Co klient to inny problem

nietoperek
nietoperek
apfelholz /sxc.hu
Kto by pomyślał, że wykładając towar w markecie można być nie tylko psychologiem, doradcą klienta, a nawet trzeba znać się na prawie konsumenta?

Zdarza się, że to nie ciężka praca fizyczna wykańcza młodych studentów, ale przede wszystkim problemy życiowe potencjalnych klientów. A co klient to inny problem. Zacznijmy od cen w sklepie. Potencjalny klient marketu ma wyobrażenie, że każdy z pracowników zna cenę wszystkich produktów- od ogórków kiszonych po kilkadziesiąt rodzajów piw. Mało tego jest wielce oburzony, gdy skieruje się go do czytnika cen, twierdząc, że to PANI powinna zrobić. Potencjalny klient jest również pewien tego, że każdy z pracowników, przetestował i wypróbował cały asortyment. Ciągle padające pytania typu: Czy jadła pani tę sałatkę? Który pasztet jest najlepszy? Czy te nożyczki są ostre? Mogą wyprowadzić człowieka z równowagi. Padają również pytania typu: czy ten szampon sprawi, że moje włosy będą puszyste? Czy myśli Pani, że to mojemu wnuczkowi będzie smakowało? A skąd ja mam to wszystko wiedzieć, ja tylko wykładam towar! Kolejną grupę klientów stanowią zagubieni poszukiwacze. Proszę pani/pana, a gdzie to leży?- pytanie to słychać przynajmniej piętnaście razy w ciągu jednej zmiany. Ja rozumiem, że wśród alejek, alejeczek trudno jest czasem coś odnaleźć, ale osoby szukające czepka do pływania między piwami irytują niesamowicie. Najgorszy okres to megapromocje. Zaczyna się już o 8.00, gdy tłum biegnących po karkówkę w promocji klientów o mało cię nie stratuje, uderzając w Ciebie wózkiem, czy koszykiem. Czas ten to również pytanie typu: a dlaczego już tego nie ma? A czy jutro będzie? A może pani sprawdzić w magazynie? lub stwierdzeń typu: tak, pewnie pracownicy sobie chowają wszystko na zapleczu. Kolejna grupa to osoby wiecznie narzekające. Tu zatem można usłyszeć: że mały wybór ciastek, że brzydkie mandarynki, a nawet że herbata danej firmy już nie smakuje tak, jak kiedyś smakowała. Czasami mam wrażenie, jakby to wszystko była moja wina. Narzekają również na bałagan. Ludzie, ale ten bałagan robicie WY! Biała kiełbasa schowana między słodyczami, szynka w szamponach- to codzienność. Już nie wspomnę o nieodkładaniu towaru na miejsce. I zdarzają się jeszcze klienci, którzy wymagają maksimum za minimum. I tu padają następujące pytania: Czy jak będę nosił te buty bardzo długo i się rozwalą (buty za 10 zł) to ile jest na nie gwarancji? Lub stwierdzenia: taka mała, kawa a taka droga??? To tylko nieliczne przykłady zachowań potencjalnych klientów. Tak naprawdę można by napisać dziennik opisujący codzienne zachowania ludzi. 

Kredyt hipoteczny, to coraz większe ryzyko. UOKiK ostrzega.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie