aktywnych polityków do postaci tego formatu.

Co do oczekiwań, wyraźnie nie sprostał Pan wymaganiom części członków Konfederacji, zrzeszonych wokół Grzegorza Brauna. Dlaczego brauniści nie poparli Pana jako kandydata na prezydenta Warszawy, a opowiedzieli się za poparciem Janusza Korwin – Mikke?

Nie jest tajemnicą, że w Konfederacji trwa poważny spór. Osobiście jestem za tym, żebyśmy zawalczyli o nasz byt jako szeroki projekt polityczny, wolnościowy w kwestiach gospodarczych, ale równocześnie szanujący rodzinę i tradycję, asertywny na poziomie Unii Europejskiej i odważny w walce o polską podmiotowość w wymiarze międzynarodowym. Tymczasem w Konfederacji dostrzegam drugi nurt, którego zwolennicy uważają, że powinniśmy być misyjni, do bólu wyraziści i wykonywać ostre gesty, nawet jeśli zrazi do nas tych aspiracyjnych i umiarkowanych wyborców. Różnice między tymi dwoma nurtami dotyczą nie kwestii ideowych czy programowych, ale tych związanych ze stylem uprawiania polityki i ogólnie działania. Wobec tak poważnych różnic w myśleniu o przyszłości Konfederacji trudno było oczekiwać, że poprą mnie przeciwnicy ciążenia naszej formacji bardziej ku politycznemu centrum i szukania wyborców również wśród sympatyków Trzeciej Drogi i Koalicji Obywatelskiej.

Uważam jednak, że to jest naturalny kierunek dla Konfederacji i dzięki temu uda nam się zająć miejsce PiS-u na polskiej scenie politycznej. W perspektywie czasowej dokona się to z powodów demograficznych, intelektualnych i ze względu na to, że świat się zmienia, a Polska i Polacy potrzebują dziś takiej prawicy, jaką jest Konfederacja i jaką może być Konfederacja.

Czemu w zasadzie w ogóle nie prowadził Pan kampanii „w terenie”?

Prowadziłem. Ale co to znaczy właściwie „prowadzić kampanię w terenie”? Chodzi o pokazanie się na bazarku, na którym ja normalnie robię zakupy? Rozumiem, że pan Bocheński przyjechał na bazarek obok mnie w Falenicy, ale on tam przybył pokazać się po raz pierwszy, a ja tam co sobotę rano muszę zrobić duże zakupy. Nie musiałem prowadzić tego rodzaju aktywności.

Poza tym uważam, że bardziej efektywna we współczesnym świecie jest kampania prowadzona za pośrednictwem mediów elektronicznych i społecznościowych. Dzięki nim docieram do większej liczby osób niż spotykając się z nimi bezpośrednio albo robiąc ustawki typu: „Hurra! Wipler jedzie metrem!”. Popatrzmy, z jakim szyderstwem spotkały się tego rodzaju akcje ze strony Rafała Trzaskowskiego. Tego rodzaju ruchy to po prostu czasami nie jest dobry pomysł.

Jakie to było wrażenie zmierzyć się z Januszem Korwin – Mikke, nestorem ruchu liberalno – konserwatywnego w Polsce, z którym łączyła Pana długa wspólna historia polityczna, w debacie o Warszawę?

Janusz Korwin – Mikke zawsze był przeciwnikiem wystawiania list w wyborach samorządowych. Zawsze uważał, że samorząd to jest problem i właściwie to nie powinniśmy nawet wystawiać list w takich wyborach. Można powiedzieć, że te same postulaty głosi niezmiennie od dekad. Nie będę ich komentować. Mam jednak też takie poczucie, że z uwagi na szacunek dla pana Janusza, który ma już swoje lata, nie powinienem tego robić.

Sen o Warszawie: budżet i inwestycje

Skupmy się zatem na Pana wizji stolicy. Gdzie wg Pana należałoby obciąć wydatki, a co należałoby dofinansować?

Duże pole dla oszczędności – ponad 300 mln złotych rocznie - widzę w obcięciu funduszy na działania o charakterze ideologicznym. Ratusz finansował różnego rodzaju projekty, nierzadko kontrowersyjne – jak choćby ekoaktywistów, którzy ostatnio oblali syrenkę jakimś barwnikiem. Tymczasem za 300 mln złotych można dla porównania sfinansować co roku choćby dwie kładki takie jak ta, która ostatnio powstała. To kawał budżetu, który pozwala też na istotne podniesienie wynagrodzenia warszawskich nauczycieli. To potrzebne, bo nauczyciele w Warszawie zarabiają bardzo mało, szczególnie jeśli uwzględni się koszty życia w stolicy i wynajęcia tu mieszkania. Podczas rządów Rafała Trzaskowskiego z tego powodu radykalnie zwiększyła się liczba wakatów - zarówno w przedszkolach, jak i w szkołach podstawowych i średnich. Liczba nieobsadzonych stanowisk nauczycielskich w samych szkołach średnich wzrosła trzykrotnie: z 250 do 750. To wielki deficyt! Na takie rzeczy potrzebujemy środków, a nie na jakieś mocno dyskusyjne NGO-sy.

Drugie źródło oszczędności – potężne odchudzenie warszawskiego magistratu. Pracuje w nim 15 tys. osób i mówimy tu o samych urzędnikach, bez spółek i instytucji zależnych. Miasto jest największym pracodawcą w Warszawie, przy czym była to przechowalnia dla setek polityków KO i koalicji obecnie rządzących Polską. Dla polityków nie powinno być miejsca we władzach miasta, administracji, spółkach komunalnych.

Mogę obiecać, że nie zatrudnię ani jednej osoby, która wywodzi się z jakiejkolwiek partii współtworzącej Konfederację a sam, jeżeli zostanę prezydentem Warszawy, wystąpię z Nowej Nadziei Sławomira Mentzena i będę prezydentem bezpartyjnym. Miastu trzeba sprawnych managerów do zarządzania projektami i budżetem, a nie działaczy rodem z partii. Oczywiście będę współpracował z politykami, którzy są radnymi, zwłaszcza tymi wybranymi z listy Konfederacji i Bezpartyjnych Samorządowców.

Jaki jest Pana plan na oddłużanie Warszawy?

Moim zdaniem powinniśmy pilnować dyscypliny bieżącego budżetu. Nie ma zbyt dużego pola do obcinania wydatków w sytuacji, w której mamy ambitne plany inwestycyjne. A te plany są koniecznością, gdyż w przeciwnym wypadku utkniemy w korkach.

W ciągu najbliższych 30 lat ludność Warszawy ma zwiększyć się o pół miliona. To oznacza około 18 tys. nowych mieszkańców rocznie zgodnie z prognozami demograficznymi. Przy czym nie uwzględniamy w nich jakichś dużych fal migracji, podobnych tej, która przyszła po wybuchu wojny na Ukrainie. Nie jesteśmy w stanie zastopować napływu ludzi do stolicy – zresztą powiedzmy wprost, dla miasta byłoby to złe. Musimy zatem zbudować infrastrukturę dla dodatkowych pół miliona warszawiaków, i to jest bardzo poważne wyzwanie. Dlatego konieczne są inwestycje, przy czym zmuszeni jesteśmy liczyć na to, że zamożność mieszkańców Warszawy, a tym samym wpływy do miejskiego budżetu, będą rosły szybciej niż wydatki inwestycyjne.

Jakie inwestycje będą miały dla Pana priorytet jeśli chodzi o finansowanie?

Transport, transport i jeszcze raz transport! Przede wszystkim praca na rzecz dokończenia trzech obwodnic, które od kilkudziesięciu lat były zaplanowane, ale żadna z nich do chwili obecnej nie jest ukończona, a także rozbudowa metra na odcinku, który w chwili obecnej jest najbardziej szczątkowy, czyli na odcinku między Wilanowem a Tarchominem.

To jest najbardziej potrzebna linia metra. Rozbudowa sieci tramwajowej do tych dzielnic, w których tramwaju jeszcze nie ma, gdyż najszybszy i najefektywniejszy rodzaj transportu w metropoliach to naziemny transport szynowy.

Drugim priorytetem jest mieszkalnictwo. Trzeba usprawnić wydawanie pozwoleń budowlanych i tworzenie planów zagospodarowania przestrzennego, dzięki czemu podwoimy liczbę mieszkań budowanych w Warszawie. Bez tego ceny będą nadal niebotycznie rosły. Chodzi o to, żeby na tyle zwiększyć liczbę nowych mieszkań, żeby załamać ceny, żeby one wróciły do normalnych poziomów. Koszt wybudowania metra kwadratowego mieszkania w bloku w Warszawie to jest 6500 złotych. Reszta to koszt zakupu ziemi, na której stawia się budynek i marża dla dewelopera. Jeżeli zatem w Warszawie średnia cena za metr kwadratowy mieszkania na rynku pierwotnym wynosi 17 tys. złotych, to naprawdę jest przestrzeń, by zejść z marży. To podaż znacznie przewyższająca popyt zmusi deweloperów do obniżenia cen.

Konfederacji i Bezpartyjnych Samorządowców pomysł na mieszkalnictwo

Jak rozumieć tę obietnicę usprawnienia wydawania pozwoleń budowlanych? Przyznam, że robi mi się słabo, kiedy oczyma wyobraźni widzę kolejne mieszkania czy osiedla, ale wyglądające i funkcjonujące tak, jak Mordor czy Miasteczko Wilanów.

Dlatego potrzebne są plany zagospodarowania przestrzennego. Bez planów znów powstaną same bloki – bez przedszkoli, bez żłobków, bez szkół, bez infrastruktury publicznej, bez przychodni i bez służby zdrowia, a bardzo często też bez podstawowych mediów takich jak kanalizacja. Kawał Wawra, Białołęki i innych dzielnic zabudowany jest nowymi osiedlami, które nie są przyłączone do kanalizacji i których przyłączenie nie jest nawet w planach. To jest skandaliczne pod względem bezpieczeństwa ekologicznego! Rafał Trzaskowski tylko dużo mówi o ekologii, ale to za jego prezydentury buduje się ciągle bez kanalizacji, co urąga metropolii, jaką chciałaby być Warszawa w XXI wieku.

Przyzna Pan jednak, że nieczystości to niezbyt polityczny temat – podobnie jak i rewitalizacja starych kamienic, które ciągle mają łazienki na podwórzach. Felicjan Sławoj Składkowski doczekał się w podobnym kontekście sławojek. Strach pomyśleć, jak teraz złośliwi nazwaliby reformę higieniczną stolicy.

Dla mnie skandalem jest, że Warszawa cały czas wykorzystuje na mieszkania socjalne lokale, które nie nadają się ani do życia, ani do egzystencji, i które nie mają zapewnionych mediów takich jak np. ogrzewanie na normalnych zasadach. Dawanie komuś biednemu - kogo nie stać na normalne mieszkanie - lokalu ogrzewanego prądem, czyli wymagającego gigantycznych pieniędzy, nie może działać!

Jestem za tym, by miasto zbyło stare lokale socjalne w dobrych lokalizacjach, dzięki czemu możliwe byłoby sprzedanie ich po dość wysokich cenach, a w zamian za to kupiła nowe, nowoczesne lokale. Paradoksalnie są one dużo tańsze niż te, które będą sprzedawane - także w utrzymaniu. Rudery, które byłyby remontowane przez miasto długo i kosztownie, taniej i efektywniej wyremontują osoby prywatne.

Ciągle mamy w pamięci, jak miasto remontowało Salę Kongresową w Pałacu Kultury. Komuniści cały gmach postawili w trzy lata, a pod rządami Platformy Obywatelskiej remont jednego tylko fragmentu tego obiektu trwa już siedem lat. A końca nie widać.

Zostańmy jeszcze przy mieszkaniach socjalnych i lokalach komunalnych. Ostatnio głośno było o tzw. Zatoce Czerwonych Świń, czyli dosyć luksusowym jak na tamte czasy osiedlu z lat 80., gdzie obecnie wiele lokali stoi pustych. Deweloper zabiega o to, by wyburzyć część tamtejszych niskich bloków i w ich miejsce postawić wysokopiętrowe budynki mieszkalne. Z jednej strony powiedział Pan, że taniej byłoby odkupić lokale już działające na cele komunalne czy socjalne, których już w tej chwili brakuje. Z drugiej ważne jest dla Pana zagęszczanie przestrzeni mieszkalnej. Jaką decyzję podjąłby Pan w sprawie tego osiedla?

Jestem przekonany, że na pewno nie całe to osiedle powinno przejść w ręce miasta jako zasób mieszkań komunalnych i socjalnych. A to dlatego, że jestem przeciwnikiem tworzenia w miastach gett. Skupienie w jednym miejscu wielu ludzi, którzy nie dają sobie rady życiowo, to jest właśnie budowanie gett i generowanie sobie problemów społecznych. Mieszkania socjalne powinny być rozproszone po całym mieście. Nie powtarzajmy błędów krajów, który zbudowały u siebie takie getta socjalne, co okazało się wielkim nieporozumieniem.

Poza tym jestem zwolennikiem rozbierania starych bloków, których żywotność przewidziana przez ich projektantów kończy się, a których w Warszawie jest multum, celem budowania w ich miejscu nowych osiedli. Trzeba pamiętać, że bloki to nie są budynki, które miały wytrzymać więcej niż kilka dekad. Z biegiem czasu stare osiedla coraz bardziej narażone są na problemy i na ryzyko katastrof budowlanych.

Dlatego jestem za tym, żeby wspierać taki proces modernizacji, w ramach którego ludzie będą mieli szansę sprzedać swoje mieszkania, dostać mieszkania zastępcze na czas budowy nowego bloku w miejscu, w którym dotychczasowi mieszkańcy posiadali lokale, a potem przenieść się na powrót do nowej, nowoczesnej przestrzeni mieszkalnej, w której mieszkań będzie też więcej, a zabudowa będzie zagęszczona i intensywna.

Jakie działania podejmie Pan wobec skłotersów, okupujących nielegalnie różne nieruchomości? Latem ubiegłego roku dość głośno było o sprawie piekarni przy ul. Kamionkowskiej 50, gdzie powołany został „dom kultury” wbrew woli właścicielki.

Jesteśmy zwolennikami tego, że prawo własności powinno być absolutnie chronione. Żadnych skłotów! Żadnego faktycznego naruszania własności! Jesteśmy bardzo temu przeciwni. Nie chcemy w Polsce drugiej Hiszpanii czy Włoch i doprowadzenia do tego, że ktoś, kto dwa tygodnie czy tydzień pomieszka sobie bezprawnie w naszym lokalu może tam w zasadzie mieszkać dożywotnio albo że miną lata, nim uda się go z tego lokalu usunąć. Własność trzeba szanować i chronić. Żadnych skłotersów, żadnego menelstwa!

W takich przypadkach podstawowy problem z odzyskaniem we władanie swojej nieruchomości polega na tym, że albo ktoś nie korzysta z dobrych prawników albo że na poziomie państwowym czasem nie działają sądy. My bez wsparcia sądów nie będziemy przecież jako miasto nikogo siłą wyganiać, gdy ktoś narusza własność i posiadanie.

To przypomina mi jeszcze o czymś. W tym roku minęło 13 lat od śmierci Jolanty Brzeskiej. Czy dziś jest Pan w stanie obiecać, że jako prezydent Warszawy zrobi Pan wszystko, co w Pana mocy z tytułu pełnionego urzędu, żeby ta afera została rozwikłana, a winni zostali ukarani?

Napisałem doktorat na temat reprywatyzacji nieruchomości warszawskich. Znam doskonale historię kamienicy przy ulicy Nabielaka. Powiem jednak wprost: nie jesteśmy w stanie na poziomie miasta – bo też nie nie mamy do tego narzędzi, jeżeli prokurator generalny i minister sprawiedliwości się tym nie zajmą - zrobić kompletnie nic. Miasto nie ma w tym zakresie kompetencji. Każdy polityk, który w tym zakresie obieca coś innego, obiecuje rzeczy, na które nie ma faktycznego ani prawnego wpływu.

Rozwój Warszawy w "epoce przedwojennej"

Przy rozmowach o Warszawie jak bumerang wraca temat Pałacu Kultury. A jak Pan się na to zapatruje: wyburzyć go i zrobić w tym miejscu centrum miasta z prawdziwego zdarzenia, o którym we wtorek wiele mówiło się podczas konwencji czy zostawić go i zmodernizować teren wokół niego?

Pałac Kultury jest zabytkiem, ale nie powinien być zabytkiem, który jest elementem skansenu w XXI wieku w centrum Warszawy. Jestem za tym, żeby cały Pałac wynająć komercyjnie podmiotowi prywatnemu, który zadeklaruje osiągniecie wskazanych celów społecznych - czyli określonego poziomu prowadzenia działalności kulturalnej, przy jednoczesnym „dowiezieniu” wyniku finansowego. Pałac Kultury jest obecnie spółką bardzo nieefektywnie zarządzaną przez miasto. W tym gmachu znajduje się wiele niewynajętych i niewykorzystanych powierzchni. Nadto Pałac Kultury jest bardzo nieekologicznym obiektem. Nie było tam modernizacji, która pozwoliłaby znacząco zmniejszyć koszty jego utrzymania.

Tak się kończą zabawy polityków w biznesmenów – ani zysków, ani pozytywnych efektów społecznych. Znowu wracam tu myślą do tego upiornego remontu Sali Kongresowej. Żaden prywatny przedsiębiorca nie pozwoliłby sobie na takie marnotrawstwo, jak remont trwający siedem lat, podczas którego kilkakroć zmieniano koncepcję przebudowy tej sali i w ramach którego padali podwykonawcy zlecenia.

Wokół Pałacu Kultury powinna natomiast powstać zabudowa wysokościowa, dzięki której będziemy mieć najwyższe city w kontynentalnej Europie. Wszystkie te wieżowce powinny być wyższe niż Pałac Kultury. Powinna być w nich prowadzona działalność kulturalna, usługowa i hotelarska. Wówczas będziemy mogli mówić o prawdziwym warszawskim city, a Pałac Kultury w środku zostanie po prostu jako pomnik czasów słusznie minionych. Oczywiście cała przestrzeń między tymi drapaczami chmur powinna być wypełniona atrakcyjną zielenią. Zdecydowanie powinien też zniknąć największy w Europie Środkowej nieestetyczny naziemny parking, którym są od dekad tereny wokół Pałacu Kultury.

Coraz częściej słyszy się o tym, że Polska musi szykować się do wojny i że jesteśmy w czasach przedwojennych. Skoro zresztą przywołaliśmy na początku ducha Starzyńskiego, przywołajmy go i tu: jak Pan zapewni bezpieczeństwo warszawiakom na wypadek wojny, szczególnie przy tak zagęszczonym city?

Budowanie podziemnych schronów, porządnie uzbrojonych, pełniących równocześnie funkcję parkingową to jest coś, na co jesteśmy skazani w nowych inwestycjach w Polsce – niezależnie od tego, czy wojna będzie czy nie. Jest to ostatnio popularne rozwiązanie. W tym zakresie mamy też program dofinansowania tego rodzaju inwestycji z budżetu centralnego.

Wiem, że rolą odpowiedzialnego polityka jest przygotowywanie się na najgorszy scenariusz, ale cały czas wielkie firmy z całego świata inwestują w Polsce. Nawet pomimo ryzyka konfliktu zbrojnego uważają zatem, że zagrożenie jest na tyle niewielkie, iż warto wchodzić do Polski z miliardowymi inwestycjami.

A co ze schronami na starych osiedlach, bez podziemnych parkingów?

Cała linia metra powinna być przygotowana – a nie jest w chwili obecnej – do tego, żeby być schronem. Co więcej, powinniśmy zakończyć inwentaryzację wszystkich powierzchni, które mogłyby służyć jako potencjalne schrony, które znajdują się w budynkach użyteczności publicznej typu szkoły, urzędy… Należałoby także przejrzeć pod kątem takiej funkcjonalności również garaże podziemne w nowo budowanych blokach. Na starym Ursynowie na przykład faktycznie jest z tym problem, ale już na Kabatach i w tych nowych blokach powstających na Natolinie czy Imielinie pojawia się więcej szans na tego rodzaju instalacje.

Rozwój warszawskiego metra i transportu miejskiego

A co do metra będącego równocześnie schronem… Co sądzi Pan o planie rozbudowy metra przedstawionym przez prezydenta Rafała Trzaskowskiego?

To błędny plan, z którego trzeba się wycofać. Tak, jak za prezydentury Lecha Kaczyńskiego słusznie wycofano się z przebiegu drugiej linii metra, która była atrakcyjna, ale dla deweloperów, a nie dla warszawiaków. Pierwotnie było tak, że ta linia metra miała iść tam, gdzie dopiero wytyczone były tereny pod zabudowę, dzięki czemu deweloperzy sprzedaliby drożej swoje mieszkania. Na szczęście linię metra wytyczono od nowa i przekierowano na tereny, które już były zabudowane, ale jednocześnie brakowało w nich szybkiej komunikacji z centrum miasta i z resztą Warszawy.

To samo dotyczy również trzeciej linii metra. Obecnie linia, która miałaby startować z Gocławia, to rozwiązanie bardzo wadliwe i nieefektywne. Na pewno nie powinno być priorytetem.

Kto w Pana ekipie odpowiada za wytyczanie nowej siatki metra warszawskiego?

Są to jednak inżynierowie i firmy, które w zakresie prac budowlanych i inwestycyjnych posiadają niezwykle dogłębną wiedzą i robią różne rzeczy dla stolicy. Zdradzę jedynie, że „jedynką” naszej listy na Mazowszu w okręgu podwarszawskim jest Konrad Rytel, który przez prawie 20 lat pracował jako budowniczy i który niemal od samego początku pracował przy budowie pierwszej linii metra. Konkretnych nazwisk nie podam, gdyż współpracownicy nie życzyliby sobie tego i mogłoby to im narobić trudności.

Kładka Trzaskowskiego w miejscu mostu Starzyńskiego: rozbieramy i robimy most czy zostawiamy?

Od chwili, gdy zamieszkałem w Warszawie, zbudowano tu cztery mosty: Północny, Południowy, Świętokrzyski i Siekierkowski. Nie było jednak praktycznie żadnych inwestycji na linii północ – południe, a one są najważniejsze. Mówię tu np. o rozbudowaniu obwodnicy praskiej na odcinku od Ronda Wiatraczna do Ronda Żaba albo o domknięciu obwodnicy na zachodzie od Węzła Marynarska do strony Legionowa. Tych odcinków północ – południe potrzebujemy dziś najbardziej. Są w tej chwili bardziej priorytetowe niż budowa kolejnej przeprawy przez Wisłę.

Jaki los pod Pana gospodarskim okiem czeka sieć ścieżek rowerowych w Warszawie?

Jestem zapalonym rowerzystą. Rocznie robię rowerem kilka tysięcy kilometrów. Bardzo mnie ucieszyła dobra pogoda w Święta Wielkanocne, bo mogłem już wyciągnąć szosówkę z garażu. Dlatego bardzo będę dbał o ścieżki rowerowe.

Będę również dążył do tego, żeby Warszawa połączona została z gminami ościennymi, które mają własne plany dla infrastruktury rowerowej i własne rozbudowane sieci tras dla cyklistów. Są one jednak niepołączone z tymi warszawskimi, co rodzi wiele niebezpiecznych sytuacji na drodze, szczególnie kiedy wyjeżdżamy z Warszawy i poruszamy się czasami ruchliwymi, trudnymi drogami.

Obiecuję również rozwiązać problem połączenia miejskiego transportu publicznego z gminami ościennymi. Burmistrzowie tych gmin narzekają na brak chęci współpracy ze strony aroganckiego kierownictwa miasta Warszawa. Zmienię to.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Tragiczne zdarzenie na Majorce - są zabici i ranni

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Przemysław Wipler: Wokół Pałacu Kultury powinna natomiast powstać zabudowa wysokościowa - Portal i.pl

Wróć na warszawa.naszemiasto.pl Nasze Miasto